Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Sztuka eseju
Zawód architekt
TAGI: Kuchnia intelektualna, Sztuka eseju,
Dodano: 2009-10-16 15:45:02

Zawód architekta ma charakter szczególny łączy bowiem profesję artysty, rzemieślnika, inżyniera, a niekiedy też i wcale nierzadko filozofa, socjologa, wizjonera i reformatora społecznego. Te różne działania, które składają się na społeczną rolę architekta nie zawsze są spójne i wykonywane z należytym profesjonalizmem. Przed wielu już laty jeden z wybitnych architektów urbanistów zaprojektował badania socjologiczne w mieście, w którym pracował, przygotował wymyślone przez siebie narzędzia badawcze, przy pomocy swoich współpracowników przeprowadził badania ankietowe, a następnie napisał książkę prezentującą ich wyniki. Nie było to niestety przedsięwzięcie udane.

Niekiedy się zdarza, że architekt występuje w roli demiurga kreującego rzeczywistość społeczną i kształtującego zachowania ludzi przy pomocy odpowiedniego ukształtowania przestrzeni. Socjologowie cytują czasami wypowiedź jednego ze znanych polskich architektów, że jak się postawi dwa bloki klatkami schodowymi do siebie i będą one na jednej osi, to między mieszkańcami wytworzy się więź społeczna.

Osobliwością zawodu architekta jest także ścisły związek z inwestorem, dla którego projektuje. Relacje te są na ogół skomplikowane, a końcowy projekt jest często kompromisem miedzy wymaganiami inwestora, a wizją projektanta. Najgorszą sytuację ma niewątpliwie architekt mający do czynienia z inwestorem zbiorowym, którym są urzędnicy państwowi lub samorządowi i różne ciała kolektywne. W takim przypadku powstaje z reguły zła architektura, albo nie powstaje w ogóle, a projektanci wycofują często swoje nazwisko. Architektura jest twórczością, a twórczość jest z natury swojej niedemokratyczna. Jak słusznie zauważa Adam Miłobędzki istnieje dość ścisły związek między osiągnięciami urbanistyki i architektury, a sposobem sprawowania władzy.

Współcześnie, szczególnie w Polsce, o kształcie przestrzeni, a także funkcji i formie budynków publicznych decydują rady gmin składające się na ogół z mało kompetentnych nominatów partyjnych rozgrywających swoje partykularne interesy. Urzędnicy organizują konkursy architektoniczne, potem je unieważniają, albo realizują coś zupełnie innego. Jedni zatwierdzają plany zagospodarowania przestrzennego, a ich następcy wyrzucają je do kosza i zlecają opracowanie nowych. Jednym z przykładów takiej, już dwudziestoletniej, działalności jest teren wokół Pałacu Kultury. Podobny los spotyka także projekty budynków. Od kilku lat obserwować można różne dziwne zdarzenia wokół projektu muzeum sztuki nowoczesnej. Christian Kerez zwycięzca konkursu przez dłuższy czas nie bardzo wiedział co ma projektować, czy ma to być muzeum, czy galeria handlowa, teatr, trzy w jednym jak w reklamie szamponu, a może władze miejskie dorzucą jeszcze aquapark.

                                                                                            *

Kultura architektoniczna polskiego społeczeństwa ukształtowała się w krajobrazie betonowych klocków budowanych na polskiej wsi i w miejskich blokowiskach. Najbardziej ucierpiała wieś. Z jednej strony całkowitemu zniszczeniu, lub znacznej dewastacji, uległy ziemiańskie dwory i pałace, czyli spuścizna artystyczna i estetyczna tworząca ramy kultury architektonicznej obszarów wiejskich. Z drugiej zaś strony substancja materialna polskiej wsi wymagała modernizacji. Niestety z powodu niskiego standardu, budownictwo wiejskie, w znacznej mierze drewniane, pozbawione infrastruktury cywilizacyjnej nie nadawało się do ewolucyjnej modernizacji na wzór tej, która dokonała się poprzednio w Austrii czy Szwajcarii. Zostało zastąpione przez betonowe klocki będące odległym naśladownictwem modernistycznych miejskich willi. Ten sposób zabudowy wsi był w dodatku chaotyczny i nieracjonalny. Budynki wznoszono wzdłuż dróg, często w dwóch, trzech rzędach idących w głąb działki, również na terenach zalewowych, co każdego roku można oglądać w telewizji. Czy żywioł ten był do opanowania? Wątpię. Były oczywiście jakieś próby podejmowane przez służby architektoniczne, mówiono o tym na naradach architektów i pisano głównie w fachowej prasie. Próbowano też jakoś ratować lepiej lub gorzej polski krajobraz opracowując regionalne katalogi projektów budownictwa wiejskiego, które wprawdzie chłopi kupowali, aby uzyskać odpowiednie pozwolenia, ale budowali i tak po swojemu. Najtaniej stawiało się dom z betonowych pustaków robionych często z kradzionego na państwowych budowach cementu.

W ten sposób krajobraz polskiej wsi został zmasakrowany na pokolenia, z wyjątkiem – Podhala - gdzie górale oparli się w znacznej mierze inwazji betonowych klocków. Domy na tych terenach zachowały pewne cechy stylu witkiewiczowskiego, ponieważ były one produktem turystycznym sprzedawanym indywidualnym turystom, a także z uwagi na specyfikę klimatu.

Ta dewastacyjna działalność indywidualnych podmiotów została wzmocniona przez inwestycje państwowe, pegeerowskie bloki i geesowskie pawilony handlowe. Niestety nie lepiej było w dużych i małych miastach, gdzie ubytki zabudowy zniszczonej w czasie wojny były uzupełniane blokami potworkami. W tych krajobrazach wychowały się trzy pokolenia Polaków, dla których jest to ich swojski świat, bo innego większość nie znała i dopiero od kilkunastu lat zaczynają go niektórzy poznawać. Skąd można czerpać artystyczne i estetyczne wzorce, w jaki sposób upowszechniać kulturę architektoniczną Polaków skoro nie uczy tego szkoła, nie kształtuje telewizja?

                                                                                          *

Część architektów zajmuje się obok projektowania budynków także urbanistyką, którą Bolesław Malisz definiował jako naukę i sztukę budowy miast. Niektórzy są natomiast wyłącznie urbanistami. Zawód ten wyodrębnił się w XX wieku i pracują w nim obok architektów ekonomiści, inżynierowie komunikacji, socjologowie itd. Urbanistyka jest więc obecnie profesją interdyscyplinarną.

Po wojnie Polska Szkoła Urbanistyczna uzyskała za granicą pewną renomę i zespoły polskich urbanistów były zapraszane do projektowania odbudowy Skopje czy rozbudowy Algieru. Z czasem jednak pojawiły się wątpliwości czy w ogóle można zaprojektować miasto? Wynikały one zarówno z obserwacji, jak i bardziej pogłębionych studiów funkcjonowania tak znanych realizacji jak Brasilia Lucio Costy i Oskara Niemeyera oraz nieco mniej znanych nowych miast angielskich i francuskich. Badania socjologiczne pokazały, że nie były to twory szczególnie udane. Brasilia obrosła favelami, a niektóre europejskie nowe miasta zamieniły się w blokowiska tworzące dziś etniczne getta.

Cały okres PRL cechował rozbudowany aparat planowania przestrzennego, zaś odpowiednie pracownie urbanistyczne istniały we wszystkich większych miastach. Władze, w pierwszych powojennych latach, interesowały się tą działalnością, a szczególnie odbudową Warszawy, i podobnie jak opinia publiczna, były dość krytyczne w stosunku do poczynań urbanistów. W 1958 roku Jan Dmowski i Bohdan Kosiński nakręcili 9 minutowy film „Miasto na wyspach”, który można dziś obejrzeć zarejestrowany na DVD. Autorzy ustawili kamerę wokół Pałacu Kultury pokazując, że centrum miasta to pustka po sprzątniętych gruzowiskach, podczas gdy nowe osiedla powstają na dalekich peryferiach w sąsiedztwie wiejskich zagród. Dla kontrastu oglądamy też migawki pokazujące przedwojenne, ożywione centrum Warszawy. Autorzy podkreślają, że przed wojną dopiero po zabudowie terenów w centrum sięgano po te, które były dalej, bo tak nakazywała logika, oszczędzano w ten sposób na kosztach uzbrojenia. Ostatnie słowa komentarza do tego filmu stawiają kropkę nad i. „Kamera filmowa nie polemizuje z nikim odpowiedzialnym za politykę urbanistyczną Warszawy. Kamera wątpi w tę politykę i w tę odpowiedzialność”.

Trzeba jednak zauważyć, że powojenne uwarunkowania i preferencje władzy utrudniały kształtowanie centrum miasta, toteż ówcześni urbaniści chcieli te tereny zachować dla przyszłych inwestycji, które rozpoczęły się dopiero po 1989 roku kiedy to do centrum Warszawy zaczęto wstawiać biurowce, hotele i galerie handlowe ze „Złotymi Tarasami” na czele. Wstawiano byle gdzie i po części byle jak. Złożyło się na to kilka przyczyn: nieuregulowane stosunki własnościowe, brak planów zagospodarowania przestrzennego, lekceważenie i chciwość deweloperów, którzy, jak to sformułował Sławomir Gzell, często wykorzystywali na elewację budynków „materiały z przeceny”.

Brak planów urbanistycznych, które zostały odrzucone jako „komunistyczny wymysł”, a także jakichkolwiek regulacji szaty informacyjnej miasta doprowadziły do chaosu przestrzennego i estetycznej kakafonii szyldów, w znacznej części anglojęzycznych, bilbordów i gigantycznych banerów reklamowych wieszanych najczęściej nielegalnie. Miasta polskie, a szczególnie ich przedmieścia powielają najgorsze wzory zaczerpnięte z USA, na co, coraz częściej, zwracają uwagę przybywający do Polski Amerykanie. Przykładem w tym zakresie mogą być podwarszawskie Łomianki gdzie urbanistycznemu bałaganowi i przemieszaniu funkcji towarzyszy reklamowa dżungla wzajemnie zakłócających się treści. Jest to też jeden z przykładów tzw. „urban sprawl”, rozlewającego się niekontrolowanego zainwestowania miejskiego na coraz dalsze obszary, które widoczne jest wokół wielu miast.

Istniejąca procedura przygotowywania miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego ujawnia skomplikowany splot interesów i grę różnych grup nacisku. Interesującym przypadkiem jest historia uchwalania planu południowej części Kabat na warszawskim Ursynowie, gdzie ujawniło się kilka grup interesu. Deweloper („Edbud”) zamierzający budować osiedle grodzone, zamykające dojście do Lasu Kabackiego, firma „Tesco” planująca rozbudowę sklepu, radni oraz mieszkańcy tej części dzielnicy. Projekt planu przewidywał m.in. zachowanie terenów zielonych na obrzeżu Lasu, zgodę na niewielką rozbudowę hipermarketu i przeniesienie pętli autobusowej w pobliżu terenu należącego do dewelopera. W toku dyskusji uformowały się dwa wyraźne obozy, z jednej strony deweloper i cześć popierających go radnych, z drugiej pozostali reprezentanci ludu i sami mieszkańcy. Pierwszy obóz dążył do storpedowania uchwalenia planu pod pretekstem zgody na rozbudowę „Tesco”, zaś drugi zmierzał do jego szybkiego uchwalenia w celu zablokowania inwestycji dewelopera. W atmosferze pomówień i oskarżeń o korupcję Rada dzielnicy negatywnie zaopiniowała plan, który znalazł uznanie dopiero w Radzie Warszawy, która go ostatecznie uchwaliła.

W Warszawie, ale nie tylko, architekci projektują budynki na działkach, którymi dysponuje inwestor. Znajdują się one często w przypadkowych miejscach, w sąsiedztwie zdegradowanej mieszkaniówki, której lokatorzy protestują często przeciwko nowej inwestycji, bo ich zdaniem pogarsza ich standard. Tak np. było przy ul. Emilii Plater w Warszawie, gdzie architekt wyciął kawałek budynku podpierając konstrukcję na filarze, aby doświetlić mieszkania w starej zabudowie. Nie każdy budynek można udatnie wpasować w dany kontekst miejski, często jest to zadanie nie do wykonania. Czy jest to wina architekta? Oczywiście, może nie przyjąć zlecenia, ale to nie załatwia sprawy. Jest to przede wszystkim wina rządzących miastem, którzy nie dbają o jakość otaczającej nas przestrzeni.

Z tego oczywiście nie wynika, że w okresie ostatnich dwudziestu lat nie powstawała dobra architektura, problem polega jednak na różnicy percepcji, architekta, historyka, czy krytyka architektury oraz zwykłych użytkowników przestrzeni. Pierwsi potrafią wyłowić z „tłumu” piękny budynek, drudzy postrzegają miejskie ulice i place z punktu widzenia ich funkcjonalności, uporządkowania, czystości, wygody, atmosfery, dobrego samopoczucia itd. Jako mieszkaniec miasta, a także socjolog patrzę z tej drugiej perspektywy.

W PRL przez pięćdziesiąt lat nie powstało żadne wielkie dzieło architektury, ponieważ nie było po temu odpowiednich warunków. Państwo źle pełniło rolę mecenasa, nie było pieniędzy a wizjonerscy architekci szukali pracy za granicą. Zamiast architektury wyrastało kiepskiej jakości budownictwo. Dopiero od kilkunastu lat w Warszawie i w kilku innych miastach pojawiła się architektura. Jednakże dwa pokolenia Polaków pozbawione możliwości codziennego obcowania z dziełami współczesnej architektury nie znają estetycznego kodu pozwalającego na ocenę jej artystycznego wyrazu. Stąd w polskim krajobrazie tyle jest bylejakości i kiczu.

Tekst wygłoszony Na Kongresie Kultury Polskiej na sympozjum na temat architektury

OPINIE
Ania T - architekt a konteksty
2009-10-16 18:53:42
Faraon, faraonowa i architekt

Kiedyś do faraona
Przybiegła jego żona
Co miała na imię Izys
I dawaj, na architekta
Skarżyć (co zwał się Dreptak)
Kristijan - panorama
2009-10-17 04:09:00
Było to gdzieś w okolicach południa albo tuż po. W 40 stopniowym upale wyszedłem ze znajomym na Kale - twierdzę rzymsko-osmanską górującą nad Skopje. Całe centrum miasta zniszczonego w 1962 roku mieliśmy jak na dłoni.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010