i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-10-11 22:11:26
Powtórzę po raz nie wiem który: specjalna formacja „do ścigania korupcji”, powołana ad hoc, z dobranych amatorów, oddana swojemu awanturnikowi, przypomina taką samą, w takim trybie powołaną, z reportażu Sobańskiego o hitlerowskim Berlinie roku 1933. Miast uformować wyspecjalizowany pion policji (po oczyszczeniu jej samej z korupcji, jeśli już, metodami z „Przełomu” Brattona), stworzono formację policji politycznej PiS, jego Sturmabteilungen, SA. Kiedy usłyszałem od wodza nieoczekiwany zwrot, że PiS „maszeruje do władzy”, pojąłem, na ile wnikliwie studiował epokę Schmitta, by podświadomie kojarzyć to z „SA marschieren…”
CBA, zamiast wykrywać, samo korupcję produkowało. A było trzeba, swoją drogą, wyjątkowej moral insanity, by sięgać do strefy intymnej - uwodzić kobietę dla jej skorumpowania. Teraz „Romeo” zażywa dyskrecji i co najwyżej budzi rozbawienie. Nie zauważyłem w mediach, by tę metodę, wyjątkowo niegodziwą, a należącą do „warsztatu” CBA, ktoś wytknął jej szefowi. Skąd ta wyrozumiałość? To było takie zabawne?
Iście faszystowskie bojówki, zmontowane z ludzi różnej proweniencji (podobno z ABW - ale kto ich wie?), w akcjach programowych CBA napadały w kominiarkach prywatne mieszkania bezbronnych ludzi, którzy, wezwani do prokuratury, na pewno złożyliby zeznania. Chodziło o popisy przemocy, o propagandowy teatr zastraszenia. Tak szło by to dalej: dostęp do zapisów chorób w ZUS-ie miał wzbudzić strach nawet w tych, którzy nie mają żadnych pieniędzy, ale źle myślą. Rozbudowa instytucji przemocy, z bronią palną dla policji skarbowej (!), to nie ambicje urzędników, to był program polityczny.
Dowódca tych wszystkich operacji zbędnej przemocy i nadużyć prawa, formalnie podwładny premiera, dziś z tupetem przywódcy politycznego atakuje szefa rządu insynuacjami, pewny ochrony ze strony swego wodza, który sam sterował taką operacją wobec Barbary Blidy. To źródło dla mnie dość zasadniczego niepokoju. To coś więcej niż Haider na horyzoncie. Zbyt daleko zaszliśmy w stronę Carla Schmitta. Także w mediach. To nie zbieg okoliczności. Jakim prawem TVN24 transmitował sądowe zeznania owej kobiety uwodzonej dla skorumpowania? Nie chodzi o jej krzywdę, to mogło nawet jej sprzyjać. Ale - wszystko już wolno? Co to za obyczaje? Sami sądzimy, sami wyrokujemy? Jak w sprawie Polańskiego – wyrokiem sondażu wśród ludzi nie doinformowanych? Wszystko uchodzi?
Goebbels uczył, że należy się powoływać na demokrację, operować językiem demokracji, dopóki nie zdobędzie się władzy. Hitler zdobył władzę w trybie demokratycznych wyborów. Joerg Haider także, choć bez takich następstw. My też w trybie demokratycznym oddaliśmy władzę ludziom, którzy czują się obco w demokracji, którzy rozwijali obstrukcję wobec Unii Europejskiej, obojętni wobec interesu Polski, a lubują się, jak obserwowaliśmy, w przemocy. Dziś znowu próbują destabilizować państwo, kiedy Polska dopiero wychodzi z napięć światowego kryzysu ekonomicznego, zaś ogrom spraw trudnych ma przed sobą. Wspomagają ich media. Udają, że nie widzą. Nie pytają wodza o jego stosunek do demokracji, do ideologii Carla Schmitta, do przemocy jako narzędzia władzy. Nie zapytały również, kiedy Mariusz Kamiński raportował mu o podejrzanych kontaktach paru ludzi Tuska.
Pisze to człowiek, który ma wiele różnych zastrzeżeń wobec rządu, ale wytyka je nie po to, by go obalać. To są ważne i trudne lata, a dobra kondycja rządu to nasz wspólny polski interes. Opinia publiczna w Polsce – proszę mi wierzyć – premiuje gotowość współpracy, a nie konflikt. Ci, co próbują właśnie teraz coś ugrać na boku dla siebie, atakując rząd wodzowi dla towarzystwa, to jak u Szymona Kobylińskiego – mała ryba płynie obok rekina, mówiąc: „pan go pożre, ale pozwoli pan, że ja go przedtem kopnę”. Projektowany ewentualny kandydat na prezydenta (jestem za premierem Tuskiem, przeciw prezydenturze Tuska, dla jasności) z kilkunastu procent poparcia zjechał do kilku. Za to.
Za „Studio Opinii” – za zgodą Autora






