Społeczeństwo
Wystarczy słów
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2009-12-03 12:48:34

Bohdan Jałowiecki swoim tekstem wywołał prawdziwie słowno-językową intelektualną burzę, inspirując różnych autorów i komentatorów do zastanowienia się nad funkcjami języka w opisie rzeczywistości, jego rolą w – ogólnie rzecz biorąc – komunikowaniu, ale także jako narzędziu kształtowania określonych wzorów myślenia i zachowania.

Życie jest sztuką wypowiadania, rozumienia i odczytywania słów. Słów mówionych i tych pisanych. Dwa podstawowe kanały wyrażania siebie i opisywania świata. Dwie różne ścieżki nawiązywania, podtrzymywania, rozwijania relacji międzyludzkich. Oczywiście nie jedyne, ale fundamentalne.

Z warsztatem słowno-językowym jest jak z rzemiosłem. Są uczniowie, czeladnicy, mistrzowie i genialni artyści. Zawsze można narzekać, że ograniczeni dostępnymi narzędziami i materiałami nigdy nie stworzymy dzieła idealnego. Dlatego poszukujemy wciąż nowych form. Upraszczając – rzeźbiarzowi nie wystarczą już trzy proste przedmioty: drewniany kloc, dłuto i młotek. Malarz będzie eksperymentował z farbami, pędzlami i rodzajami płótna. Pisarz, aktor, ale przecież i szary człowiek – będzie szukał nowych form słownych, kiedy przyjdzie mu zmierzyć się z koniecznością wyrażenia czegoś szczególnego w specjalnych wymagających tego okolicznościach.

Mówca będzie potrzebował dodatkowo wsparcia w innych środkach wyrazu: mowie ciała, modulacji głosu, aparycji. Piszącemu wystarczy wyobraźnia, empatia, erudycja, szczypta intuicji oraz to „coś”, co pozwoli mu malować słowem za pomocą dostępnego arsenału wyrazów budowanych w formuły zdań. Wszystko po to by oddać MYŚL, jak pisał w piątej pieśni „Beniowskiego” nasz narodowy wieszcz.

I mówiącemu i piszącemu przysparza to zazwyczaj kłopot. Zawsze pojawia się pewien rodzaj rozdarcia: świadomość trudności zrozumienia świata i jednocześnie usilne pragnienie zrobienia wszystkiego, by świat zrozumiał przekazywane słowa. Inna rzecz to fakt, na co zwracał uwagę Khalil Gibran, że często myśl w mowie bywa półmartwa. Bo ona jest ptakiem przestworzy. I zamknięta w klatce słów nie uleci, choćby nawet skrzydła rozpostarła (Gibran, Prorok). Żonglując słowami poszukuje się form literackich. Są poeci, którzy w swoich wierszach używają minimalnej liczby słów, a mimo to – jak piszą recenzenci – każde z owych słów ma coraz większą wagę. Są pisarze – zwolennicy form zwięzłych i krótkich i ci, którzy gustują w złożonych, obfitujących w barwne i szczegółowe opisy dziełach. Màrai pisał w swoich Dziennikach, że pisarz, który nie potrafi się zmobilizować do napisania powieści, jest podejrzany, jak zalotnik, któremu wystarczają pocałunki i nie pragnie niczego więcej. Może dlatego nie chce więcej, bo nie może? Goethe słusznie sądził, że od ‘całowania się nikt nie miał jeszcze dziecka’. Esej, monografia, te wszystkie stylizowane na literaturę hybrydy gatunkowe to ociąganie się przed podjęciem wysiłku związanego z napisaniem powieści, bo to już nie zaloty, lecz Akt. Czy miał rację?

Często także ów ulubiony mój autor podkreślał specyfikę pisarzy, ich języka przekazu, ale i wyraźne charakterystyczne atrybuty narodowe, wynikające z przynależności do określonego kręgu kulturowego i narodowości. Zastanawiał się nad tym, że sam pisze dla coraz mniejszej grupy osób, które są w stanie go zrozumieć. Dla Węgrów. Determinantą był tu czas, w jakim przyszło mu tworzyć – wojna, wymuszona emigracja i związane z tym traumy. Pytał siebie, czy gorszą rzeczą jest pisanie w „wielkich językach”, kiedy pisarze ich używający bywają straszliwie samotni i pozbawieni odzewu, czy pisać w swoim „małym” języku i być osamotnionym, ale przez fakt bariery językowej, nieznajomości języka, a nie jak inni – doznawać samotności w tłumie i być ignorowanym lub niedostrzeganym, mimo że obiektywnie możliwym do zrozumienia. Analizował literaturę Czechowa – oddającą ducha Rosji (Dramat na polowaniu), gdzie wszyscy są ciągle pijani, wpadają do wody, tarzają się w błocie albo leżą na ziemi, gdzie bohaterowie zaliczają się do inteligencji, noszą europejskie ubrania, a mimo to nie ma europejczyka, który w podobnych sytuacjach zachowywałby się w podobny sposób. O Dostojewskim pisał natomiast, że ton i gadatliwość dygresji w Braciach Karamazow wywołuje w nim takie zdenerwowanie, że trwa ono jeszcze długo po odłożeniu książki i konstatował żartobliwie, iż może okazać się, że któregoś dnia policja udokumentuje, że Dostojewski słowem zabił człowieka. Z podziwem zauważał, że Maupassant odważnie opisywał zapachy, czego pisarz angielski nie śmiałby uczynić, bo w angielskich powieściach końca XIX w. zapach jest shocking
Przykłady te można mnożyć.

Wydaje się więc, że do opisu wszystkiego starczy słów. Obyśmy tylko nauczyli się je wszystkie właściwie rozumieć i ich używać. Tylko tyle i aż tyle.

I wreszcie ostatni – bardzo współczesny – językowy labirynt. Sprawa PR-u. Ta konwencja wymaga szczególnych umiejętności percepcyjnych, bowiem dla właściwego jej odczytania konieczne jest uruchomienie wewnętrznego czujnika i zmobilizowania do pracy wielu zmysłów. Trzeba oto skupić maksimum uwagi nie tylko na treści przekazu, ale i na osobie nadawcy. Trudna to sztuka. Prawidłowość oceny, wymagałaby bowiem dobrej znajomości osoby mówiącego i rozeznania omawianego tematu. A nie zawsze jest to możliwe. Czyjeś słowa mówione, czy pisane, mogą być mocne, mądre, szlachetne, ale osoba obłudna, tchórzliwa, bez charakteru. Trzeba wtedy umieć podziwiać słowa, ale wiedzieć, że należy unikać autora i jego wystąpień (Màrai, Dziennik)
Sàndor wiedział to już w 1944 r. 
Ludzie wcale tak bardzo się nie zmieniają.
Ludzie są cudowni.
Kiedy mówią. Kiedy piszą.
I gdy milczą.


Gibran K., Prorok, tłum. Ernest Bryll, wyd. Drzewo Babel, Warszawa 2006;
Màrai S., Dziennik (fragmenty), przekład i opracowanie Teresy Worowskiej, Czytelnik, Warszawa 2009.

OPINIE
Gustaw Lasek - właściwe rozumienie
2009-12-03 16:16:54
A co oznacza "właściwe rozumienie"?
Świetnie że zostały, podane różne formy wyrazu np. malarswto?
To że malarz, pisarz, rzeźbiarz chciał wyraźić swoje myśli, uczucia nie oznacza że zostaną odebrane w sposób identyczny. Możemy mówić jedynie o zbliżonym podobieństwie odbioru.
Ania T -
2009-12-03 19:12:33
...po długiej wędrówce wszedł na górę, na której stał krzyż... a przy nim tabliczka z wyrytym tekstem. Zatrzymał się i uspokoiwszy oddech przeczytał zapisane słowa. Nie zrozumiał, westchnął i podążył dalej czerwonym szlakiem...
Gustaw Lasek - Słowa,Słowa,Słowa
2009-12-04 00:35:56
"Prawie nigdy nie patrzymy na rzeczywistość. Pewien guru usiłował wyjaśnić jakiemuś audytorium, że ludzie silniej niż na rzeczywistość reagują

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010