Wyrzucić Sikorskiego
TAGI: Przystawki, Kartki z notesu,
Dodano: 2011-04-12 10:49:46

Co  jakiś czas opozycja w Polsce wnioskuje o dymisję kolejnego ministra. Klich, Rostowski, Hall, Sawicki – wszyscy oni już byli. Radosław Sikorski może spać spokojnie. Kaczyński go nie zaatakuje, przeciwnie, będzie go chronić, bo trudno o lepszego sojusznika. Zaraz wyjaśnię dlaczego.

Afera z tablicą w Smoleńsku jest najlepszym prezentem jaki Kaczyński i PIS mogli dostać. Przypomnijmy fakty. Tablica i jej treść są dziełem Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010, małej i okazjonalnie do życia powołanej organizacji, której nie należy mylić z Rodzinami Katyńskimi. Ale większość ludzi myli. A różnica istotna.  Z jednej strony bowiem mamy organizację wpisaną w najnowszą historię Polski o nazwie nawiązującej do tej historii, z drugiej strony  mamy małą, doraźnie do życia powołaną z inspiracji m.in. pani Zuzanny Kurtyki organizację o nazwie w istocie prowokacyjnej i nie mającej wiele wspólnego z rzeczywistością. Nie ma bowiem innego niż prowokacyjne uzasadnienia symbolicznego w takim łączeniu nazwy Katyń ze smoleńską katastrofą. Fakt, że pasażerowie TU 154 lecieli na uroczystości katyńskie nie upoważnia do tego, aby stawiać znak równości czy choćby porównywalności historycznego dramatu Katynia, z komunikacyjną tragedią w Smoleńsku. Pań Kurtyki czy Merty nie obarczam winą. Ich skojarzenie mogło być bezgrzeszne, sprowokowane przez cynicznych, bezwzględnych manipulatorów, którzy dla walki o władzę wykorzystają i wykorzystują, żałobę, cierpienie a także polskie, narodowe interesy. Pań Kurtyki i Merty nie obwiniam także za fakt samowolnego wywieszenia w obcym domu tablicy z napisem, który jego mieszkańcy mogli uznać za prowokację.

Możemy się oczywiście spierać z Rosjanami o interpretację pojęcia „ludobójstwo” i o to, czy zbrodnia w Katyniu była zbrodnią wojenną czy ludobójstwem. W sporze tym obu paniom raczej brakuje kompetencji, ale niezależnie od tego faktu napisy na tablicach nie są miejscem, w którym spór ten powinien się toczyć. Nie ma także specjalnego znaczenia, że w sporze tym zajmujemy słabą pozycję i jesteśmy osamotnieni. A więc akapit dygresji.

Pojęcie to wprowadzone do języka przez Rafała Lemkina, polskiego prawnika i usankcjonowane w tekście Konwencji ONZ w sprawie Zapobiegania i Karania Zbrodni Ludobójstwa  precyzuje, że ludobójstwem jest zbrodnią zniszczenia w części lub całości grup narodowych, etnicznych, rasowych lub religijnych. Mój Ojciec z obozu w Kozielsku nie pojechał do Katynia tylko dlatego, że w ostatniej chwili objęła Go umowa Sikorski – Majski. Ale gdyby pojechał nie zostałby zamordowany jako Polak, ale jako polski oficer. To jednak różnica. Polacy byli w Katyniu i nie tylko w Katyniu mordowani bez związku z kryteriami wyszczególnionymi przez Konwencję ONZ. A jak potraktować stalinowskie mordy na Rosjanach, a jak na Ukraińcach? Czy ludobójstwem jest także „Hołodomor”, w którym zginęło 6-7 mln ukraińskich chłopów?  To były zbrodnie wojenne, masowe zbrodnie, zbrodnie przeciwko ludzkości. Czy fakt, że prawnicza precyzja nie pozwala ich wpisać w pojęcie ludobójstwa czyni je mniej krwawymi a zbrodnię mniej zbrodniczą? Jest wiele przyczyn, dla których Rosjanie bronią się przed pojęciem ludobójstwa, jako opisującym stalinowskie zbrodnie. Jedną z przyczyn, którą zresztą skłonny jestem z Rosjanami podzielać jest ta, która każe na zbrodniczość systemu komunistycznego w Rosji sowieckiej patrzeć w kategoriach globalnych i uniwersalnych. Upierając się przy adekwatności pojęcia „ludobójstwa” w odniesieniu do zbrodni przeciwko Polakom, odbieramy równocześnie stalinizmowi charakter zbrodniczości uniwersalnej. Tak, tak, rozumiem – zbrodnie przeciwko Rosjanom i Ukraińcom czy Tatarom Krymskim to tylko zbrodnie, tylko zbrodnie przeciwko Polakom są zbrodniami szczególnymi, są ludobójstwem.

Powróćmy jednak do aktualności. Wystawienie bez porozumienia ze stroną rosyjską w ich domu, tablicy z kwalifikacją, na którą Rosjanie zgodzić się nie chcą, niezgodnie z przepisami miejscowego prawa tylko w języku obcym, nie było prowokacją. W gruncie rzeczy nie jestem skłonny by nazwać ją głupotą – może tylko nieświadomością. Ale na tym sprawa się kończy. Bierność polskiego MSZ-u – jak się okazuje mimo interwencji rosyjskich – jest karygodna.  W kontekście zbliżającego się spotkania prezydentów Polski i Rosji niekompetentne, głupie i bezmyślne, niedopuszczalne w polityce zagranicznej lekceważenie  sprawy przez ministra Sikorskiego i jego urzędników, skończyło się z ich powodu skandalem. Bo ten skandal nie obciąża Rosjan. Nas obciąża.

Już kiedyś w jednej z „Kartek z notesu” napisałem, że w przypadku Radosława Sikorskiego „w szaty pozorów oxfordzkiego dżentelmena stroi się prostacki narcyz”. Wystarczy uważnie mu się przyjrzeć aby zobaczyć to prostackie samouwielbienie – zupełnie jakby bez przerwy stał przed lustrem wpatrując się w siebie. Wystarczy przypomnieć sobie jego  słowne wybryki – od „dorzynania watah” do – już będąc ministrem! – uwag o prezydencie Kaczyńskim, że prezydent może być niski, ale nie może być mały, aby zdać sobie sprawę z niedostatków inteligencji i kultury u tego ministra. Sprawa tablicy w Smoleńsku powinna przeważyć szalę.

OPINIE
Wiktor Z. Modelski - Wrażliwość na historię
2011-04-12 22:22:26
wbrew pozorom i naszym przekonaniom nie jest naszą cechą. Jako megalomani, którzy zresztą historii nie znają - no, pewnie nie dotyczy to wszystkich - jesteśmy na prawdę historyczną obojętni. Nie dotyczy to Rosjan . Autor o jednej sprawie zapomniał. Otóż dla każdego Rosjanina zbrodnia ludobójstwa oznacza zbrodnię hitlerowską. To tylko w Polsce dzicz na Krakowski Przedmieściu ryczy na straż miejską i

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010