Wrocław - miasto moje, nie moje
TAGI: Deser, Okruchy miast Bohdana Jałowieckiego,
Dodano: 2009-03-24 13:33:29

  Wrocław leży nieco na uboczu – od Polski. Z tzw. dawnych ziem, z Warszawy dotrzeć do niego nie łatwo, koleją trzeba jechać przez Poznań lub Katowice, a o drodze w ogóle nie ma co mówić. Do Wrocławia najszybciej dojedziesz z Katowic, autostradą krótkie dwie godziny.  Władze w stolicy zainteresowały się Wrocławiem dwa razy organizując w 1948 roku Wystawę Ziem Odzyskanych i Kongres Intelektualistów w Obronie Pokoju. Kiedy jednak wyjechali ostatni goście  ruszyły pociągi z cegłą rozbiórkową służącą do odbudowy Warszawy. Rozebrano wtedy wiele budynków ledwo naruszonych przez działania wojenne. A potem już władze centralne mało interesowały się Wrocławiem.
 Ostatnie miesiące wojny były dla miasta tragiczne, zamknięte w kotle wojska niemieckie broniły się przez 80 dni  „Rosjanie nigdy nie zdobędą miasta. Prędzej go spalę - mówił gauleiter Karl Hanke”. Wyburzono całą dzielnicę żeby zrobić miejsce na lądowisko samolotów dostarczających zaopatrzenie. Tuż przed zamknięciem miasta gauleiter wydał rozkaz ewakuacji. Miasto opuściło ok. 700 000 ludzi, w tym ok. 100 000 zginęło lub zmarło w czasie zimowej ucieczki. Niemcy „sami” się z Wrocławia wypędzili, a kiedy dotarli do miasta przedstawiciele polskiej administracji zastali pustą, spaloną ziemię. Hanke dotrzymał obietnicy .
 Nowi mieszkańcy z poznańskiego, centralnej Polski, repatrianci ze Lwowa, i z innych miast reemigranci z za granicy dokonali swoistego cudu, po paru miesiącach miasto funkcjonowało niemal normalnie.
 Badania Ireny Turnau przeprowadzone kilka lat po wojnie pokazały pochodzenie mieszkańców miasta, prawie połowa (40%) przybyła ze wsi  mniej więcej tyle samo z małych i średnich miast i tylko 18% z miast dużych. Praca ta już w latach pięćdziesiątych obaliła, jeszcze obecnie powtarzany, mit o lwowskiej genealogii wrocławian, przybyszy ze Lwowa było zaledwie kilka procent.
Polscy osadnicy żywiołowo zaludniający miasto odtworzyli w zasadzie przedwojenną strukturę społeczno – przestrzenną. Osoby pochodzące ze wsi częściej osiedlały się na peryferiach lub w ocalałych z pożogi substandardowych domach we wschodniej części miasta, inteligencja zajęła dzielnice willowe, a robotnicy ocalałe domy w pobliżu zakładów przemysłowych, zaś tzw. margines społeczny odtworzył  się dokładnie w tych samych miejscach co poprzednio, w uliczkach i zaułkach po zachodniej stronie rynku. 
Mało kto już pamięta o wrocławskim eksperymencie socjologicznym na Oporowie, który polegał na „wymieszaniu społecznym” - jeden dom otrzymywała rodzina robotnika z fabryk na Grabiszynku, a sąsiedni - rodzina profesora uniwersytetu. Kiedy 20 lat po wojnie zbierałem materiały do książki „Osiedle i miasto” robotnicy mieszkający na Oporowie, częściej czytali prasę i książki i częściej posyłali dzieci na studia w porównaniu do mieszkańców dzielnic w przewadze robotniczych. Działo się to jednak nie we wrogich integracji  przestrzeni blokowisk, ale w tonącym w zieleni osiedlu domów jednorodzinnych .
 Wrocław za moich czasów, w końcu lat pięćdziesiątych i trochę potem, był miastem niezwykłym. Jego wielokulturowość ten polski „melting pot” dał wspaniałe wyniki. Miasto stało się, niestety na chwilę, jedną z europejskich stolic kultury. „Teatr Laboratorium 13 rzędów” Jerzego Grotowskiego i Teatr Pantomimy Henryka Tomaszewskiego  znalazły się z w czołówce światowej awangardy. We Wrocławiu powstały też studenckie ośrodki kultury alternatywnej  Kabaret „Kalambur” Bogusława Litwińca, „Co nie Co” , a potem „Schron” Hanki Jarosz. W 1958 r wszedł na ekrany „Popiół i diament” Andrzeja Wajdy. Końcowa scena śmierci Maćka Chełmickiego, którego grał Zbyszek Cybulski rozegrała się przy nasypie kolejowym niemal w samym centrum miasta. Film zapoczątkował dobry okres Wytwórni Filmów Fabularnych. Filmowcy, pisarze, dziennikarze, aktorzy, plastycy, naukowcy spotykali się w  „Klubie Dziennikarza”  - miejscu charyzmatycznym,  z którego w ostatnią drogę udał się Zbyszek Cybulski. Do tego artystycznego boomu, w środkowym okresie PRL, przyczyniło się także małe zainteresowanie Wrocławiem ze strony władz partyjnych i państwowych. Natomiast ten brak zainteresowania, trwający właściwie do dzisiaj, odzwierciedlił się w sferze materialnej niezakończonej odbudowie, zaniedbaniach infrastruktury

 1  2 


OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010