Wrocław - miasto moje, nie moje
TAGI: Deser, Okruchy miast Bohdana Jałowieckiego,
Dodano: 2009-03-24 13:33:29
Przybyli  do Wrocławia wieśniacy powoli uczyli się miasta, choć jeszcze w początkach lat sześćdziesiątych zdarzały się przypadki chowania świniaka w łazience. Przypadkowe zbiorowisko ludzi stosunkowo szybko przekształciło się w zintegrowaną miejską zbiorowość. Opublikowane w 1970 r. wypowiedzi wrocławian nadesłane na konkurs: „Czym jest dla ciebie miasto Wrocław pokazały mechanizm tej integracji. W wypowiedziach uczestników konkursu pojawiło się osiem motywów więzi z miastem. „Kraj lat dziecinnych” wydaje się najbardziej oczywistym jej uzasadnieniem.. „Tu jest mój dom” to z pewnością najważniejsza i najbardziej powszechna motywacja więzi z miastem. W wielu wypowiedziach przewijało się stwierdzenie „Wrocław to moje dzieło”, wskazujące na wykonanie pewnej pracy, twórczego działania stanowiącego wkład w ukształtowanie swojego miejsca na ziemi. „Odzyskane miasto” wiązało się z uznaniem słuszności programu zasiedlania Ziem Odzyskanych, jak też z moralną satysfakcją wynikająca z faktu, że oto jest się obecnym w mieście dawniej polskim, „zagrabionym” przez Niemców, a teraz odzyskanym. „Wielki świat” – to poczucie więzi z miastem, że względu na to, że jest ono czymś większym, bogatszym pełniejszym, bardziej metropolitalnym, europejskim, zaspokajającym nasze marzenia i tęsknoty za zróżnicowanym wielkim światem. Ten typ związku z miastem był szczególnie charakterystyczny dla osób, które przybyły do niego ze  wsi i małych miast. „Dobry habitat” jako często spotykana motywacja utylitarna oznaczał interesującą pracę, przyjemne środowisko społeczne, egalitaryzm i tolerancję w stosunkach międzyludzkich. „Miejsce awansu społecznego” gdzie można zdobyć wykształcenie i podnieść swoją pozycję społeczną i wreszcie „przystań” - spokój po trudach wojennego życia, po przezwyciężeniu wielu przeciwności losu, skołatania i udręczenia. W ten właśnie sposób wrocławianie nadawali własne, a jednocześnie społeczne znaczenia miejscu, w którym przyszło im żyć .
Mimo wielu niezabliźnionych wojennych ran, pustce obszarów w środku miasta było ono urokliwe i na swój sposób piękne. Z przyjemnością można było oglądać odrestaurowane zabytki Ostrowia Tumskiego, niezniszczone wille Biskupina, społeczne osiedla Sępolna z okresu przed dojściem Hitlera do władzy, modernistyczne budowle jak np. Hala Stulecia (obecnie Ludowa) dzieło Maxa Berga z 1913 r czy dom towarowy Ericha Mendelsohna z lat 1927 -1928. A poza tym ulice Szewska, Kuźnicza, Rynek, Świdnicka   – moje codzienne miejskie ścieżki.
W 1970 r. wyjechałem z mojego Wrocławia, a kiedy po czterech latach wróciłem na chwilę nic już nie było takie jak przed tym. Miasto było coraz bardziej zaniedbane, brudne i smutne, a po dawnej atmosferze Klubu Dziennikarzy zostało tylko wspomnienie.
Później przyjeżdżałem do miasta od czasu do czasu, oglądając z przyjemnością piękniejący rynek i przyrynkowe ulice. Na starym mieście stworzono jedną z nie wielu w :Polsce doskonale zaaranżowanych przestrzeni publicznych, a przy wejściu do dawnych jatek wita gości pomnik zwierząt rzeźnych jedyny chyba taki monument w Europie. Wciąż jednak widać ślady wojny, choć już od tego czasu upłynęło przeszło pół wieku.  Ale Wrocław, choć ładniejszy, bardziej nowoczesny to już jednak miasto nie moje.
A Wrocławianie? W większości kochają swoje miasto, Cztery piąte z nich identyfikuje się z tą prywatną ojczyzną, podczas gdy zaledwie dwie trzecie warszawian utożsamia się ze stolicą. Może dlatego tylko nie wielu wrocławian  chowa się za murami zamkniętych osiedli.

 1  2 


OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010