i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-07-29 12:51:06

W cywilizowanych krajach rynek leków nie jest wolny, jest regulowany – ze względu na dominację monopoli. W Polsce niby obowiązuje prawo farmaceutyczne z „zakazami", ale rynek jest wolny. Firmy farmaceutyczne, zwłaszcza te duże, monopolistyczne, zagraniczne, zagrabiają wskutek tej wolności kilka miliardów złotych rocznie.
Ludzie biedni, przeważnie wiekowi emeryci biegają od apteki do apteki w poszukiwaniu tańszego lekarstwa. Żaden z rządów nie dostrzegł, że jest sam tego sprawcą. Kolejno zajęte kłóceniem się z opozycją rządy nie wyglądają za miedzę, nie dostrzegają, że nikt w Niemczech, Francji, Szwajcarii, Anglii nie biega od apteki do apteki. Wiele jest wysokich cen, ale wszystkie są najniższe. Identyczne w Dreźnie i Hamburgu.
Mechanizm ograbiania pacjentów w Polsce przy pomocy wolnego rynku jest bardzo prosty.
Leki w odróżnieniu od innych dóbr użytkowych towaroznawczo są klienteli obce. Klient jest znawcą jakości i ekonomii na rynku kiełbas lub nawet konfekcji. Ten sam klient jest analfabetą na rynku leków. Dlatego tu na straży klienta musi stać rząd. Jak? Musi mocno trzymać za uzdę sprzedawców. Zwłaszcza monopolistycznych. W farmacji ponad 90% dóbr to produkty monopolistyczne. Najpierw z racji patentu, wyłącznego prawa wyrobu i sprzedaży. Później, nawet przez 100 lat, z racji nazwy zastrzeżonej. Kto się przyzwyczai przez 20 lat ważności patentu do określonej nazwy, tak jej ufa, że nie chce już nigdy więcej tego samego leku z inną nazwą. Monopoliści wykorzystują to cenowo. Wszędzie na świecie. Nie tylko w Polsce. Tam więcej, gdzie rząd głupszy.
Na rynku są tysiące leków. W tym setki podobnie działających. W tym dziesiątki identycznych, różniących się jedynie nazwą handlową, zastrzeżoną. Trzeba konkurować. Na rynku innych produktów (nie leków) konkuruje się niższą ceną. Nie ma wątpliwości, że gospodyni kupi tę piękną kapustę, która kosztuje 2 złote, gdy obok leży taka sama za 3 złote. Na rynku leków konkuruje się wyższą ceną i szachrajstwem. Przecież monopolista nie po to ma wyłączne prawo do „Sanozolu", by go sprzedawać tanio. Nie konkuruje ceną, a kantem. Bardzo prostym.
Koszt wytworzenia plus godziwy zysk pozwalają na sprzedaż leku po 10 zł. Monopolista chce uzyskać 50 zł. Ma trudności w uzyskaniu ich nie dlatego, że ludzie wiedzą, iż produkt jest wart tylko 10 zł. Oni nic nie wiedzą. Ma trudności dlatego, że obok są setki leków podobnych. Trzeba zainwestować w reklamę i jeszcze rozdawać łapówki. A więc aby uzyskać 50 zł zamiast 10 zł monopolista nie konkuruje ceną, lecz wręcz przeciwnie, stanowi cenę nominalną w kwocie 100 zł. Nadwyżkowe pięćdziesiąt złotych przeznacza na koszty reklamy i na łapówki.
Łapówki mogą być „kryminalne", ale nie muszą. Te legalne rozdaje się za pośrednictwem hurtowników aptekarzom, a przez aptekarzy pacjentom. Gra łapówkami jest ze wszech miar wolnorynkowa. Upust, rabat itd. nie musi być jednakowy. Może być dla każdego inny. Może być w różnym czasie inny. Może być wiązany. W Polsce powszechnie stosuje się sprzedaż pakietową: kupisz nie to i tyle, ile ci potrzeba, lecz ile fabrykant chce sprzedać, otrzymasz ogromny rabat.
Staruszkowie są szczęśliwi, że kupili lek taniej niż po cennikowej cenie 100 zł. Aptekarz-handlarz chełpi się obniżonymi (rzekomo) cenami. Hurtownik-dobroczyńca „rozdaje" miliony. Najszczęśliwszy jest monopolista, bo wygrywa konkurencję z innymi monopolistami sprzedając produkt masowo po 50 zł zamiast po 10 zł. Rząd też jest zadowolony, bo uprawia wolny rynek i sprzyja obniżkom cen.
To samozadowolenie kosztuje nas kilka miliardów złotych rocznie. Ta strata uniemożliwia poprawę dostępności leków, produktów pierwszej potrzeby. Rynek leków, zwłaszcza monopolistycznych, powinien być regulowany. Zgodnie z zasadami liberalizmu, wymagającego walki z monopolami. Ceny detaliczne powinny być we wszystkich aptekach jednakowe. Podobnie jak to było w II RP i do dziś jest w Niemczech, Austrii, Danii, Francji, czy Szwajcarii. Ceny hurtowe w hurtowniach - jednakowe. Ceny fabryczne w biurach zbytu - jednakowe. Fabryczne ceny zbytu powinny być stanowione „z pomocą" państwa, kontrolowane tak jak we Francji, Anglii, Włoszech. Desinteressement cenowe państwa ma złe skutki. Widać to w Niemczech, gdzie ceny są wyższe. W niezamożnej Polsce jest niecnotą tolerowanie zawyżonych cen leków. Doszło już do tego, że monopoliści sprzedają nam te same leki drożej niż w krajach z dużo wyższym dochodem narodowym. Urzędnicy, którzy na to pozwalają, niechby płacili grzywnę.






