Wielce niepoprawnie o piratach XIX w. i XXI w. ...
TAGI: Kuchnia intelektualna, Polityka,
Dodano: 2009-05-10 20:54:22
Emocjonujmy się w ostatnich tygodniach piratami u wybrzeży tego czegoś, co z jakichś powodów nazywa się Somalią, a skąd wypływają owi piraci. Pobierający, dodajmy, niemały okup od właścicieli porywanych statków. W wieku wysokich technologii, w którym niemal pół wieku temu z orbity okołoziemskiej można już było odróżnić jajko od kamienia, najsilniejsze militarnie kraje zachodnie nie są w stanie zaradzić temu procederowi!
Chciałbym przypomnieć, że piractwo wychodzące ze świata islamu nie jest „wynalazkiem” naszych czasów. W XVIII-XIX wieku z terenu dzisiejszej Algierii też wypływały pirackie okręty, rabujące statki handlowe płynące po zachodniej części Morza Śródziemnego. Tyle, że wówczas jakoś sobie radzono z tą plagą! Co jakiś czas armada okrętów wojennych zainteresowanych państw europejskich podpływała pod pirackie porty Algierii bombardowała je do skutku, po czym lądowała tam zaokrętowana na europejskich okrętach piechota morska, która dokańczała dzieła zniszczenia, rozstrzeliwując przy okazji wszystkich złapanych uzbrojonych osobników. Przez kilka-kilkanaście lat panował spokój, a gdy piractwo zaczynało się odradzać, wysyłano kolejną ekspedycję karną, równając z ziemią (i wodą) piracką infrastrukturę.
No, ale to wszystko miało miejsce w czasach, w których świat zachodni nie był tak jak dziś nasycony (czy raczej przesycony!) ideami równości! Dzisiaj wszyscy jesteśmy równi i mamy równe prawa. Także piraci, bombiarze detonujący je w tłumie niewinnych ludzi, talibowie i inni terroryści czy handlarze narkotyków (z przyczyn wymagających głębokiej psychoanalizy, równych praw nie mają w naszej schyłkowej zachodniej cywilizacji tylko ludzie tworzący bogactwo, a także palacze papierosów...).
Środki techniczno-organizacyjne w obecnych czasach pozwoliłyby zlikwidować piractwo u wybrzeży Somalii w ciągu kilku miesięcy. Wysłać dwa tuziny kutrów torpedowych i jeden lotniskowiec, ogłosić ciągi wodne jako niedostępne dla pływających bez identyfikacji motorówek i zatapiać każdy taki „niezidentyfikowany obiekt pływający”. I co jakiś czas wysłać ekspedycję karną niszczącą piracką infrastrukturę, co w dzisiejszych czasach wysokich technologii nie wymagałoby nawet wysyłania piechoty morskiej. A następnie, jak w XIX wieku, powtarzać co jakiś czas taką operację.
No, ale dzisiaj nasza cywilizacja zachłysnęła się prawami każdego obwiesia. Dzisiaj mamy szlachetnych idiotów w rodzaju prokurator Carli del Ponte, czy sędziego Garzona, którzy – Boże broń! – nie ruszą Palestyńczyków czy terrorystów Hezbollahu ostrzeliwujących dzień po dniu i rok po roku izraelskie wioski albo innych terrorystów ucinających głowy złapanym ofiarom, ale natychmiast ruszą do boju o równe prawa, gdy Amerykanie, albo ktoś inny spróbuje przyjąć zdroworozsądkową zasadę, że liberalne państwo prawa daje pełnię praw tym, którzy gotowi są żyć wedle reguł tegoż państwa prawa. A tym, którzy wyruszają na wojnę przeciwko liberalnemu państwu prawa dają tych praw mniej.
Wracając z konferencji na temat globalnego kryzysu, kupiłem w największej księgarni Nowego Jorku najnowszą książkę znakomitego historyka, Waltera Laqueur’a, pt. „Ostatnie dni Europy: Epitafium dla Starego Kontynentu”. W świetle współczesnych obsesji naszej cywilizacji nie traktuję somalijskiego piractwa i tytułu tej książki jako zbieżności przypadkowej...
mhanus - Nagle bez cywilizacji
2009-05-21 21:44:52
Trudno uwierzyć, że w XXI wieku nadal na morzach i oceanach można spotkać osoby trudniącą się piractwem. Trudno również byłoby się nie zgodzić ze zdaniem autora artykułu, który twierdzi, że świat zachodni jest przesycony ideami równości. Jednak nietrudno zakwestionować sens rozwiązania siłowego, które proponuje.
A czym są owe idee równości? Autor zarzuca społeczeństwu europejskiemu, zbyt pobłażliwe traktowanie wszelkiego rodzaju przestępców, terrorystów czy w głównej mierze somalijskich piratów.
Wydawać by się mogło, że największym problemem nie są wspomniani pirac,i ale właśnie sytuacja na starym kontynencie. Słabnące, ale nadal dosyć silne kraje Europy zachodniej nie potrafią sobie poradzić z tym problemem. Prof. Winiecki proponuje zastosowanie rozwiązania siłowego, tak jak robiono to kilka wieków temu, kiedy wysyłano armadę okrętów, która niszczyła całą infrastrukturę i okręty pirackie. Jednak dziś taka decyzja jest praktycznie niemożliwa, problemem są zarówno względy kulturowe, jak i biurokracja.
Państwa muszą mieć na uwadze prawo międzynarodowe, opinie mediów, czy swoich obywateli.
Prawdopodobnie proponowana przez autora metoda byłaby jedną z najszybszych, ale na pewno nie najlepszą. Somalia potrzebuje misji stabilizacyjnej, która postawi ten kraj na nogi. Zamiast interwencji zbrojnej, Somalia potrzebuje jedzenia, a nie bomb!
aswider - Trfiony - zatopiony
2009-05-21 21:51:43
Jakby nie patrzeć takie rozwiązanie na pewno powstrzymało by piratów na wiele lat. Niewątpliwie świat dysponuje teraz niezbędnymi do takiej operacji środkami. Szybko, bez zbytnich komplikacji uratowalibyśmy wiele statków przed kolejnymi porwaniami, przed płaceniem, zgadza się, niemałych okupów. Tylko czy aby na pewno, ta przeprowadzona na szeroką skalę operacja była by tak skuteczna jak mogłoby się nam wydawać?
Pragnę przypomnieć, że obecnie w rękach piratów jest około 20 statków i około 300 znajdujących się na lądzie zakładników. Poza tym posiadają oni spore wsparcie wśród miejscowych klanów (piraci zapewniają pracę innym Somalijczykom). Precedensom tym sprzyja również (jak i nie przede wszystkim) brak sprawnie funkcjonującego rządu centralnego. Na przegranej pozycji stoi Ameryka, Rosja, Francja. Nie ma żadach przepisów mówiących o tym, jak należy postępować z więźniami. Jeśli już uda się przejąć jakichś statek to często zdarza się, że piraci są wypuszczani na wolność wraz z „wyprawką”, która zapewni im szczęśliwy powrót do domu. Piratów nie ma kto powstrzymać. Jak dotąd udawało się to jedynie rządzącej jeszcze nie tak dawno Unii Trybunałów Islamskich, którzy jako jedyni efektywnie walczyli z morskim wilkami. Teraz, gdy zapanowała anarchia nic nie stoi na przeszkodzie w budowaniu baz wypadowych, stacjonowaniu w niekontrolowanych przez nikogo portach. Chętnych do zostania morskim porywaczem jest w Somalii niemało. Nie ma się czemu dziwić. Przeszło 18 lat toczy się tutaj nieustanie wojna domowa. Kraj ten nie daje ludziom bardziej opłacalnych alternatyw zawodowych. Piratami zostają najczęściej biedni rybacy czy też byli bojownicy. Choć wypływanie w głąb oceanu i porywanie dla okupu jest niewątpliwie ryzykowne, „biznes” ten wciąż się szerzy.
Nie jest normalnym, że w XXI wieku tak ważny szlak handlowy, przez który przemierza rocznie około 16 tysięcy statków jest terroryzowany przez piratów. Nie chce usprawiedliwiać ludzi którzy dla chęci zysku pozbawiają innych ich wolności i narażają ich na niebezpieczeństwo. Nie można jednak walczyć z samymi skutkami. Ten region świata jest bardzo zaniedbany. Wyzabijanie wszystkich „złych” jest rozwiązaniem krótkoterminowym i choć 2 - 3 stulecie temu takie coś się było praktykowane to nie znaczy, że jest to jedyna droga wyjścia z sytuacji. W Somalii potrzebna jest przede wszystkim stabilizacja. Należy zadać sobie pytanie: Dlaczego ten kraj stał się rajem dla piratów i czy nie mamy w tym swojego udziału? Dlaczego połów ryb w tak dobrze ułożonym geograficznie kraju jest niemal niemożliwy? Kto zatruwał ich wody? Dlaczego zamiast „pracy u podstaw” wolelibyśmy pozbyć się szkodliwych dla nas jednostek i czy można porównywać somalijskich piratów do walczących w imię swoje ideologii terrorystów? Czy wreszcie pozbycie się piratów pomoże głodującym mieszkańcom Somali czy jedynie ochroni kieszenie armatorów? Czy Somalijczycy są tymi samymi piratami co ci z XXVII i XIX wieku? Czy rozwiązywanie problemów poprzez zastosowanie siły zbrojnej zawsze skutkuje?
Pamiętam wykłady prof. Winieckiego. Uczyliśmy się, że należy patrzeć dalekobieżnie i dogłębnie analizować dany problem, wyciągać wnioski z błędów przeszłości by móc zapobiec kolejnym. Moim zdaniem ta rada jest jak najbardziej słuszna.
apopielarz - Dlaczego świat nie interweniuje?
2009-05-21 21:53:57
Podejrzewam, że za całym „cyrkiem” (bo jak inaczej to nazwać można?) związanym z porwaniami statków przez piratów somalijskich stoi ktoś wyżej postawiony. Organizacja a może nawet mafia, która tym wszystkim steruje i zarządza. Nie uważam, żeby Somalijczycy, którzy napadają na te statki byli na tyle inteligentni i okrzesani, żeby mogli dowodzić akcją na taką skalę. Oni są tylko pionkami w tej grze – innymi słowy – tanią siłą roboczą, której została przydzielona najgorsza praca.
Zwykle piraci są uzbrojeni w broń automatyczną, wyrzutnie rakiet i granaty. Wątpię w to, aby Somalijczycy potrafili dobrze taką broń obsługiwać. Ponadto kto ją produkuje oraz dostarcza motorówki? Poza tym jaką techniką mieliby dysponować Somalijczycy, że potrafią namierzyć statek płynący około 550 km od brzegu. W międzyczasie mogliby się natknąć na inne okręty wojenny, operujące na tych wodach.
Kim tak naprawdę są piraci? Grupką niedożywionych osób, niezwykle pokrzywdzonych przez los. Prawdopodobnie nie umieją nawet pisać ani czytać, a co dopiero potrafiliby sami bez jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz zdobyć statek, który ma sześć pięter wysokości i około dwustu metrów długości. Sądzę, że zysk z porwania mają niewielki: większość okupu, jeśli nie całość zabiera prawdopodobnie ktoś kto tym wszystkim dowodzi z bezpiecznego miejsca. Natomiast piraci dostają zapewne tylko symboliczną kwotę. Ci biedni ludzie nie mają nic do stracenia. Tym bardziej kusi ich zysk z przeprowadzenia porwania statków – przynajmniej mają wtedy za co wyżywić swoją rodzinę. Dodatkowo, żeby wymyślić akcję na taką skalę trzeba posiadać niezbędne informacje, m.in. wiedzieć kiedy i gdzie taki statek będzie w pobliżu. Piraci takich wiadomości na pewno nie zdobywają siedząc nad brzegiem oceanu albo mieszkając w swoich kioskach.
Gdyby wszystkie statki, które pływają u wybrzeży Somalii posiadały uzbrojoną ochronę, nie byłoby takich problemów. Piraci somalijscy bardzo szybko wycofaliby się, gdyby sami zostali ostrzelani przez statki, które chcieli przejąć. Nie powinno się wpuszczać bezbronnych jednostek na teren działań piratów. Dużo taniej wyszłoby np.: wyposażyć statki w rakiety i zabezpieczyć dodatkowa ochroną niż płacić okup.
Popieram również rozwiązanie prof. Winieckiego, aby wysłać dwa lotniskowce, zabezpieczyć całą zatokę i zatapiać każdy niezidentyfikowany obiekt pływający, a jeśli nie, to należałoby spróbować odbić statek. To pozwoliłoby zlikwidować problem nawet w jeden miesiąc. Dodatkowo firmy ubezpieczeniowe zarabiają na porwaniach statków dopisując okup do kosztów przewożonego towaru.
Dlaczego do tej pory nie stworzono żadnej międzynarodowej koalicji, która zapewniłaby bezpieczeństwo na morzu. Przeciez ten problem nie pojawił się wczoraj, trwa już od dawna i jak widać ciągle się nasila – z powodu braku jakiejkolwiek interwencji. Nie można pozostać biernym na problemy dotyczące tak wielkiej, bo światowej już skali. Niejednokrotnie załoga statku jest brana za zakładników. W związku z tym piractwo powinno być prawnie uznane za terroryzm. Wtedy dałoby to prawo do jego zwalczania. Jak w dzisiejszych czasach należy pojmować pojęcie terroryzmu? Dlaczego mamy się kierować ideami równości każdego obywatela, skoro piraci takowych zasad ani praw nie stosują? Bandyta może robić co chce, a zwykły obywatel jest wobec tego bezbronny. Co gorsze według prawa, człowiek w obronie własnej przed prawdziwym bandytą staje się również „przestępcą”. Może więc najlepszym wyjściem byłoby posłanie do wybrzeży Somalii grupki osób, która zajęłaby się resocjalizacją piratów… Nie chcielibyśmy powtórki z historii, bo gdyby ktoś odważył się pozabijać bandytów, poszedłby siedzieć do więzienia, jak w przypadku polskich żołnierzy w Afganistanie. Na pewno problemu nie rozwiąże wypłacanie somalijskim piratom okupów.
Klaudia Bilut - Piraci XXI wieku
2009-06-02 12:53:15
Nie zgadzam się z autorem, który w swoim tekście „Wielce niepoprawnie o piratach XIX i XXI w. …” wytacza teorię „oko za oko, ząb za ząb”. Czy powinniśmy na przemoc odpowiadać przemocą? Na krzywdę, krzywdą? Wydaje mi się, że zamiast nazywać bezmyślnie ludzi, takich jak prokurator Carli del Ponte czy sędzia Garzona – idiotami, prof. Winiecki powinien w pierwszej kolejności postawić sobie kluczowe pytanie: Dlaczego na nasze wody wrócili po tylu latach nieobecności piraci?
Na pewno nie z powodu fascynacji bohaterami bajek, podjęli takie działania. Prof. Winiecki apeluje w swoim artykule do działań zbrojnych w celu unicestwienia piratów, ale mało, kto zdaje sobie sprawę, jaki skandal kryje się za tą sprawą. Atakując piratów somalijskich powinniśmy wziąć pod uwagę kilka aspektów, które zmusiły ich do tych okrutnych działań. Gdy upadł rząd Somalii Zachód wykorzystał tą sytuację, wykradając miejscowe zapasy żywności i skazując tym samym kraj na widmo głodu. U wybrzeży Somalii pojawiły się w tym samym czasie statki z Europy, wrzucające do oceanu odpady nuklearne, co spowodowało zachorowania wśród mieszkańców wybrzeża. Po ataku tsunami w 2005 roku przeciekające zbiorniki znalazły się na lądzie, przez co ludzie zaczęli zapadać na chorobę popromienną, w skutek czego zmarło ponad 300 osób. Dlaczego więc nikt nie wyciągnie konsekwencji z wrzucania na tym terenie "radioaktywnej śmierci"? Jednocześnie inne statki z Europy plądrują somalijskie wody, kradnąc ich bogactwo naturalne w postaci ryb i owoców morza. Każdego roku kłusownicy zarabiają na dobrodziejstwach somalijskich mórz 300 milionów dolarów. A w tym samym czasie miejscowi rybacy przymierają głodem.
Chciałabym zaznaczyć, że właśnie w takich warunkach zrodziło się zjawisko piractwa XXI wieku. To oczywiście nie jest żadne usprawiedliwienie działań pirackich, porwań dla okupu, a także morderstw, które już miały miejsce. Piraci somalijscy to zwykli gangsterzy i należy wyciągnąć konsekwencje z ich działań. Nie mniej jednak opowiedziałabym się za mniej brutalnym sposobem wyciągania odpowiedzialności niż autor i może jestem tak samo jak prokurator Carli del Ponte idiotką, ale każdy zasługuje na sprawiedliwy proces sądowy, by wyrazić swoje racje i swój punkt widzenia w zarzucanych mu czynach.
Magdalena Pikulska -
2009-06-03 08:23:55
Przyznać muszę, że bardzo zaskoczył mnie artykuł prof. Winieckiego. Chyba profesor zdawał sobie sprawę, że rozwiązania, jakie proponuje w tekście nie mają prawa bytu w XXI wieku.
Somalijskie piractwo nie wzięło się z powietrza. Nie chcę tu bronić ludzi, którzy napadają na statki, przetrzymują zakładników, a potem otrzymują za to ogromne pieniądze. Zastanawiam się czy gdyby ci sami ludzie mieli możliwość w normalny sposób zarabiać na utrzymywanie swoich rodzin, to czy mimo tego trudniliby się piractwem? Wydaje mi się, że nie. Bo ci, którzy teraz nękają statki na wodach Zatoki Adeńskiej, to nie XVII-wieczne oprychy z opaską na oku i papugą na ramieniu. Być może część z nich faktycznie nie kieruje się tylko i wyłącznie chęcią zdobycia środków niezbędnych do przeżycia, ale łatwym, dodajmy ogromnym łupem. Ale z drugiej strony co mają robić skoro ich pogrążony w wojnie domowej kraj i rząd, który ledwo co funkcjonuje nie są w stanie nic im zaoferować. Więc radzą sobie sami. Fakt - w mało odpowiedni sposób, ale to tylko nasz europejski punkt widzenia.
Nie jest rozwiązaniem - co o zgrozo proponuje profesor - aby na przeciw piratom wysłać kilka okrętów wojennych i zrównać z ziemią część somalijskiego wybrzeża, a także zatapiać wszelkie „niezidentyfikowane obiekty pływające”. Na szczęście profesor szybko dodaje, że żyjemy w czasach, kiedy wszyscy mamy równe prawa (choć czuć tu powiew ironii). Tyle tylko, że na wodach Zatoki Adeńskiej już są okręty marynarek wojennych kilku krajów, z USA na czele.
Ale popatrzmy na problem z drugiej strony. Wszczęliśmy raban z powodu tego, że grupy rabusiów zakłóciły spokój, jaki panował na najruchliwszej drodze morskiej na świecie. Przepływa tamtędy 20% światowych dostaw ropy, więc wszelkie nieprzewidziane trudności są wielce niepożądane. Natychmiast więc ku temu rejonowi świata zmierzają okręty wojenne. Ale zapytam, dlaczego tych okrętów wojennych nie było na somalijskich wodach do tej pory? W 1991 roku w Somalii właściwie zapanowało bezprawie. Wykorzystał to w bezwzględny sposób Zachód. Tak, nasz cywilizowany Zachód okradł miejscową ludność z zapasów żywności i urządził sobie z jej wód przybrzeżnych śmietnisko, do którego pakował przez lata odpady nuklearne. Cierpieli niewinni mieszkańcy, ale kto by się nimi przejmował. Jakby tego było mało Somalijczyków grabiono z ich największego skarbu – ryb i owoców morza. Rocznie te połowy były warte 300 milionów dolarów. Dlaczego wtedy nikt nie zareagował?
Tak więc kto jest bardziej winny? Albo inaczej. Czy nasz oburzony teraz na bezczelność piratów Zachód jest całkiem niewinny?
Kinga Andruszewska -
2009-06-04 09:38:22
Autor artykułu proponuje utopić statki i zabić piratów. Mniej tolerancji wobec obwiesi ( jak określa ludzi autor tekstu). Dla mnie jest to dziwny sposób na radzenie sobie z jakimkolwiek problemem, a zwłaszcza problemem na dużą skalę. Bo czy, gdy wytępi się piratów już nikt inny na to nie wpadnie? Czy jak zabroni się narkotyków, to nikt ich nie będzie ich brał?
Nie zgadzam się również z opinią, że w naszych czasach propagowanie równości jest aż tak powszechne. W Polsce z pewnością nie jest, homofobia jest wręcz wpisana w naszą narodowość. Z całym szacunkiem dla prof. Winieckiego – agresji nie zwalczy się agresją, tak jak nie wybije się wszystkich piratów i dzięki temu nie pozbędzie się problemu, bo i tak za 10 lat będą kolejni.
Iwona Motyka -
2009-06-09 08:19:19
Problem współczesnego piractwa jest dość złożony. Od początku 2009 roku u wybrzeży Somalii doszło do 116 pirackich ataków, z czego piraci uprowadzili 29 statków. Somalijscy piraci 15 lat temu stracili swoje państwo. Chwilę później zaczęto nielegalnie wyrzucać śmieci na ich terytorium, do wód w pobliżu Somalii, powodując niemałe zanieczyszczenie.
Pojawiają się również takie opinie, jakoby somalijscy piraci walczyli „o swoje”. Faktycznie, nielegalne połowy ryb na ich terytorium pozbawiają jedzenia mieszkańców Somalii. Oprócz piratów walczących o to, co jest im odbierane istnieją też tacy, którzy rabują dla zysku i uzyskania sławy. Młodzi Somalijczycy już zapowiadają, że kiedy skończą szkołę, na pewno będą trudnić się piractwem. Piratów nie do końca nazwać można rabusiami, część z nich po prostu walczy o swoje prawa, a ich działanie usprawiedliwić można chciwością Zachodu, który wykrada bogactwa Somalii.
Zastanawiający jest jednak fakt, kto tak naprawdę finansuje piratów. Skądś przecież muszą mieć nowoczesną broń, muszą w jakiś sposób się komunikować. Bez tych środków nie udałoby się im śledzić i porywać statków. Można się domyślać, że za tym zapewne stoi ktoś, kto steruje całą akcją. Współcześnie, przy wykorzystaniu wielu technik, nie powinno być kłopotu ze znalezieniem porwanego statku, lokalizację każdego statku można przecież określić. Walka z piratami na oceanie to przecież nie walka z Talibami ukrywającymi się w afgańskich masywach górskich. Tutaj zdecydowanie ktoś utrudnia tę akcję, czerpiąc spore korzyści materialne.