i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2010-08-24 20:27:33

To nie jest felieton o zachodnioeuropejskim państwie opiekuńczym, które radykalnie spowolniło wzrost gospodarczy krajów Europy, uginających się pod ciężarem ogromnej skali „socjalu”. Nie jest to też tekst o „stymulusach” i ich dodatkowym obciążeniu relacji wydatków publicznych do PKB oraz wielkości długu publicznego.
Jakby mało było Europie Zachodniej być wielbłądem dwugarbnym (socjalno-stymulusowym), wpadła ona na „atrakcyjną” myśl, by stać się wielbłądem trójgarbnym. To znaczy do wymienionych dwóch garbów dodać trzeci, to jest ekoenergetyczny.
Komisarz do spraw globalnego ocieplenia, Connie Hedgaard, stwierdziła, że kryzys finansowy i głęboka recesja uczyniła zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych o 20% rzeczą w miarę łatwą i wobec tego proponuje podniesienie poziomu zobowiązań do zmniejszenia emisji o 30%. Tak się jednak składa, że wzrost zużycia energii wytwarzającej gazy cieplarniane jest dość wyraźnie skorelowany ze wzrostem PKB, czyli wzrostem zamożności. I jeśli nie ma poważnych alternatywnych źródeł energii, to znaczy takich, których koszty nie byłyby wielokrotnie wyższe, to tego rodzaju cięcia oznaczać muszą spadek i tak słabej w krajach „starej” Unii dynamiki PKB.
A żeby było śmieszniej i głupiej, to nawet przyjmując, że globalne ocieplenie: (a) ma miejsce naprawdę w długim okresie i (b) jest następstwem działań człowieka, to i tak – jak zwraca uwagę znany krytyk, Duńczyk Bjoern Lomborg – jedynym efektem będzie spadek temperatury o 0,05ºC, pięć setnych jednego stopnia w ciągu pozostałych 90 lat obecnego stulecia.
„Stara” Europa już obecnie rośnie wolniej niż Stany Zjednoczone, nie mówiąc o „nowej” Europie, czy azjatyckich tygrysach, a zwłaszcza Chinach i Indiach. Ogromny ciężar kosztów, jakie musi i tak wziąć na siebie energetyka i energochłonne gałęzie gospodarki, aby dostosować się do już przyjętych absurdalnych planów i tak spowoduje wzrost cen i w efekcie dalsze spowolnienie i tak już ledwie pełzającego wzrostu gospodarczego.
Bardziej złośliwi od pogodnego duńskiego statystyka komentatorzy podrzucają swoim czytelnikom taką oto konspiracyjną teorię. Otóż Europa próbowała dogonić Amerykę pod względem innowacyjności i kilkoma innymi. Niestety, środek do tego celu, jakim miała być tzw. Strategia Lizbońska, okazał się niczym innym, jak poganianiem zdechłego mustanga.
Wobec tego – sugerują złośliwcy – Europa, nie mogąc być liderem wzrostu gospodarczego, postanowiła zostać liderem upadku gospodarczego, czyli nie rozwoju, lecz zwijania gospodarki. I dlatego namawia – wykorzystując swoją siłę perswazji (tzw. soft power) – kraje Unii Europejskiej, by gigantycznymi kosztami ekoenergii osłabiły jeszcze bardziej wzrost własnej gospodarki. Jedynym amatorem takich działań wydaje się być prezydent USA, Barack Obama, i część Demokratów, też cierpiąca na eurozidiocenie. Cały mniej zamożny czy wręcz biedny świat mówi mniej lub bardziej stanowczo: NIE!
Ciekawe, czy i ten garb uda się nałożyć na siebie samego Zachodowi? Trzeba przyznać, że szanse na to są wcale niemałe.






