W oczekiwaniu na duchy przeszłości
TAGI: Deser, Smaki świata, Śladami Tiziano Terzaniego,
Dodano: 2012-01-31 17:47:42

Malakka, Malezja, 05.09.2011r.

Jeśli poczekasz do wieczora i cicho przejdziesz wzdłuż murów, wespniesz się na wzgórze i usiądziesz na jakimś starym kamieniu, usłyszysz je. To jak szept wiatru, niemniej je słyszysz: głosy historii. Melakka jest jednym z takich miejsc. Pełnym umarłych, a umarli szepczą. Szepczą po chińsku, portugalski, holendersku, malajsku, angielsku, niektórzy nawet po włosku, a niektórzy w językach, których nikt już nie używa. Nie ma to jednak żadnego znaczenie: historie opowiadane przez umarłych z Malakki nikogo już nie interesują (Tiziano Terzani „Powiedział mi wróżbita”).

Malakkę los naznaczył wyjątkowo już w momencie powstania. Z początku niewielka wioska założona na południowo – wschodnim wybrzeżu półwyspu malajskiego, przerodziła się w potężne królestwo, o którego mury rozbijały się kolejne potęgi lokalne i zamorskie. Pierwszym zagranicznym podróżnikiem, który tutaj dotarł był słynny chiński eunuch i wybitny dowódca Chen Ho. W 1409 roku przycumował swe statki w porcie i od razu zrozumiał, że Malakka jest miejscem szczególnym. Miasto leżało na styku najważniejszych morskich szlaków i nikt, kto chciał dopłynąć do portów chińskich, czy japońskich nie mógł ominąć tej ziemi. W zatoce miejskiej schronienia szukały łodzie walczące z letnimi monsunami. Dachu nad głową poszukiwali misjonarze, wysyłani przez Stolicę Apostolską. Tutaj w końcu docierali mieszkańcy z całej Azji aby odnaleźć bogactwo lub uciec przed nędzą.

Chen Ho - przedstawiciel potężnego Cesarstwa Chińskiego, które w tym czasie święciło swoje największe tryumfy, nie chciał podbijać Malakki, pragnął jedynie uzyskać prawo do rozładunku i załadunku chińskich statków. Zdobycie przywilejów opłacił wysokim kosztem. Podarował tutejszym władcą pięćset dziewcząt z córką cesarza włącznie.

Końcem piętnastego wieku do portu zawijał cały, ówcześnie znany świat. Statki hinduskie, perskie, arabskie czy afrykańskie. W 1511 roku przybyła flota portugalska z ambitnym Alfonso de Albuquerque jako dowódcą z jednym tylko rozkazem w dłoni: „Zdobyć miasto”. Ta data dała początek krwawej przyszłości Melakki. Po stu trzydziestu latach portugalskiego panowania, miasto zdobyli Holendrzy, a tych z kolei wypędzili Anglicy. Królestwo przechodziło z rąk do rąk. Niekiedy bezlitośnie niszczone przez nowych władców, którzy chcieli zaznaczyć swoje panowanie silną ręką, to znowu odbudowywane ku pamięci potomnym. Do dzisiaj w historycznym centrum zachował się chrześcijański kościół wzniesiony przez Holendrów w 1741 r., a w którym bezustannie od wieków odprawiane są nabożeństwa.

Jednak nie to miejsce kultu skrywa najciekawszą historię. Po kilkusetmetrowej wędrówce na szczyt portowego wzniesienia, odnaleźć można inny kościół. Kościół Świętego Piotra. A raczej to, co z niego pozostało. Cztery ceglane ściany. Zniszczona przez czas, szara dzwonnica i kilkanaście nagrobków, podpierających wnętrze bożego przybytku. Przed czymś, co kiedyś stanowiło wejście, stoi niepozornej wielkości figura. Postać hiszpańskiego jezuity Franciszka Xawerego.

Swoją podróż i misję życia rozpoczął Franciszek w Malakce w 1545 r. Naznaczony boską mocą, uczynił tutaj pierwszy cud. Przywrócił życie zmarłej kilka dni wcześniej dziewczynce. Wielokrotnie podczas długich pobytów w mieście ostrzegał pasażerów statków, aby nie wyruszali w rejs. Ci, którzy nie posłuchali mnicha, ginęli bez wieści na morzach i oceanach. Po założeniu kilku misji chrześcijańskich od Filipin po Japonię, zmarł na wysepce Sanqian pod Kantonem.

Ciało Franciszka zostało pochowane na wyspie, ale wieści o jego cudach dotarły aż do papieża, który nakazał ekshumować zwłoki. Po otwarciu trumny, ciało jezuity było w nienaruszonym stanie. Jak pisze Terzani „jeden z żeglarzy odciął kawałek uda jako relikwię, a z rany popłynęła krew jak z żywego ciała”. Gdy portugalski statek z wyjątkowym ładunkiem zawinął do Malakki, ustała szalejąca tam od tygodni zaraza. Ciało tymczasowo pochowano w kościele na wzgórzu. Miejsce pochówku do dzisiaj jest zaznaczone okratowanym dołem, do którego podróżni wrzucają monety na szczęście.

Po kilku tygodniach Franciszek został ponownie załadowany na statek i powędrował na Goa. I tym razem spostrzeżono, że zwłoki są w wyjątkowo dobrym stanie. Cuda czynione przez przyszłego świętego przyciągały coraz to nowszych poszukiwaczy relikwii. Odcięte palce stopy, ręka, wydarte włosy. Stopniowo ciało mnicha było dekompletowane. W 1614 roku jeden z papieży na sugestię o beatyfikacji, zażądał dowodu. Tym razem pozbawiono Franciszka całego ramienia. W 1622 r. ogłoszono go świętym. Jednak jak dodaje Terzani: „nie położyło to kresu okaleczeniom. Przez stulecia zginęły wszystkie palce u nóg, z wyjątkiem dużego u jednej ze stóp. W roku 1951 obcięto mu lewe ucho”. To co pozostało z Franciszka Xawerego jest co dziesięć lat prezentowane przez miesiąc w Basilica del Buon Gesu na Goa.

Późnym wieczorem wspiąłem się ponownie na szczyt portowego wzgórza. Zapadające szybko ciemności pochłaniały zrujnowany kościół. Przystanąłem obok posągu Franciszka i wsłuchałem się w dźwięki miasta. Czekałem, aż duchy i do mnie przemówią. Dookoła panowały zupełne ciemności. Głośne do tej pory samochody, stopniowo cichły. Zapalały się kolorowe światła. Najpierw uliczne lampy, później te na podwórkach i wewnątrz domów. Po prawej stronie, w oddali, na szczycie wieżowca przyciągał wzrok zielony neon „Holiday Inn”. Pełen skupienia miałem cień nadziei, że coś się wydarzy. Pytanie tylko, co bym wtedy zrobił? Po dwóch godzinach oczekiwania, dałem za wygraną. Może duchy uleciały z miasta? Może zrobiło się dla nich tutaj za tłoczno? Może ludzie przestali w nie wierzyć? A może po prostu to ja nie byłem gotowy na spotkanie z nimi?

OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010