Polityka
W królestwie Ubu
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo, Polityka,
Dodano: 2010-10-10 07:57:53

Ostatnie miesiące potwierdzają pogląd, że Polska jest krajem osobnym, nie przystającym do żadnego europejskiego kraju. Osobliwości jest kilka. Istnieją dwie partie konserwatywno - populistyczne, których niewiele dzieli poza  irracjonalną nienawiścią ich przywódców. Partie te cieszą się w sumie poparciem ok. 70% potencjalnych wyborców. Pierwsza z tych partii bardzo agresywna, szczególnie w języku, cieszy się przede wszystkim sympatią niewykształconych, mieszkających na wsi i w małych miastach obywateli, a także kleru oraz osób skądinąd wykształconych i inteligentnych, którzy działają w tej partii lub ją popierają, mając nadzieje na ponowne zajęcie miejsc w radach samorządów i w parlamencie. Szef tej partii ustawia się na pozycjach antysystemowych, deklarując, że nie uznaje prezydenta i premiera państwa i odmawia im nawet podania ręki. Wódz żelazną ręką trzyma swój aparat, wygłaszając poglądy, że rządzący krajem to wasale, a nawet lokaje sąsiedniego mocarstwa i biada nad brakiem demokracji, której przede wszystkim sam zagraża.

Druga wielka, akurat rządząca partia, ma - nie bardzo wiadomo dlaczego - aż ok. 40% poparcia w sondażach, „żywiąc się” głównie nienawiścią pierwszej i strachem przed nią dużej części obywateli. Obie partie mają cechy ugrupowań autorytarnych, co przenosi się niestety na styl uprawiania polityki. Partia rządząca niewiele robi, zajmując się głównie tzw. „pijarem”, nie słuchając głosów krytyki. Jej przywódcy zakładają, że strach części obywateli przed politycznymi konkurentami zapewni im długie panowanie.  

Przyjęta strategia wymaga nic nie robienia, ponieważ reformy mogą nie spodobać się jakiejś mniej lub bardziej wpływowej kategorii społecznej lub grupie opiniotwórczej np. klerowi i spowodować wyborczą przegraną.

Partia rządząca, niegdyś liberalna, stała się etatystyczna. Wpływowi jej doradcy i działacze opowiadają się za rozszerzeniem własności państwowej m.in. przez nacjonalizację prywatnych przedsiębiorstw. Ostatnim przykładem była próba przejęcia prywatnego banku przez bank pozostający pod kontrolą państwa. Wyjaśnia się to rzekomo nowym etapem rozwoju kraju i kryzysem gospodarczym. Starsi ludzie jednak pamiętają, że powoływanie się na „nowe” etapy było ulubionym tłumaczeniem posunięć władzy w PRL. Uprawiana jest gra pozorów, ponieważ przejęcie jednego państwowego koncernu energetycznego przez drugi nazywa się prywatyzacją, a chodzi po prostu o wydrenowanie firmy ze środków potrzebnych na inwestycje dla ratowania rozrzutnego budżetu.

Homofobiczne wypowiedzi minister do spraw równego statusu, premier nazywa niezręcznością i jej nie odwołuje ze stanowiska, ponieważ znalazła obrońców wśród biskupów. To jawna manifestacja pisowskiego systemu wartości.  Tolerowanie homofobii to rzecz niesłychana w Europie.

Na wieść o katastrofie autokaru w Niemczech, w której ginie 13 osób, premier wraz z ministrem zdrowia leci na miejsce katastrofy i odwiedza rannych w szpitalu. Po co? Przecież nic nie może pomóc, tym bardziej, że akcja ratunkowa była przeprowadzona wzorowo. Wystarczyłaby obecność konsula. W tym samym czasie w innej katastrofie drogowej ginie w kraju pięć osób. Czy śmierć kilkunastu osób czyni sensowną wizytę premiera, a zgon kilku już nie. Mamy tu przykład arytmetyki na usługach populistycznej polityki. Inny przykład „pijarowskiej” zagrywki to projekt porzucenia przez premiera swojej kancelarii i przeniesienie się do sejmu w dniach obrad, aby pilnować prac legislacyjnych. Ciekawa to praktyka w świetle demokratycznego trójpodziału władz.

Nieudolność państwowych urzędów stale opisuje prasa: źle przygotowywane, a potem odwoływane przetargi, niedotrzymywanie terminów kończenia inwestycji transportowych, bzdurne zarządzenia. I tak np. z przygotowywanej nowelizacji ustawy o VAT kpią sobie nie tylko zainteresowani. Dlaczego np. musztarda jest objęta stawką 23%, a keczup 8%? I to przyprawa i to przyprawa. 

Stagnacja, marazm w obozie rządzącym, gry pozorów, zachowania „pod publiczkę”, bo nawet nie pod publiczność to sytuacja kraju pod koniec 2010 roku. Tymczasem  pojawiają się głosy zniechęcenia i coraz śmielsze protesty. Przeciwko klerykalizacji kraju, religii w szkołach, obecności księży we wszystkich państwowych uroczystościach, pazerności kleru, którą ujawnia afera w kościelno - państwowej komisji majątkowej działającej niezgodnie z zasadami państwa prawa (brak dwuinstancyjności postępowania) i  w sposób niejawny.

Naruszane są prawa jednostki, niemal całkowity zakaz aborcji, niemożność zawierania związków partnerskich, tzw. jeszcze niedawno częste „areszty wydobywcze”, niekontrolowane podsłuchy, karanie za obrazę tzw. „uczuć religijnych” itp.

Ważne reformy są odkładane na potem. Przykładów jest wiele, a wśród najważniejszych to brak przedłużenia wieku emerytalnego,  zniesienia specjalnych warunków  emerytalnych dla służb mundurowych,  „komunistycznych” przywilejów branżowych, uprzywilejowania bogatych rolników.

Etatystyczne poglądy obecnej ekipy rządzącej podzielane w całej rozciągłości przez opozycję są hamulcem prywatyzacji. W warunkach polskich przedsiębiorstwa państwowe działają na ogół źle ponieważ  ich zarządzanie jest skrajnie upolitycznione, a władze spółek państwowych zmieniają się wraz ze zmianą ekipy rządzącej, w wielu przedsiębiorstwach rządzą związki zawodowe, których w jednej firmie może być nawet kilkanaście. Tego rodzaju „wolność” związkowa prowadzi do anarchii. Słuszna zasada: jeden związek w przedsiębiorstwie nie może zostać wprowadzona. Przedsiębiorstwo państwowe może działać równie sprawnie jak prywatne, ale pod warunkiem braku bezpośredniej kontroli politycznej, kompetentnych rad nadzorczych i tradycji niezależnego menedżmentu.

Niektórzy eksperci także nie są bez winy, mają bowiem często klapki na oczach i są zafiksowani na długu publicznym, przykładem może być zegar zadłużenia prof. Leszka Balcerowicza, dług jest problemem głównie księgowym, choć ma pewien wpływ na realną rzeczywistość, ale jego drastyczne ograniczenie może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Rządzący krajem mają bardzo krótki horyzont - wybory 2011 roku - trzeba je wygrać, a potem się zobaczy. Ale młodzi obywatele kraju potrzebują dalszej perspektywy dwudziestu, trzydziestu lat. Tej perspektywy rząd Donalda Tuska niestety im nie otwiera. Także nie pierwszy raz zadufana władza odwraca się od środowisk twórczych i opiniotwórczych. Praktyka taka zawsze się źle kończy dla kraju i samej władzy.

OPINIE
marzena - w Polsce czyli nigdzie...
2010-10-11 09:41:48
„Rzecz dzieje się w Polsce, czyli nigdzie....” tak zaczyna się „Ubu król, czyli Polacy”. Niewybredna historia walki o władzę... Wzór dramatu, groteski i absurdu…. Coś w tym jest.
społeczeństwo - Państwo UBU
2010-10-11 13:08:37
Jakość polskiej polityki budzi coraz większe zniesmaczenie resztek nieupolitycznionych elit i społeczeństwa, które coraz powszechniej krytykują niekompetencję i „krótki horyzont” elit politycznych, z drugiej jednak strony przedłużają im mandat.
Obecnie znajdujemy się w sytuacji, w której żaden wybór nie jest dobry, a polityczne produkty, odpowiednio opakowane i wypromowane nie są zbyt chętne do rzeczywistej współpracy z elektoratem i zmiany bieżącego stanu rzeczy. Niefrasobliwość i marazm władz nieustannie rośnie.

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010