i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2011-10-12 21:26:26

Nazajutrz po wyborach obudziliśmy się nieco spokojniejsi po nerwowej sondażowej gorączce z ulgą, że PiS jednak przegrał. Niestety jest to partia, którą wciąż popiera ok. 30% głosujących, a to dużo. W polskim społeczeństwie są, jak widać, dość liczni zwolennicy autorytarnych metod, niegdysiejszych przebrzmiałych poglądów, klerykalnej wizji świata. Optymistyczny był bardzo dobry wynik grupy Janusza Palikota, która, miejmy nadzieję, wprowadzi nieco świeżego powiewu w zastane powietrze ostatnich czterech lat. Grupa Palikota jest oczywiście zbyt mało liczna, żeby mogła przeprowadzić niezbędne reformy, ale może o wielu problemach przypominać i domagać się konkretnych działań.
A te zapowiadają się marnie. Wprawdzie Donald Tusk mówił, że Platforma zrobi więcej i szybciej, ale mało kto w to wierzy. Można zrozumieć, że np. obietnica wprowadzenia liniowego podatku po poprzednich wyborach była trudna do realizacji, ale ostatnia przedwyborcza zapowiedź rekonstrukcji rządu i pozbycia się nieudolnych ministrów była możliwa do spełnienia. Decyzja kandydata na premiera żeby na razie nic w rządzie nie zmieniać i zaprzysiężyć na nowo stary rząd jest zapowiedzą nic nie robienia ważnego przez najbliższe lata. Jeżeli Premier nie chce albo nie może wymienić ministrów, to co w takim razie może? „Prezydencja” jest kiepskim pretekstem, ponieważ jest to działalność honorowo – prestiżowa, a nie merytoryczna, a nawet jeżeli są jakieś sprawy to i tak przygotowują je eksperci i szybko mogą poinformować nowego ministra. Przeciwnie, do argumentów D. Tuska, „Prezydencja” jest właśnie dobrą okazją do przedstawienia nowych ministrów w europejskim towarzystwie. Za tym pretekstem kryje się pewnie coś innego. Niektórzy komentatorzy sugerują, że prawdziwą przyczyną nie powołania nowego rządu są spory z PSL i wewnętrzne kłótnie w Platformie.
W trakcie kampanii Prezes PiS kolportował hasło „Donald nic nie może Tusk” i tym razem Prezes się myli, Donald Tusk dużo może, ale nie chce. Dlaczego to trudno powiedzieć, może trzeba by było wejść w tajniki osobowości Premiera, ale to trudne jeżeli w ogóle możliwe. Najprostsze wyjaśnienie teorii „posuwania się małymi krokami” jest takie, że to po prostu wygodniej i bezpiecznej trudno się potknąć nie mówiąc już o upadku. W historii rzadko zapisują się jednak ludzie nie podejmujący wielkich wyzwań, a pewnie każdemu politykowi o to jakoś chodzi.Świat stoi obecnie w punkcie zwrotnym, mówią o tym uczeni, politycy, dziennikarze, a dowodów dostarcza także coraz bardziej nerwowa codzienność. Po mniej więcej trzech stuleciach kapitalizm znalazł się w miejscu krytycznym. Nic nie jest wieczne, historia się nie skończy póki ludzie żyją na ziemi. Próba zniszczenia kapitalizmu i przejścia do innej formacji z różnych powodów nie powiodła się, ale to nie znaczy, że nie należy podejmować prób radykalnych przekształceń kapitalizmu, który kiedyś z pewnością przekształci się w zupełnie nową formację.
W wielu krajach toczy się na ten temat rozmowa, istnieją pozytywne przykłady prób rozwiązania ważnych społecznych problemów, jest brazylijski eksperyment firmowany przez byłego prezydenta tego kraju Lulę da Silvę. We Francji w dzień polskich wyborów odbyły się prawybory kandydata na prezydenta z ramienia partii socjalistycznej. Głosowało sporo, ponad 2 miliony obywateli, a warunkiem uczestnictwa w tym wydarzeniu nie była przynależność partyjna, ale lewicowe poglądy. Jednym z ciekawszych kandydatów był Arnaud Montebourg, który zajął wprawdzie trzecie miejsce, ale był najbardziej nowatorski. Twierdził, że problemy społeczne można rozwiązać tylko drogą głębokiej reformy kapitalizmu, ograniczenia potęgi instytucji finansowych i międzynarodowych korporacji oraz wprowadzenie kontynentalnego protekcjonizmu chroniącego europejski przemysł i rynek pracy przed nieuczciwą konkurencją krajów o rażąco niskich płacach i braku osłon socjalnych. Pewnie jest to nie możliwe, pisałem o tym na „Bistro”, ale dyskutować trzeba.
W Polsce się o tych problemach nie mówi, poruszane są co najwyżej sprawy doraźne, dyskutuje się o środkach, a to o obniżeniu deficytu budżetowego, a to o KRUS. Rozmowa toczy się o tym jak zaoszczędzić a nie o tym jak zarobić. Jakie należy np. podjąć działania ożywienia przedsiębiorczości, żeby Polska pod względem wolności gospodarczej była nie na jednym z ostatnich miejsc, ale pierwszym czy drugim. W publicznym dyskursie nie ma mowy o celach, dokąd to wszystko zmierza i to oczywiście zniechęca młodych zdolnych ludzi, którzy stale wyciekają z Polski szukając szczęścia gdzie indziej.
Rządzących powinna także martwić niska frekwencja wyborcza. Kim są Ci, którzy nie uczestniczyli w wyborach. Połową dorosłych obywateli kraju sondażownie się nie zajmują. Można się jedynie domyślać, że nieobecni dzielą się na kilka kategorii. Są tacy, którzy w ogóle z różnych względów np. umysłowego upośledzenia, czy całkowitego braku zainteresowania dla spraw publicznych nigdy nie głosują, ale są też tacy dla których nie ma politycznej oferty, są też inni, których mierzi miałkość poglądów i brak kompetencji wielu przedstawicieli klasy politycznej. W rezultacie Platformę popiera jedynie ok. 20% uprawnionych do głosowania. To niewiele i przedstawiciele tej partii powinni swoim działaniem starać się rozszerzyć pole legitymizacji.
Po paroksyzmie dwuletnich rządów PiS mieliśmy cztery lata marazmu rządów Platformy i PSL. Przez ten okres nie załatwiono żadnego problemu do końca, nie wybudowano autostrady, która łączyłaby dwie polskie metropolie (drogę Katowice – Kraków wybudowano jeszcze za PRL), nic się nie poprawiło w placówkach ochrony zdrowia, polscy pacjenci płacą najwięcej w Europie za leki, nie załatwiono skolaryzacji sześciolatków, nie zreformowano szkolnictwa wyższego i nauki, pani minister Szkolnictwa Wyższego poprzestawiała tylko biurka, dodając ich sporo tworząc Narodowe Centrum Nauki w Krakowie oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w Warszawie. A dziennikarze pytają się dlaczego przyrasta liczba urzędników. Nikt nie podjął poważnej reformy Polskiej Akademii Nauk, chyba jedynej instytucji, która prawie w niezmienionym kształcie przetrwała wszystkie zawieruchy historii. Ostatnio przeprowadzono jednak pewne zmiany, ponieważ dawnych sekretarzy dyscyplinarnych wydziałów zamieniono na dziekanów!
Lista problemów, których nie podjęto, albo podjęto nieudolnie i nie do końca, jest długa. Czy jest więc nadzieja, że nagle w Platformie nastąpi iluminacja i po czterech latach obudzimy się w innym kraju. Niestety nie i pierwszego stycznia nowego roku obudzimy się z tym samym rządem, w którym jest tak wielu nieudolnych ministrów, którzy nie sprawdzili się w działaniu co nieśmiało przyznaje nawet sam Premier.






