i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2011-11-26 14:47:48

Chciałbym się tutaj zwierzyć z kolejnego straconego złudzenia: chodzi o Janusza Palikota. Na pierwszym posiedzeniu sejmu Janusz Palikot w odpowiedzi na expose premiera Donalda Tuska wystąpił z płomienną przemową. I to było najlepsze wystąpienie tego wieczoru, najbardziej ambitna próba zdefiniowania teraźniejszych problemów i wyzwań przyszłości. Palikot uczynił centrum swojej mowy pojęcie „kapitału społecznego”, czyli ogólnie więzi społecznych (najlepiej – w organizacyjnej formie) i powiązane z tym uogólnione zaufanie (czyli zaufanie jakim obdarza się ludzi nie należących do kręgu krewnych czy znajomych). I chociaż wielu przedstawicieli nauk społecznych narzeka na to, że pojęcie kapitału społecznego jest nadużywane i stało się takim „buzz-word”, słowem brzęczącym nieznośnie w prasie naukowej i popularnonaukowej, to jednak w przemówieniu Palikota ono zabrzmiało świeżo i umożliwiło wskazanie rzeczywistych i ważnych problemów. I byłem mu nawet gotów przebaczyć grzechy kampanii: niezbyt uczciwe i eleganckie traktowanie swoich byłych towarzyszy oraz przeszłych i obecnych przeciwników. Tym niemniej dalsze wydarzenia pokazały, że Janusz Palikot niekonsekwentnie i wybiórczo odnosi się do spraw kapitału społecznego. Co więcej to pojęcie posłużyło mu do zaatakowania Kościoła katolickiego w Polsce.
Kapitał społeczny pełni wiele pozytywnych funkcji: dynamizuje gospodarkę i poprawia funkcjonowanie organizacji państwowych, ułatwia społeczną mobilizację, zaangażowanie społeczne, wzmacnia społeczną tożsamość i nadaje podmiotowość wielkim grupom społecznych itd. W Polsce, niestety, z kapitałem społecznym jest nienajlepiej. Badania prowadzone w ramach Diagnozy Społecznej pokazują niski poziom uogólnionego zaufania. Aktywność społeczna i organizacyjna też stawia Polaków w ogonie narodów europejskich. Ale twierdzenie, że instytucja Kościoła katolickiego jest w jakimś stopniu za to odpowiedzialna – jest fałszem. Po pierwsze, wierzący są z reguły bardziej aktywni społecznie: wiara napełnia ich optymizmem, a praktyki religijne dają im poczucie przynależności do wspólnoty – to wykazał na podstawie swoich badań amerykański socjolog religii, Robert Wuthnow. Wuthnow twierdzi też, a ta uwaga doskonale pasuje do sytuacji Polski, że to nie spadek zaufania doprowadził do kryzysu ekonomicznego, lecz było odwrotnie; dotknięci kryzysem ekonomicznym ograniczyli swoją aktywność społeczną i stają się coraz bardziej nieufni, psychicznie wycofując się do wąskich kręgów przyjaciół i rodziny. Po drugie, począwszy od Soboru Watykańskiego II Kościół katolicki angażuje się w życie polityczne i społeczne. Jeśli miałbym tutaj coś do zarzucenia polskiemu Kościołowi, to swoistą „proboszczocentryczność” – rozumiem przez to mentalne i formalne uzależnienie działalności społeczności parafialnej od osoby proboszcza. Jeśli ksiądz proboszcz jest osobą energiczną i aktywną społecznie – to społeczność kwitnie, jeśli proboszcz nie chce lub nie potrafi zaangażować się w ekonomiczne czy społeczne sprawy swojej parafii – taka działalność zanika.
W takim razie dlaczego w Polsce jest niski poziom kapitału społecznego? Moje wyjaśnienie wskazuje na dwa typy czynników: po pierwsze procesy transformacji społecznej i ekonomicznej oraz powiązane z tym procesy migracji. Upadanie tradycyjnych form życia: rodziny oraz małej wspólnoty wiejskiej sprawia, że obcy spotykają się z nieufnością i niechęcią zwłaszcza ze strony osób w podeszłym wieku. Po drugie, począwszy od początku lat 90. Polska urzeczywistnia indywidualistyczny, konkurencyjny model gospodarczy, z istoty różny od kolektywistycznego modelu czasów socjalizmu. Nie wszyscy potrafili się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości ekonomicznej. Znaczące, że relatywny sukces gospodarczy Polska zawdzięcza działalności małych przedsiębiorstw, które funkcjonują dzięki tradycyjnym więziom społecznym, przyjacielskim i rodzinnym.
Palikot ma rację, gdy twierdzi, że kapitał społeczny jest funkcją państwa w społeczeństwie: państwo liberalne, sprzyja jego rozwojowi, państwo totalitarne – które nie dość, że ściśle reguluje aktywność swoich obywateli, to także stara się wpływać na treść ich myśli – kapitał społeczny skutecznie zabija. Janusz Palikot słusznie wzywa ograniczenia państwa w społeczeństwie i gospodarce. „Zaufajmy naszym współobywatelom, dajmy im większą swobodę” – powiada. I ma rację. Apel do sumień bywa bardziej skuteczny niż szafowanie strachem. A poza tym jest znacznie tańszy, bo umożliwia zlikwidowanie stanowisk kontrolerów. Ale jest warunek: w społeczeństwie muszą wcześnie powstać jakieś podstawy kultury zaufania (przekonująco pisał o tym Piotr Sztompka w swojej książce o zaufaniu).
Trzeba postępować ostrożnie, krok po kroku budować zaufanie ludzi do siebie i do instytucji. W tym procesie szczególną rolę odgrywają znane i szanowane osoby. Zaufanie do ich kompetencji, wiara w ich rzetelność i uczciwość kształtują poczucie stabilności i panowanie moralnego porządku w świecie. Elita musi ufać społeczeństwu, ale społeczeństwo musi też ufać wyłonionym przez siebie elitom. To są właśnie dwa skrzydła kapitału społecznego, równie ważne, istotne by społeczeństwo odniosło sukces, wzniosło się w górę.
Dlatego zupełnie niezrozumiałe, wręcz obrzydliwe, były insynuacje Janusza Palikota wobec Jana Krzysztofa Bieleckiego, przewodniczącego Rady Gospodarczej przy Prezesie Rady Ministrów, kawalera Orderu Orła Białego. Palikot niczym ś.p. Andrzej Lepper wezwał Premiera by wykorzystał swoje służby do sprawdzenia, czy J.K. Bielecki wykorzystał swoją wiedzę o treści expose i wzbogacił się na nagłym spadku cen akcji KGHM na giełdzie. W tym pytaniu/apelu jest to samo założenie, które Janusz Palikot tak krytykował w swoim wystąpieniu: obywatel miał wiedzę i sposobność – należy sprawdzić czy z nich nie skorzystał. I nie ważne, że jest to człowiek majętny i który w swoim życiu nie splamił się udziałem w jakichś poważnych aferach. Palikot to ignoruje. I zdaje się, jak orędownicy lustracji, wierzyć, że cel – prawda, usprawiedliwia użycie insynuacji, pomówienia. J.K. Bielecki miał możliwość… należy sprawdzić, czy aby nie dokonał kradzieży. Tylko gdzie tu jest zaufanie do obywatela, gdzie szacunek dla osoby uhonorowanej najwyższym polskim odznaczeniem: Orderem Orła Białego?






