i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-10-28 13:34:46

Polska jest krajem zróżnicowanym w wielu wymiarach, z których najbardziej widoczny jest wymiar przestrzenny. Przestrzeń kraju dzieli się na zachód i wschód, a osią podziału jest rzeka Wisła. Obok tej najstarszej na ziemiach polskich delimitacji mamy tzw. „szwy porozbiorowe”, które wyznaczają dawne Królestwo Kongresowe, Galicję, Zabór Pruski i Śląsk. Istotny jest także podział na miasto i wieś, który jednak powoli wydaje się tracić na znaczeniu oraz najnowszy, które dzieli kraj na metropolie i prowincję. Obok zróżnicowań przestrzennych obserwujemy również różnice strukturalne, które występować mogą między sąsiednimi miastami i gminami. Wynikają one z oddziaływania czynników lokalnych, takich jak położenie względem szlaków komunikacyjnych, atrakcyjny krajobraz, przedsiębiorcze władze lokalne, czy aktywni obywatele.
Wbrew niektórym ideologom post nowoczesności, społeczny świat nie jest całkowicie płynny. W ludzkich zbiorowościach można wciąż zauważyć istnienie pierwotnych struktur rodzinno koleżeńskich, w których istniejące więzi są zwalczane przez biurokratyczne aparaty państwowe. Obok tych struktur wciąż istnieją zbiorowości terytorialne, których względna spójność oparta jest o wspólne interesy. Manifestuje się ona najczęściej w aktach protestu przeciw narzuconym, przez aparat państwowy, rozwiązaniom.
Ogląd społecznego świata zawsze zależał od punktu widzenia, obecnie jednak można obserwować coraz większą jego polaryzację. Wynika ona z powiększających się różnic między światem metropolitalnym, a światem lokalnym, prowincjonalnym. Ideologowie globalizacji twierdzą, że proces ten obejmuje całą kulę ziemską i że korzystają z niej także zacofane kraje peryferyjne. Obejmuje, ale bardzo nierównomiernie. Większość mieszkańców Afryki, Oceanii, Azji żyje na marginesie tego globalnego świata. Zróżnicowana, choć znacznie mniej, jest także Europa, w której istnieją centrum i peryferie.
„Płynna nowoczesność”, o której pisze Zygmunt Bauman, przestrzenie przepływów, które charakteryzował Manuel Castells to metropolitalny sposób oglądu rzeczywistości. Ale jest też inna rzeczywistość poza głównym nurtem wydarzeń. Zresztą zawsze tak było. Społeczności lokalne dostawały się na karty historii jedynie sporadycznie, wtedy kiedy splot okoliczności wciągał je w wir toczących się w innej skali wydarzeń. Instytucje zewnętrzne: monarchia i kościół ingerowały w życie społeczności lokalnych od przypadku do przypadku i wtedy społeczność lokalna miała szanse znaleźć się na kartach historii. Jednej z takich interwencji dokonanych przez inkwizycję zawdzięczamy np. dokładną charakterystykę społeczności lokalnej - Montaillou w Akwitanii. Dokładne rejestry policyjne pozwalają zrekonstruować zarówno wewnętrzną strukturę społeczności, jak i jej życie codzienne w latach 1294-13241.
Przykładu tego nie można traktować dosłownie, Montaillou jest metaforą, ale obserwacja zbiorowości lokalnych w krajach peryferyjnych ujawnia dwa na pozór sprzeczne procesy trwania i zmiany. Choć zmiany są widoczne to często są one powierzchowne, nie uruchamiając procesów przystosowawczych do płynnej nowoczesności. Wspólne dla peryferii jest nieprzystosowanie w podwójnym wymiarze zarówno materialnym jak i mentalnym. Do tej drugiej, peryferyjnej Europy przenikają z zewnątrz różne nowinki, są wprawdzie samochody, ale nie ma odpowiednich dróg. Na wielu domach sterczą telewizyjne anteny, ale zrozumiały jest i to nie do końca jedynie przekaz seriali. W środku zaś nie ma kanalizacji a często i wody bieżącej. Te i inne przedmioty są nie tyle niezbędnymi elementami codziennego życia ile odświętnymi gadżetami. Wycofany gdzieś z obiegu kilkunastoletni samochód okazuje się tańszy od konia i wozi właściciela na niedzielną mszę.
Niewidzialna bariera utrudnia przenikanie wiedzy, wartości, stylu życia, sposobu zachowań, czyli wszystkich tych cech, które decydują o tym w jakim czasie żyjemy. Ludzie tej drugiej Europy zamknięci w swoich społecznościach i grupach rodzinno – koleżeńskich, uciekający w odwieczne wierzenia, zwróceni są ku przeszłości, która jest dla nich jedyną wartością bo innych nie mają.
Zbiorowości lokalne wykazują natomiast duże zdolności radzenia sobie z codziennością. Socjologiczne badania pokazują przemyślne strategie wykorzystywania nadarzających się okazji, chociaż niektóre z nich mają charakter anty rozwojowy2. Wiele z nich jest w mniejszym lub większym stopniu włączone w obiegi globalne, ale związek ten ma charakter punktowy obejmujący jedynie układy gospodarcze i to jedynie niektóre.
Jedną z cech społeczności lokalnych jest budowanie i utrzymywanie tożsamości ich członków, ale czy w mobilnym ponowoczesnym świecie możliwe jest zachowanie tej tożsamości?
Obszar życia – pisze Anthony Giddens – staje się samodzielnym, oderwanym od cyklu pokoleń odcinkiem czasu (...) Obszar życia zostaje wyodrębniony z zewnętrznych wyznaczników związanych z miejscem, a samo pojęcie miejsca traci na znaczeniu w obliczu mechanizmów wykorzeniających. W większości kultur tradycyjnych, niezależnie od stosunkowo częstych migracji ich populacji oraz przemierzanych przez nie, niekiedy ogromnych obszarów, życie społeczne było na ogół związane z miejscem. Podstawowym czynnikiem zmiany tego stanu rzeczy nie jest nasilenie ruchliwości, ale fakt, że miejsca uległy całkowitemu spenetrowaniu przez mechanizmy wykorzeniające, które powiązały lokalne działania w relacje przestrzenno-czasowe o wciąż rosnącym zasięgu. Miejsce staje się złudzeniem3.
Zastanówmy się zatem czy angielski socjolog ma rację? Z pewnością znajdziemy sporo faktów potwierdzających jego tezy, ale też i takie, które im zaprzeczają. Tak, bo część ludzi, a zależy to przede wszystkim od i ich pozycji społecznej nie czuje więzi z miejscem, żyjąc z „sferze przepływów”. Elity są kosmopolityczne – pisze Manuel Castells – masy zaś lokalne. Przestrzeń władzy i bogactwa rozciąga się na cały świat, podczas gdy życie i doświadczenie mas zakorzenione jest w miejscach, w kulturze i historii. Tak więc im bardziej organizacja społeczna opiera się na ahistorycznych przepływach, które dokonują się poza określonym miejscem, tym bardziej globalna władza umyka spod społeczno-politycznej kontroli lokalnych społeczności i narodowych zbiorowości, których natura jest historyczna4. Nie, bo w planie indywidualnym prędzej czy później pojawia się pytanie: skąd przyszedłem? To miejsce pochodzenia, choć geograficznie określone, może być, i jest często, mityczne, ponieważ została zerwana historyczna ciągłość pokoleń, ale przecież istnieje jako punkt odniesienia.
1E. Le Roy Ladurie, 1977: Un objet local: Montaillou (w:) L’objet local, Union Générale d’Edition, Paris.
2Por. Łukowski W., Bojar H.,Jałowiecki B., 2009: Społeczność na granicy, Wydawnictwo Naukowe „Scholar”, Warszawa.
3A.Giddens, 2001: Nowoczesność i tożsamość. „Ja” i społeczeństwo w epoce późnej nowoczesności, PWN, Warszawa, s. 200-202.
4Por. M. Castells: Société en réseaux, Fayard, Paris, s. 467.
Przywykliśmy także do mniej lub bardziej zasadnych rozróżnień na tożsamość regionalną, narodową, kulturową, co jest zrozumiałe wobec naturalnej skłonności badaczy do tworzenia kategorii, typologii i charakterystyk różnych zjawisk pojawiających się czy też nieustannie trwających w porządku otaczającej nas rzeczywistości.






