i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2011-02-19 14:06:54

Redakcja czasopisma elektronicznego "Bistro" zaprasza na spektakl "Siedem obrazów - Don Kichote" w reżyserii Janusza Pokrywki, który odbędzie się 1.03.2011 o godzinie 19.00 w Klubie Akademickim Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania. Poniżej recenzja spektaklu autorstwa Magdaleny Rabizo-Birek - zachęcamy do lektury.
26 kwietnia 2010 roku w Teatrze Maska w Rzeszowie odbyła się premiera najnowszego spektaklu w reżyserii Janusza Pokrywki zatytułowanego "Siedem obrazów – Don Kichote". Twórca Sceny Propozycji traktuje to wydarzenie jako podsumowanie i zakończenie swej pracy reżyserskiej i ma po temu ważne podstawy – spektakl jest jego pięćdziesiątym piątym widowiskiem. Mam jednak nadzieję, że tak się nie stanie i za czas jakiś w jego głowie pojawi się nowy pomysł, domagający się scenicznego urzeczywistnienia. "Siedem obrazów - Don Kichote" – przez niektórych widzów premiery ogłoszony najlepszym dziełem Pokrywki (a z całą pewnością - jednym z najlepszych), wpisuje się w ten nurt jego autorskiego teatru, który tworzą spektakle adresowane do widzów dorosłych.
Warto w tym miejscu przypomnieć czytelnikom, którzy się jeszcze ze Sceną Propozycji nie zetknęli, że powstała ona przed 25 laty w Teatrze Lalki i Aktora Kacperek (obecnie Teatr Maska) i choć zawsze miała w swym repertuarze spektakle dla dzieci, od początku był w niej obecny nurt twórczości dla dorosłych. Scena Propozycji miała być miejscem teatralnych poszukiwań i formalnych eksperymentów, animowanych od początku przede wszystkim przez Pokrywkę. Po jego odejściu z Kacperka w sposób naturalny stała się jego autorskim dziełem. Znakami charakterystycznymi Sceny Propozycji są od początku: połączenie aktorów żywego planu i kukieł, bogata i oryginalna scenografia, a także autorskie adaptacje literatury, w znakomitej części niedramatycznej. Pokrywka przenosił na scenę m.in. prozę: Williama Whartona ("Ptasiek"), Antoine’a de Saint-Exupery’ego ("Mały książę"), Janoscha ("Ach, jak cudowna jest Panama"), Tadeusza Nowaka ("Ballada o drzwiach i stole") poezję: Cypriana Norwida, Stanisława Perykaszy i Zbigniewa Ważydrąga, tworzył także spektakle do własnych scenariuszy ("Pod jesień", "Summa cum grano salis").
Jak każdy wybitny teatralny inscenizator wypracował własny język scenicznego wyrazu i wykreował znaki teatralne, które pojawiają się w kolejnych spektaklach niczym jego osobista sygnatura. Są to na przykład charakterystyczne zwierzęce kukły: konik z brzozowych polan (w spektaklu o Don Kichocie grający Rosynanta), kura i indyk (ze spektakli według sztuk Mrożka "Serenada i Indyk"), a także niepowtarzalne rekwizyty, zrobione z przerobionych przedmiotów codziennego użytku. W "Siedmiu obrazach –Don Kichocie" były to: plastikowe doniczki i pokrywki od zniczy oraz żelazne wiaderka (jako hełmy rycerskie), a także lusterka i metalowe kółeczka zepsutych mechanizmów, z których zrobiono zbroje. Pokrywka wykorzystuje jako kostiumy znoszone ubrania i buty, które artystycznie „podrasowuje” (pokrywa barwą, naszywa fantazyjne detale, doczepia odrealniające elementy). Jego teatr jest może biedny (czy raczej: skromny), ale z pewnością nie ubogi, choć artysta ma za sobą także etap scenicznej ascezy - spektakle grane w niewielkiej obsadzie, monodramy i pomysłową, prostą, wielofunkcyjną scenografię.
Znakiem rozpoznawczym Sceny Propozycji jest także utopijna próba zbliżenia teatru do życia. Można powiedzieć, że Pokrywka jest w tym względzie kontynuatorem Drugiej Reformy Teatru. Jego twórczość wyrosła z rewolty lat 60. i 70. XX wieku: teatru otwartego, studenckiego, antyteatru, teatru wspólnotowego, teatru źródeł. Outsiderska pozycja, którą zajmuje Scena Propozycji, wynikła z wielu niezależnych od artysty okoliczności zewnętrznych. Jednakże – patrząc na konsekwencję, z jaką pracuje od lat w podobny sposób, jego działania wydają się być celowe i zamierzone. Od połowy lat 90. pozostaje poza obrębem zawodowego teatru, choć z nim współpracuje (przede wszystkim jako scenograf). Związał się z natomiast z amatorskim ruchem kulturalnym. Od kilku lat jest instruktorem zajęć plastycznych i teatralnych w Młodzieżowym Domu Kultury w Rzeszowie. Scena Propozycji, odkąd opuściła teatr Kacperek, przeszła drogę realizowania i prezentowania spektakli pod patronatem Estrady Rzeszowskiej. Pokazywali wówczas swe spektakle w przedszkolach, szkołach, domach kultury i na uczelniach. Janusz Pokrywka jest wykładowcą na Wydziale Sztuki Uniwersytetu Rzeszowskiego; obecnie, po habilitacji, zatrudnionym na stanowisku profesora.
Spektakl według Don Kichota znakomicie ukazuje pograniczny status Sceny Propozycji. Występują w nim aktorzy zawodowi (scen dramatycznych i teatru lalkowego), instruktorzy teatralni, młodzi tancerze i aktorzy-amatorzy. Jedną z głównych ról kreuje aktor, którego Pokrywka odkrył wśród wykonawców wielkanocnego misterium Męki Pańskiej. Dodam, że o napisania muzyki do spektaklu został poproszony lider rockowego zespołu Monstrum... Celowo nie wymieniam jeszcze nazwisk, żeby tym mocniej podkreślić, iż ta zróżnicowana grupa osób, którą łączy chyba jedynie miłość do sceny i sztuk widowiskowych, stworzyła spektakl spójny, bogaty w sceniczne efekty, wzruszający i pobudzający do refleksji.
Choć zwracają uwagę kreacje Ryszarda Szeteli i Józefa Gmryka, którzy wcielili się w tandem Don Kichote i Sanczo Pansa, widzowie na pewno zapamiętają także zabawnego Plebana (Roberta Nowaka), Mateusza Surówkę - wcielającego się w kilka ról - komedianta, bakałarza, błędnego rycerza-naśladowcę Don Kichota, Gospodynię (Jolanta Nord), siostrzenicę Antonię (Patrycja Skoczylas), zjawiskową Dulcyneę (taneczną solówkę wykonała perfekcyjnie tancerka zespołu Impet Liliana Żabińska) czy breakdansowy popis Indyka (Maciek Gulak). Reżyseria tak urozmaiconego, kilkupokoleniowego, trzynastoosobowego grona (od nastolatków po seniorów – Ryszard Szetela święcił rolą Don Kichote’a 50-lecie pracy twórczej) wymagała niezwykłych umiejętności, a czasami, co wyznawali po cichu uczestnicy spektaklu – żelaznej ręki teatralnego maga-despoty.
Ta zadziwiająca konstelacja osób, uczestniczących w kreacji spektaklu (trzeba wymienić także autorkę bogatej choreografii Bernadettę Wojtuń-Sikorę i kompozytora muzyki Marcina Habaja) jest w jakiejś mierze uzasadniona jego problematyką, wywiedzioną z dzieła Miguela de Cervantesa. Pokrywka wybrał z książki kilka znaczących epizodów i zbudował z nich opowieść o pułapkach i zniewalającej magii wyobraźni. Jego spektakl ukazuje powszechny, dostępny wszystkim teatr, przenikający życie społeczne i wypełniający egzystencję każdego człowieka (w postaci marzeń, snów, fantazmatów, mniemań). Zinterpretował postać Don Kichote’a jako symboliczny wizerunek aktora, reżysera i komedianta w teatrze życia codziennego. Przedstawił jego szaleństwo po gombrowiczowsku, kładąc nacisk na sposób, w jaki wpływa ono na otoczenie i skłania je do twórczości i prowadzenia gry pozorów.
Bowiem nie tylko Don Kichote produkuje wizje i interpretuje rzeczywistość na swój własny, szalony, uwznioślony przez rycerskie romanse, sposób. Także jego prozaiczne otoczenie - gospodyni, siostrzenica, pleban, bakałarz - na pierwszy rzut oka najdalsi od tworzenia sztuki, ulegają jego wizjom, jak Sanczo Pansa urzeczony wyobrażeniem wyspy, którą ma zostać obdarowany po spełnieniu misji. Wszyscy oni włączają się w tworzenie kolejnych iluzji. Motywowani dobrem i współczuciem wobec bliskiego im człowieka wymyślają postacie złego czarodzieja Karakuliambro, diabłów, innego błędnego rycerza i w sposób teatralny inscenizują fikcyjne wydarzenia.
Wyobraźnia, jak wydaje się ją rozumieć Pokrywka, zawiera w sobie także elementy destrukcyjne. Zazwyczaj jest rozumiana pozytywnie - mówi się na przykład o „bogactwie” wyobraźni. Twórca opowieści o Don Kichocie ukazuje dwa oblicza wyobraźni: siły kreującej i niszczącej. Spektakl zawiera wizyjne, wysmakowane plastycznie obrazy, urzekające plastyczno-teatralną magią (rozegrane bez słów jako pantomima lub taniec z użyciem bogatych rekwizytów). Ukazują one świat wewnętrzny Don Kichote’a. Natomiast sceny „mówione”, rozgrywające się w świecie realnym, ilustrują kolejne, spektakularne klęski błędnego rycerza, który nie znajduje zrozumienia dla swoich wizji nawet u wędrownych komediantów. Czegóż zatem może oczekiwać od wiejskiego otoczenia, które za wszelką cenę próbuje go wyleczyć z szaleństw, wizji i marzeń, skłonić do zaprzestania wędrówek, powrotu do domu i do zdrowego rozsądku? Także sam Don Kichote nie jest jednoznacznie pozytywną postacią - jego zachowania bywają nieprzyjemne i groźne dla otoczenia. Jest nie tylko śmieszny i wzruszający, ale też arogancki, zaczepny, pełen gniewu. Wygłasza zdania pełne głębokiej mądrości i wygaduje głupstwa.
Można zatem, jak proponował po premierze jeden z moich rozmówców, widzieć w przedstawieniu przede wszystkim medytację nad skomplikowaniem relacji artysta -zbiorowość, wizjoner – oraz ci, którzy realizują jego wizje (lub przeszkadzają mu w ich realizacji), twórca i jego najbliżsi. Tę tezę potwierdzają zwłaszcza sceny końcowe, w widowiskowy i przejmujący sposób inscenizujące śmierć błędnego rycerza, śmierć artysty, a może także koniec etosu człowieka, który nie kieruje się w życiu zasadą zdrowego rozsądku, a zasadą marzeń i fantazji... W zakończeniu spektaklu sakralizacja bohatera (litania do umierającego) przenika się z deheroizacją i degradacją. Zwłaszcza wtedy, gdy na scenę wjeżdża swego rodzaju nagrobek Don Kichota – żelazny kubeł na śmieci z bezlitosnym napisem „Złom”.
Przychodzą do głowy tak zasadnicze dla myślenia o motywie śmierci sztuki i artysty reminiscencje, jak umierający w kubłach na śmieci bohaterowie sztuk Becketta, Zbyszek Chełmicki z Popiołu i diamentu Wajdy, konający na śmietniku, czy wreszcie mocne stwierdzenie z wiersza Tadeusza Różewicza „Der Tod ist ein Meister aus Deutchland”: „w czasie, który nastał po czasie marnym, po odejściu bogów, odchodzą poeci”. Na szczęście radykalny pesymizm tego rozpoznania łamią znaki teatralnej nadziei. Zmarły rycerz wykazuje pewne oznaki „życia wiecznego” – wyłania się z kubła jako monumentalna, niemal boska maska, wymachuje, przebijającą żelazny pancerz grobowej ściany, rękojeścią szpady, zaś nagrobek wieńczy zamiast krzyża, wirujący na wietrze, odpustowy, dziecięcy, błękitny wiatraczek. Chciałabym w nim także widzieć znak nadziei na kolejne, niepowtarzalne, bajecznie kolorowe, mądre i zabawne przedstawienia Janusza Pokrywki.






