i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2011-03-29 13:58:20

Rozmowy telewizyjne są w miniaturze wiernym odzwierciedleniem rozmowy publicznej. Oczywiście są tej publicznej rozmowy – niektórzy zapewne powiedzieliby: publicznego dyskursu – częścią składową, ale w tym przypadku część jest kopią całości. Jak wygląda rozmowa w telewizji? Nie ma tu znaczenia czy chodzi o TVP czy TVN, czy rozmowę tę prowadzi pani Olejnik, czy pani Pochanke. Monika Olejnik w jakimś wywiadzie (to charakterystyczne, że przyszły czasy, w których dziennikarze udzielają wywiadów!) przyznała szczerze, że jej pytania kierowane pod adresem rozmówców nie wynikają z ciekawości, bo odpowiedź jest jej znana. Z góry wiadomo, co który polityk na jakie pytanie odpowie. A więc po co pytać? Na pytanie po co, odpowiemy później, zostawmy więc w spokoju red. Monikę Olejnik a przyjrzyjmy się red. Pochanke.
Jakie pytania i po co zadaje swoim rozmówcom red. Pochanke? Uważny i bystry słuchacz rychło odkryje motywację – nie jest nią ciekawość tego, co ma do powiedzenia rozmówca - dziennikarka chce się popisać swoją inteligencją i wiedzą. Wiedza to mizerna, inteligencja zaś raczej ułamkowa, ale to nie jest ważne. Ważniejsze jest przed kim red. Pochanke chce się popisać. Zdawałoby się, że odpowiedź może być tylko jedna i oczywista – przed telewidzami. Częściowo zapewne tak, ale tylko częściowo. Skłonny jestem podejrzewać, że ważniejsza jest dla red. Pochanke opinia tych, którzy są dysponentami jej aktualnej i przyszłej kariery. Inteligentnego słuchacza diabli biorą, gdy Justyna Pochanke przerywa swemu rozmówcy w pół zdania akurat w momencie, gdy zaczyna on mówić coś ważnego. Ale dla Justyny Pochanke ważne to akurat nie jest, przeciwnie, jest to nieważne a nawet więcej – przeciwważne, bo zabiera audiowizualną przestrzeń temu, co ona sama ma do powiedzenia, co gorsza przyciąga uwagę telewidza odciągając równocześnie uwagę tę od niej. A przecież to ona, Justyna Pochanke, jest ważna a nie jej rozmówca, który jest i powinien być tylko tłem dla jej kompetencji, atrakcyjności, bystrości i wszystkiego, co liczy się na żurnalistycznym, coraz bardziej tabloidyzującym się, rynku.
Dokładnie 10 marca 2011 roku, przypadkiem, w Super Stacji, telewizji niszowej, co gorsza – zdaje się – lewicowej, co jej niszowość zwielokrotnia, trafiłem na rozmowę red. Paradowskiej z prof. Czapińskim. Coś niezwykłego! Paradowska była autentycznie ciekawa odpowiedzi Czapińskiego na zadawane mu przez nią pytania. Skłonny jestem podejrzewać, że w kwestiach poruszanych przez zadawane pytania miała swoje zdanie, ale go nie eksponowała, bo ważna dla niej była opinia rozmówcy. Po to wszak go do studia zaprosiła, aby ona a wraz z nią słuchacze stacji, mogli dowiedzieć się co sądzi profesor Czapiński o sprawach, na których się zna i które od lat bada. Otóż twierdzę z pełną odpowiedzialnością, że niczego takiego nie uświadczy się ani w TVP ani w TVN. Prawdziwą rozmowę można jeszcze spotkać czasami w jakiejś niszowej stacji, ponieważ sama rozmowa, prawdziwa rozmowa, ma charakter niszowy. Rzadki, co oczywiste, zanikający, co gorsze.
Zdanie o redaktor Olejnik mam ugruntowane już od dawna, bodaj od czasu kampanii prezydenckiej sprzed jedenastu już (?) bez mała lat, kiedy pani redaktor przepytywała kandydatów traktując ich






