i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie

Gdy zajrzeć do encyklopedii, pojęcie sztubaka, czy sztubactwa definiowane jest podobnie: niedojrzałość intelektualna, kierowanie się emocjami, myślenie na bardzo krótką metę i małpia złośliwość, bez liczenia się z kosztami. W polskiej polityce jest tego od zawsze niemało, ale najwięcej – „do wypęku”, jak to określa Joanna Chmielewska, autorka lubianych powieści sensacyjno-humorystycznych – jest tego sztubactwa w naszej największej partii opozycyjnej.
Z najnowszych przykładów, myślenie na bardzo krótką metę przeziera bezbłędnie z propozycji PiS co do okresu działania komisji w sprawie pseudo-afery hazardowej. Komisja miałaby działać niemal co do dnia drugiej tury wyborów prezydenckich. Myślenie rozkosznie proste, by nie rzec prostackie! Pan Bozia przydzielił dużo sztubactwa, ale raczej nie dość zwykłej ostrożności. Już choćby dla przyzwoitości można było bowiem zaproponować zakończenie miesiąc przed lub miesiąc po wyborach. Albo ten wrzask w sprawie koniecznej konfrontacji Mariusza Kamińskiego z Premierem Tuskiem, jakby to był najważniejszy element wyjaśnienia sprawy!
Do tego dochodzi kierowanie się emocjami: dopieczemy temu Tuskowi! Ale, znowu, kłopoty z rozsądkiem nie pozwalają strategom PiS ocenić realnie szans w takiej konfrontacji. Mariusz Kamiński to człowiek o – powiedzmy dyplomatycznie – bardzo kruchej stabilności emocjonalnej. Wystarczy poczytać wspomnienia dra Garlickiego z jego spotkania z Kamińskim na podwórzu budynku CBA, gdy Garlickiego, skutego kajdankami, wyprowadzano po przesłuchaniu. Kamiński podleciał do „doktora G.” i powiedział, że następnym razem, gdy się spotkają Garlicki będzie już siwy i nigdy nie wypisze żadnej recepty, nawet na witaminę C. Czy ktoś tak niestabilny emocjonalnie jest w stanie wygrać jakikolwiek pojedynek słowny?
Małpia złośliwość, bez liczenia się z kosztami, przezierała wyraźnie z wypowiedzi w 2007r. ówczesnego pisowskiego wiceministra gospodarki, wcześniej jakiegoś tam szefa tajnych służb, gdy z triumfem ogłaszał jaką to półmiliardową karę wlepiono firmie J&S za nieutrzymywanie przewidzianego poziomu rezerw (gdy takiej samej kary nie łupnięto Orlenowi, który również był „pod kreską”). U nas w partii nie ma przedsiębiorców, juz sama zawiść dyktuje dokopanie tym, którzy odnieśli sukces.
Co tam koszty, gdyby J&S wygrała w sądzie. My jesteśmy chłopcy-propaństwowcy, to państwo (polskie) zapłaci! I będzie płacić: pół miliarda złotych, a to jeszcze może nie być koniec sprawy! Podobne efekty przyniosła radosna twórczość wiceministra Szałamachy, któremu udało się zantagonizować do maksimum drugą stronę sporu o PZU, a także obrazić znanego arbitra (do tego byłego sędziego prestiżowego haskiego trybunału międzynarodowego!). W rezultacie Eureko podniosło o kolejnych parę miliardów swoje roszczenia i gdyby nie kłopoty Eureko w związku z amerykańskimi obligacjami zabezpieczanymi substandardowymi hipotekami (i konieczność szybkiego zdobycia pieniędzy) nie wykpilibyśmy się tak niewielkim odszkodowaniem.
A Macierewicz i jego harcerzyki, którym najwyraźniej harcerskie podchody myliły się z działalnością wywiadowczą? A sztubactwo z CBA, których największe „sukcesy” w obronie państwa, to zatrzymania piłkarzy i lekarzy, bo poważniejsze sprawy kończą się głośną „klapą”? Można by tę listę ciągnąć w nieskończoność. Trawestując mistrza Adama (Mickiewicza, nie Małysza!), można by powiedzieć, że w Koronie sztubactwa dostatek. Tylko szkoda, że tak długo po osiągnięciu 18. roku życia...






