Społeczeństwo
Szkolnictwo wyższe na rozdrożu
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2009-02-06 16:33:32
  Można mnożyć przykłady dowodzące, że obecny sposób finansowania studiów wyższych źle służy ich jakości i mnoży patologie. Najwyższa pora na wprowadzenie jednolitego systemu finansowania i stworzenia zasad uczciwej konkurencji. Nieśmiałe próby zmian, podejmowane w ostatnich miesiącach przez obecne władze, spotkały się z istną furią części środowiska akademickiego, skupionego wokół uczelni publicznych. Reprezentanci najbardziej ugodowego stanowiska stwierdzili łaskawie, że owszem, może być jakaś forma dofinansowania szkół niepublicznych, ale dopiero po rozwiązaniu naszych problemów finansowych. To szczególny sposób pojmowania wolnego rynku. Podkreślam jednak, że sporo było rozsądnych wypowiedzi, potwierdzających, że niektórzy zdają sobie sprawę, że konkurencja leży także w dobrze pojętym interesie uczelni publicznych.

Co zatem proponuję, skoro nie ma jeszcze społecznego przyzwolenia na płatne studia? Bezzwłocznie wprowadzić dofinansowanie studiów dziennych w wyższych szkołach niepublicznych, przy czym:
- pieniądze mają trafić do studentów, a nie do dyspozycji władz szkoły,
- żeby system wspierał dobre uczelnie, musi być rozpisany w czasie. To znaczy, na przykład, jeśli na danym kierunku i stopniu, nie mniej niż 30% studentów studiuje w trybie dziennym, a kierunek ma pozytywną opinię Państwowej Komisji Akredytacyjnej uczelnia otrzymuje dofinansowanie
w wysokości 50% kosztów kształcenia na tym kierunku w szkołach publicznych. Jeśli w ciągu 3 kolejnych lat procent studentów studiów dziennych osiągnie 50% szkoła zyska prawo do dofinansowania w wysokości 100% kosztów kształcenia w szkole publicznej. Oczywiście, kto wcześniej spełni powyższe warunki, wcześniej zyska prawo do pełnego dofinansowania.
Kontrowersje budzić może sytuacja, w której pracownik naukowo-dydaktyczny podejmując tzw. drugi etat w innej, konkurencyjnej uczelni zapewniać będzie dofinansowanie w niej studiów 1-go stopnia. Dlatego też, należy wprowadzić drugi warunek dofinansowania: minimum kadrowe studiów 1-go stopnia muszą stanowić odpowiednio do skali dofinansowania (50 proc. lub  100 proc.) pracownicy tzw. pierwszo etatowi. Będzie to rozwiązanie zgodne z zasadą zdrowej konkurencji i skutecznie zachęci do inwestowania we własną kadrę.
System musi być otwarty. To znaczy w każdej chwili można do tak skonstruowanego systemu wejść, ale i z niego „wylecieć”. Zatem, jeśli np. po czterech latach dofinansowania procent studentów dziennych spadnie poniżej 50% lub dany kierunek uzyska warunkową, bądź negatywną ocenę PKA, uczelnia traci prawo do dofinansowania.

Oczywiście formuła artykułu nie pozwala na bardziej szczegółową prezentację rozwiązania i można pewnie zaproponować inne drogi dojścia do zasad rzetelnej konkurencji. Uważam jednak, że jakiekolwiek rozwiązanie musi stanowić realną szansę dla sporego grona uczelni niepaństwowych. Zatem poprzeczka stopniowo musi iść w górę i eliminować tych, którzy nie dają gwarancji dobrego poziomu studiów. Jest to kluczowa zasada przy obecnym stanie rynku i musi być obecna w proponowanym systemie, jeśli ma dać zakładany efekt.
Pierwotne propozycje rządu uwzględniające bardzo dużą liczbę parametrów miały dotyczyć tylko kilku uczelni. Potrzeba bardzo dużo czasu i wielu sprzyjających okoliczności żeby dały pozytywny efekt. Tego czasu już nie mamy. Szybki spadek liczby maturzystów czyni pierwotny pomysł rządu szkodliwym i, mam nadzieję, że już jest nieaktualny. Stanowiłby bowiem rodzaj listka figowego, alibi dla rządzących i praktycznie doprowadziłby do blokady procesu budowy realnej konkurencji dla sektora państwowego.

Szacuję, że koszty proponowanego systemu dofinansowania będą stanowić 1,7% dotacji do uczelni publicznych i 0,055% budżetu państwa w 1-szym roku funkcjonowania systemu i wzrosną w ciągu kilku lat kilka razy. Zatem niewysoka jest cena wprowadzenia konkurencji, która w jakże wielu dziedzinach naszej rzeczywistości zdała egzamin.  Nie pojmuję, dlaczego brakuje wiary, że również szkoły wyższe na tym skorzystają. Skorzystają również, a może przede wszystkim pracodawcy, którzy otrzymają lepsze kadry i będą mogli skuteczniej rywalizować na coraz bardziej bezwzględnym rynku. 
Dla każdego bezstronnego obserwatora jest oczywiste, że szkoły niepubliczne są bardziej gospodarne. Przedsiębiorczość i gospodarność w przypadku uczelni niepublicznych są cnotami wymuszonymi, w przeciwieństwie do szkół publicznych będących „na garnuszku” państwa. Zatem proponowane rozwiązanie może skutecznie poprawić dbałość i gospodarność w sektorze państwowym i szybko skompensuje niewielki, dodatkowy wydatek z budżetu państwa.
Wiemy, że zdecydowanie za mało młodzieży ze wsi i małych miasteczek kształci się
w uczelniach publicznych, szczególnie w trybie dziennym. To, co postuluję i w tej materii doprowadzi do korzystnych zmian i, przy okazji, zneutralizuje wstydliwy problem: młodzież z biednych środowisk studiuje głównie w uczelniach niepublicznych (w mojej szkole ponad 40%) i to oni właśnie płacą podwójnie tj. za swoje studia i, poprzez podatki (wraz z rodzicami), opłacają edukację studentów
w uczelniach publicznych.
Jeśli dofinansowanie studiów dziennych w szkołach niepublicznych zostanie wprowadzone w życie, trzeba będzie obserwować wpływ podjętych działań na sytuację na studiach zaocznych i, na tej podstawie stworzyć klarowny system naprawczy, który doprowadzi do ograniczenia patologii
i podniesienia poziomu tej formy studiów.
Jestem przekonany, że bardzo ważnym sojusznikiem w walce o lepszą jakość studiów będzie zmiana systemu studiów wyższych, przygotowywana przez grupę roboczą ds. Krajowej Struktury Kwalifikacji. Według tego systemu, (który jako element systemu bolońskiego powinniśmy wprowadzić w 2010 roku) umiejętności zdobyte przez studentów/absolwentów będą podstawą oceny.

Sądzę, że warto sformułować jeszcze dwie uwagi:
- dofinansowanie szkół niepublicznych na szczeblach poprzedzających szkoły wyższe ma miejsce już od wielu lat. Nawet zaoczne szkoły policealne otrzymują dotację w wysokości 50% kosztów kształcenia w szkole publicznej. Tym bardziej trudno zrozumieć brak dotacji dla uczelni,
- to, co proponuję, paradoksalnie, nie jest w merkantylnym interesie założycieli, bowiem zgodnie
z niemądrym prawem dopiero upadek uczelni pozwala im dysponować majątkiem szkoły.

Mam nadzieję, że dostarczyłem dostatecznie dużo argumentów, żeby twierdzić, iż zwlekanie z wprowadzeniem powyższych zmian stanowi egzystencjalne zagrożenie dla dobrych szkół niepublicznych (paradoksalnie, kiepskie szkoły łatwiej sobie poradzą obniżając koszty, za cenę jeszcze bardziej radykalnej obniżki poziomu kształcenia). Mamy zdecydowanie za dużo studentów zaocznych (prawie 1 mln osób), a będzie ich jeszcze więcej i to coraz gorszej jakości. Oczywiście można bezczynnością, brakiem wyobraźni i odwagi doprowadzić do likwidacji sektora szkół niepublicznych. Tylko kiedyś i tak konkurencję trzeba będzie stworzyć, bo nikomu na świecie nie udało się rozwiązać problemu jakości tylko w ramach sektora państwowego. Wówczas jednak koszty społeczne będą zdecydowanie wyższe, a straconego czasu i niewykorzystanych szans nikt nam nie zwróci.
 

 1  2 


OPINIE
ANKA - Szkolnictwo wyższe na rozdrożu.
2009-02-09 14:51:46
Trudno nie zgodzić się z argumentami zawartymi w artykule o szkolnictwie wyższym. Uważam jednak, że studia dzienne zarówno na uczelniach państwowych jak i prywatnych powinny być płatne przez studentów, natomiast udział państwa w dotacjach powinien być niewielki. Student płacąc za studia kupuje sobie wiedzę, którą ze sobą zabiera i nie ma wówczas problemu czy zostanie w kraju czy wyjedzie. Zgadzam się,

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010