Społeczeństwo
Szkolnictwo wyższe na rozdrożu
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2009-02-06 16:33:32

19 lat po upadku komunizmu – zupełnie nieoczekiwanie - staliśmy się najbardziej optymistycznym społeczeństwem Europy. Gospodarka rozwija się, robiąc dobry użytek z mechanizmów rynkowych. Wielu ekspertów zwraca jednak uwagę, że sielanka może się niebawem skończyć. Wyczerpują się proste rezerwy rozwojowe, a za kilka lat nie będzie już tak obfitych funduszy unijnych. O naszej kondycji decydować będzie skuteczność w rywalizacji międzynarodowej. Sukces na arenie międzynarodowej wymaga posiadania albo kluczowych dzisiaj zasobów surowcowych albo innowacyjnej gospodarki i dobrze wykształconych kadr. Nie mamy ropy, ani gazu, a zatem, czy dysponujemy drugim atutem? Trudno być tutaj optymistą. Co prawda mamy ponad 400 szkół wyższych, które kształcą blisko 2 mln. studentów, ale towarzyszy im powszechne przekonanie, że poziom studiów wyraźnie się obniżył, młodzież zaś wybiera często kierunki studiów, które nie są interesujące dla pracodawców. Chyba jeszcze gorzej wygląda sfera innowacyjności i nauki:
- w 2007 roku w Niemczech zgłoszono 180 tys. międzynarodowych patentów -  w Polsce 102.
-  współczynnik innowacyjności jest w Polsce 10 razy mniejszy niż w krajach OECD,
- kupujemy 7 razy więcej licencji niż sprzedajemy,
- udział nowoczesnych technologii w eksporcie wynosi 2,6% a np. na Węgrzech 20,7%

Ta smutna lista może być dłuższa, ale na koniec powołam się jeszcze na Prezesa PAN-u, prof. Michała Kleibera, wg. którego tylko ok. 15÷20% profesorów zajmuje się nauką. Narasta dramatyczny rozdźwięk między potencjałem intelektualnym Polaków, a sukcesami polskiej nauki. Przecież to polscy kryptolodzy Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski złamali kod Enigmy. To osiągnięcia polskich matematyków i logików są podstawą współczesnej informatyki. To dwóch Polaków: profesorowie Andrzej Udalski i Bohdan Paczyński, odkryło we wszechświecie planetę podobną do ziemi, dokonując tym samym przełomu w astronomii. Ten drugi, pracuje na stałe w Princeton University. To Polak, Julian Starostecki jest pomysłodawcą rakiet Patriot. To dr Piotr Chomczyński, dopiero po wyjeździe z Polski „rozwinął skrzydła” i znalazł się na liście 25 „gigantów” nauki.


Dlaczego więc dzisiaj – mimo wspaniałych tradycji -  jest aż tak źle? Relacje między nakładami, a efektami badań naukowych w Polsce i np. zachodniej Europie obalają tezę, że przyczyna tkwi w niedofinansowaniu polskiej nauki. Dysproporcje są zbyt duże.  Odpowiedź jest niesłychanie prosta: oto cała sfera nauki i szkolnictwa wyższego została odizolowana od reguł rynku. Nie dopuszczono mechanizmów zdrowej konkurencji. Wszelkie nieśmiałe próby w ciągu 19 lat były skutecznie blokowane przez część środowiska akademickiego. A nawet, jeśli udało się wprowadzić np. system grantów w finansowaniu badań naukowych, to wystarczyło kilka lat, żeby procent środków przydzielanych w drodze konkursu spadł z 60 do 13%. Można by sądzić, że tak nieefektywny i degenerujący system funkcjonowania nauki i szkolnictwa wyższego wprowadzić mógł w życie tylko jakiś cyniczny zaborca zainteresowany w degradacji okupowanego kraju. Wprowadziliśmy go jednak sami i trzymamy się go kurczowo nadal, w interesie oligarchicznych grup środowiska akademickiego i ze szkodą dla całego kraju i jego obywateli.
 Przyjrzyjmy się jednak wybranym problemom kształcenia na poziomie wyższym. Teza
o braku konkurencji może wydać się wątpliwa skoro 1/3 studentów kształci się w uczelniach niepublicznych. Ale co ma wspólnego z dobrze pojętą konkurencją sytuacja, w której studia dzienne w szkole publicznej opłaca budżet, a w niepublicznej student, podczas gdy liczba oferowanych miejsc jest znacznie większa niż liczba chętnych, a postępujący niż demograficzny zwiększa z roku na rok te dysproporcje? Trudno się zatem dziwić, że niski procent studentów studiów dziennych w uczelniach niepublicznych dalej spada. Jak mają się one rozwijać, jeśli studia dzienne w większości szkół są marginesem? O pewnej konkurencyjności, w rozumieniu rynkowym, można mówić w przypadku studiów zaocznych, które są płatne we wszystkich szkołach wyższych. Jakie jednak efekty daje takie porównanie, skoro dla szkół publicznych studia zaoczne to kluczowa szansa na domknięcie budżetu, a w niepublicznych, to być albo nie być. Przegranym musi być jakość studiów. Przy czym, nie jest tak, jak niektórzy twierdzą, że tylko wiele niepublicznych szkół „sprzedaje” dyplomy. Poziom studiów zaocznych jest zazwyczaj kiepski, a, posiłkując się opiniami moich byłych studentów, studia 2-go stopnia w renomowanych szkołach publicznych są często znacznie poniżej oczekiwań.

 Niestety, mimo 19 lat gospodarki rynkowej, dalej zaskakująco dużo młodych ludzi chce łatwo zdobyć dyplom. Znowu posłużę się własnym doświadczeniem. Moja uczelnia przejęła szkołę niepubliczną z Tyczyna. Okazało się jednak, że przejęliśmy wyłącznie jej infrastrukturę, a nie jej segment rynku. Dlaczego tak się stało? Wystarczyło wprowadzić nasz system kształcenia, konieczny dla solidnej edukacji, żeby w ciągu 2 lat nabór spadł trzykrotnie. I jeszcze jeden przykład, pokazujący, do czego prowadzi obecny system braku uczciwej konkurencji. Jako pierwsi w woj. podkarpackim uruchomiliśmy w 2004 roku kierunek europeistyka. Byliśmy dobrze przygotowani. Kluczowe projekty przygotowujące region do funkcjonowania w strukturach UE były realizowane przez nas (także w skali ogólnopolskiej np. „Edukacja na odległość EUROPA ON-LINE”). W ciągu kilku lat, kolejne szkoły publiczne poszły naszym śladem. Oczywiście, mają do tego prawo, ale ich oferta jest bezpłatna. Co więcej, kolejna uczelnia, tym razem techniczna, zaoferowała na starcie 300 miejsc. Musimy zatem zrezygnować z naboru, ale pytam, czy to poprawi jakość absolwentów tego kierunku? Obecny system jest niekorzystny także dla dobrych uczelni publicznych, ponieważ wszystkich traktuje jednakowo, zgodnie z pryncypialną, socjalistyczną „zasadą tych samych żołądków”. 

 1  2 


OPINIE
ANKA - Szkolnictwo wyższe na rozdrożu.
2009-02-09 14:51:46
Trudno nie zgodzić się z argumentami zawartymi w artykule o szkolnictwie wyższym. Uważam jednak, że studia dzienne zarówno na uczelniach państwowych jak i prywatnych powinny być płatne przez studentów, natomiast udział państwa w dotacjach powinien być niewielki. Student płacąc za studia kupuje sobie wiedzę, którą ze sobą zabiera i nie ma wówczas problemu czy zostanie w kraju czy wyjedzie. Zgadzam się,

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010