i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2011-01-19 10:12:59

Wszelkie dostępne dane świadczą o niesłychanie skromnym zakresie współpracy polskiej nauki z gospodarką i tak np.:
• W przeliczeniu na milion mieszkańców, w 2008 roku Polacy zarejestrowali nieco ponad 75 patentów, Japonia w tym samym okresie ponad 50 razy więcej, a Niemcy 24 razy więcej! W 2005 roku udział Polski w światowym eksporcie high-tech (0,15%) był ponad 3 razy mniejszy niż czeski (0,49%) i ponad 4 razy mniejszy niż węgierski (0,66%). Z kolei udział eksportu high-tech w całym eksporcie państwa kształtował się następująco: Węgry – 22%, średnia UE – 18%, Czechy – 14%, Polska – 3%
• Niewątpliwą porażką jest również skala pozyskanych grantów, np. w ramach 7 Programu Ramowego
• Przychód polskich uniwersytetów poza dotacją i przychodami dydaktycznymi wynosi średnio 4%.
Jakie są tego przyczyny? Uważam, że podstawową jest brak konkurencji. Jest rzeczą zdumiewającą, że przez 20 lat w kluczowej sferze dla rozwoju Polski nie uruchomiliśmy konkurencji, która jak wiemy, wspiera efektywność i jakość. Obecny system finansowania edukacji w szkołach wyższych, a także nauki jest rozwiązaniem z innej epoki i innego systemu. Jeśli tylko skromna część środków na naukę jest dystrybuowana poprzez otwarte konkursy (ok. 12%), to trudno także oczekiwać, że będą się kształtować i rozwijać mocne zespoły naukowe i mnożyć osiągnięcia. Trzeba jednak przyznać, że ustawy finansujące naukę, które weszły w życie w październiku ubiegłego roku są krokiem we właściwą stronę. Wprawdzie wszystko zależy od tego, jak wielkie środki zostaną przeznaczone na konkursy, ale pojawia się wreszcie mechanizm konkurencyjny.
Nowelizowana ustawa o szkolnictwie wyższym nie poszła jednak w tę stronę. Wprowadza ona pewne pożyteczne zmiany, jak choćby Krajowe Ramy Kwalifikacji, ale pozostawia marnotrawny system finansowania kształcenia. W latach 2006 – 2009 dotacja na studia stacjonarne przeliczona na maturzystę wzrosła o 56%, a nowela ustawowa przewiduje do 2014 roku wzrost o kolejne 42%. Zatem dotacja przeliczona na maturzystę od 2006 do 2014 wzrośnie z 15 tys. zł do 38 tys. zł.
Jest to finansowa recepta na coraz gorzej wykształconego absolwenta. Pogłębiający się niż demograficzny zaostrzy walkę o studenta kosztem jakości, tym bardziej, że dotacja jest proporcjonalna do liczby studentów. 2% dotacji przeznaczonej na fundusz projakościowy, z uwagi na jego strukturę i wielkość, w marginalnym stopniu może wpłynąć na poziom kształcenia.
Taki system finansowania kształcenia jest wyniszczający dla samych uczelni publicznych. Angażowane są wszelkie możliwe zasoby na rzecz wzrostu liczby studentów zamiast zwiększania aktywności w zakresie badań naukowych i współpracy z gospodarką. To nie jest sposób na rozwój uczelni oparty o solidne fundamenty.
Ustawa nie przewiduje żadnego dofinansowania do, choćby studiów stacjonarnych, w uczelniach niepublicznych, mimo że ustawa dotychczasowa już 5 lat temu zobowiązała ministra do wydania stosownego rozporządzenia, a art. 70 Konstytucji wręcz to nakazuje. W zamian (proszę o uwagę przedsiębiorców!) nowa ustawa będzie regulować wysokość czesnego. Wprowadza także m. in. zakaz pobierania opłaty za egzamin poprawkowy, co oznacza, że za słabszych lub bardziej leniwych będą płacić lepsi i bardziej pracowici studenci. W istotnej części jest więc ustawa skierowana przeciwko dobrym uczelniom niepublicznym, ponieważ te inne, serwując łatwe dyplomy, zawsze sobie poradzą. Mądra władza wykorzystuje mechanizm konkurencji, żeby zwiększyć efektywność i jakość, a nie eliminuje ją w kraju, który wybrał gospodarkę rynkową i demokrację. A co robi władza głupia?
Często mówi się o konieczności wzmocnienia autonomii uczelni publicznych i słusznie, jeśli realizować one będą cele, do których zostały powołane i na które oczekuje społeczeństwo. Jest z tym różnie i dam tylko jeden przykład. Znana mi politechnika otrzymała ponad 400 mln zł z funduszy unijnych na inwestycje, w tym w dużej mierze na laboratoria techniczne. Zamiast jednak rozwijać kształcenie w tym obszarze, w ciągu kilku ostatnich lat uruchomiła na dużą skalę wiele kierunków o profilu humanistyczno – społeczno – ekonomicznym, na których kształci blisko 50% studentów.
***
Co proponuję? Po pierwsze musi nastąpić dywersyfikacja ról uczelni. Teraz wszystkie uczelnie starają się robić to samo. Tymczasem dobre, duże uczelnie, powinny skupić się na prowadzeniu kształcenia na poziomie II i III stopnia, na badaniach naukowych i współpracy z gospodarką, a także kształcić kadry dla pozostałych szkół wyższych. Uczelnie o mniejszym potencjale, jeśli potrafią dobrze kształcić, to przede wszystkim na studiach I stopnia. Oczywiście musi temu towarzyszyć odpowiednio zmieniony system finansowania. Chcę wyraźnie podkreślić, ze nie postuluję ograniczenia finansowania szkół publicznych. Postuluję natomiast ograniczenie dotacji na działalność dydaktyczną podług szybko spadającej liczby maturzystów, a zwiększenie środków na działalność naukową. Im więcej środków będzie przyznawanych w trybie konkursowym, tym lepiej.
Kadrę szkół wyższych trzeba przekonać, że skończyło się dydaktyczne eldorado i dużo większy potencjał trzeba przeznaczyć na działalność naukową i współpracę z gospodarką. Jeśli powyższego się nie uczyni, to powstające za kwotę 16 mld zł z funduszy unijnych nowe obiekty i w dużej liczbie nowoczesne laboratoria zamienią się w pustostany i będą kosztem utrzymania, zamiast szansą na gonienie świata przynajmniej w niektórych dziedzinach. Uczelnie o sporych możliwościach naukowo – badawczych powinny pożegnać się z kadrą o wątpliwej przydatności pozadydaktycznej. To będzie realne, jeśli wzmocni się rolę rektora kosztem związków zawodowych i ciał kolegialnych. Uczelnie stoją indywidualnościami, a koncepcja tych samych żołądków daje przeciętność. W tym kontekście trudno nie wspomnieć o często podnoszonym argumencie, że to szkoły niepubliczne, zatrudniając na II-gim etacie przyczyniły się do zapaści nauki. Tymczasem aktualnie uczelnie publiczne zatrudniają na II etacie ok. 20 tys. osób a niepubliczne poniżej 8 tys. Jestem zatem za szybką likwidacją II etatu w uczelniach niepublicznych, jeśli także II etaty w uczelniach publicznych nie będą finansowane z budżetu (jak to ma miejsce obecnie).
Reasumując proponuję:
• ograniczenie dotacji dydaktycznej na rzecz zwiększenia funduszy na badania naukowe
• uruchomienie konkurencji w sferze edukacji, a więc m. in. dopuszczenie dobrych uczelni niepublicznych do rywalizacji o środki na kształcenie.
• wzmocnienie roli rektora, żeby mógł skutecznie prowadzić projakościową politykę kadrową.
Powyższe zmiany trzeba wprowadzić jednocześnie i dopiero wówczas będzie dużo większe zaangażowanie uczonych na rzecz nauki i gospodarki i nastąpi poprawa jakości absolwentów. W rezultacie polska gospodarka skorzysta podwójnie: będzie lepsza jakość kadr i większa innowacyjność a jedno warunkuje drugie.
Autor jest rektorem Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie oraz Prezesem Polskiego Związku Pracodawców Prywatnych Edukacji PKPP Lewiatan. Jest to tekst wystąpienia podczas spotkania Forum Debaty Publicznej „Gospodarka konkurencyjnej Polski” nt. „Szkolnictwo wyższe dla innowacyjnej gospodarki”, które odbyło się 12 stycznia br. w kancelarii Prezydenta RP.






