Sztuka eseju
Społeczeństwo obywatelskie w Polsce – przegląd historycznych doświadczeń i uwarunkowań
TAGI: Kuchnia intelektualna, Sztuka eseju,
Dodano: 2011-06-27 22:33:54

Zacznijmy od zacytowania zasadniczo trafnej obserwacji, dotyczącej swoistości polskiego społeczeństwa obywatelskiego w porównaniu do społeczeństw państw zachodnich. „Społeczeństwo obywatelskie – pisze Adam Podgórecki – znaczyło w Polsce co innego niż w krajach Zachodu. Na zachodzie działało ono równolegle z państwem. Uzupełniało jego możliwości lub podejmowało zadania, do których państwo się nie nadawało. […] państwo i społeczeństwo nie tylko tolerowały się wzajemnie, respektując obustronnie zakreślone granice ich aktywności, ale także wspierały się nawzajem. W Polsce żyły w stanie wzajemnej wrogości”1. Dla ścisłości trzeba dodać, że Podgórecki miał tu zapewne na myśli czasy od końca XVIII do końca dziewiątej dekady XX wieku (z krótką przerwą okresu międzywojnia), a pojęciom ‘społeczeństwo’ i ‘państwo’ nadał ogólne, abstrakcyjne znaczenie2. Przez większą część swojej historii Polska miała własne państwo, a stosunki społeczeństwo–państwo układały się tu podobnie jak w innych krajach europejskich. Co więcej, z punktu widzenia doświadczeń obywatelskich, historia Polski wydaje się szczególnie ciekawa. Społeczeństwo polskie, jak się zdaje, doświadczyło bowiem w swoich dziejach więcej rozmaitych form życia politycznego i publicznego niż jakiekolwiek inne społeczeństwo europejskie.

Polska była w swoich dziejach państwem integralnym i rozdrobnionym, unitarnym i federalnym, monarchicznym i republikańskim, z monarchią dziedziczną i obieralną, krajem wielkim i małym, potężnym i słabym, niepodległym i zniewolonym (w tym wielokrotnie rozbieranym i dzielonym przez inne państwa), wieloetnicznym i jednolitym etnicznie, wreszcie wielowyznaniowym i praktycznie jednolitym religijnie. Nigdy tylko Polska, jako kraj niepodległy, nie była rządzona despotycznie czy nawet absolutystycznie; rządy despotyczne sprawowane tu były zawsze z obcej ręki. (Jedyny wyjątek mogą dla niektórych stanowić dziewięcioletnie autokratyczne rządy Józefa Piłsudskiego.) Wszystkie te formy rządów i przypadłości polityczne miały wpływ na formowanie się specyfiki społecznej i narodowej Polaków, a tym samym ich społeczeństwa obywatelskiego. Szczególnie doniosły był, jak można sądzić, czterowiekowy okres (1385–1791) doświadczeń państwowości federacyjnej, a zwłaszcza następujący po nim dwustuletni okres rozbiorów i politycznego zniewolenia (1795–1989, z wyjątkiem wspomnianego dwudziestolecia międzywojennego).

Pierwsza Rzeczpospolita

Jeżeli będziemy trzymać się quasi-definicji Jerzego Szackiego, że społeczeństwo obywatelskie to takie, w którym obywatele biorą sprawy we własne ręce, nie oglądając się na instytucjonalną pomoc rządu, to i we wcześniejszym jeszcze okresie naszych dziejów, np. w późnym okresie piastowskim, dostrzeżemy wyraźne ślady społeczeństwa obywatelskiego. Najlepszego może przykładu dostarcza sposób, w jaki tzw. panowie krakowscy (przedstawiciele możnych rodów Melsztyńskich, Tęczyńskich, Tarnowskich, Szafrańców i in.) rozstrzygnęli arcyważną dla Polski sukcesję po wygasłej dynastii Piastów, ściślej – po przejściowych rządach Ludwika Węgierskiego – a zwłaszcza przedłużające się, w związku z ich własną koncepcją polityczną, bezkrólewie po śmierci Ludwika. Majstersztykiem obywatelskim, nie tylko panów małopolskich, ale całej ówczesnej polskiej ‘klasy politycznej’ był, zwołany do Radomska w porozumieniu z Wielkopolską, zjazd marcowy 1382 roku, na którym przedstawiciele sześciu ziem polskich uzgodnili ustanowienie tymczasowego ‘rządu polskiego’ mającego prowadzić bieżący zarząd kraju, aż do wyłonienia nowego króla Polski3. Zwraca uwagę fakt, że do owego rządu obok delegatów ziemskich weszli także, w charakterze tzw. konsulów, przedstawiciele głównych polskich miast (!).

Przez wiek XIV, w którym nastąpił znaczący rozwój miast lokowanych na prawie magdeburskim, i sporą część wieku XV, mieszczanie polscy (składający się w większości z napływającej w ramach lokacji ludności niemieckiej) odgrywali pewną rolę w życiu publicznym Polski. Nawet małżeństwa szlachty z zamożnymi mieszczkami nie należały do rzadkości4. Dopiero w późniejszym okresie rządów Jagiellonów, po uzyskaniu kolejnych przywilejów, szlachta zaczęła tworzyć stan praktycznie zamknięty. Ustrój Polski przyjął formę klasycznej demokracji szlacheckiej, a państwo stało się monarchią republikańską, której wspólnota obywatelska (szlachta) w późnym okresie republikańskim liczyła około 10% (a na Mazowszu ponad 20%!) ogółu mieszkańców5 (wielkość zbliżona do odsetka obywateli w starożytnej Republice Aten). Taki stan rzeczy na pewno nie sprzyjał gospodarce polskiej, ale przyczynił się do rozwoju na wielką skalę republikańskich instytucji przedstawicielskich, które po upowszechnieniu w XIX i XX stuleciu praw obywatelskich dobrze służyły polskiej demokracji i samorządności, także lokalnej.

Wzory demokracji szlacheckiej ukształtowane w czasach jagiellońskich, gdy w Rzeczpospolitej Obojga Narodów panował ustrój federacyjny, przetrwały w Polsce aż po kres wieku XX. Ciągłe oddziaływanie tamtych wzorów na polską myśl, a także praktykę polityczną dostrzegali nie tylko krajowi, ale również zagraniczni obserwatorzy polskiego życia społecznego i politycznego. Brytyjski historyk i dziennikarz, świadek polskiego Sierpnia, zauważył, że w ostatnich miesiącach 1981 roku „’Solidarność’ najbardziej przypominała polską demokrację szlachecką między XVI a XVIII wiekiem. Zjazdy regionalne były sejmikami, Zjazd – Sejmem… Polska demokracja szlachecka była czymś wyjątkowym w ówczesnej Europie. Prawo do oporu, poszanowanie wolności jednostki, idee ‘consensu’, wolność mowy i tolerancji religijnej sprawiły, że demokracja ta uzyskała miano ‘złotej wolności’. Wyprzedziła ona liberalną demokrację, która w późniejszych wiekach i szczęśliwszych krajach została rozszerzona na wszystkich obywateli, a nie tylko na szlachtę”6. Polska szlachta, wymuszając na kolejnych królach coraz to nowe przywileje, rozszerzała zakres własnego społeczeństwa obywatelskiego kosztem ograniczania kompetencji rządu centralnego (władzy królewskiej). Nie zamierzam oceniać tego procesu, ale warto podkreślić, że jego kierunek był w ówczesnej Europie unikatowy. Polska nie należała do owych „szczęśliwszych krajów”, o których wspomina Ash, nie tylko dlatego, że przestała istnieć, ale głównie na skutek egoizmu stanowego, który nie pozwalał jej podzielić się posiadaną wolnością z innymi: z mieszczaństwem, a przede wszystkim z najbardziej upośledzonym stanem – chłopami, bo groziłoby to upadkiem czy ograniczeniem ich własnych przywilejów. Warto natomiast pamiętać, że ograniczonymi przywilejami i swoistą autonomią cieszyły się w Rzeczpospolitej cztery tzw. grupy etniczno-prawne obejmujące znaczącą i liczebnie rosnącą część ludności Polski: Żydzi, Ormianie, Szkoci i Olędrzy7. Władza królewska gwarantowała im poszanowanie własnych obyczajów, samorząd i sądy (część podlegała sądom królewskim). Własne, bardzo rozwinięte instytucje życia społecznego, z samorządem i sądownictwem włącznie, posiadali mieszczanie, a cech rzemieślniczy czy kupiecki był swoistym wzorcem miejskiego „życia obywatelskiego”8. A zatem, jeżeli wolno pokusić się o luźną analogię, Rzeczpospolita szlachecka przypominała do pewnego stopnia starożytną republikę Aten: miała swoich pełnoprawnych obywateli stanowiących jej wspólnotę polityczną (koinonia politike), czyli szlachtę, miała wolnych, ale pozbawionych państwowych praw obywatelskich metojków (mieszczanie, w sporej części pochodzenia niemieckiego oraz statusowe grupy etniczne), no i miała swoich ‘niewolników’, czyli ubezwłasnowolnionych, pańszczyźnianych chłopów9. Ci ostatni stanowili 70% mieszkańców kraju. Z taką strukturą społeczną, jakże odległą od obowiązujących w Europie od stu lat idei oświecenia, trudno było przetrwać. Toteż Rzeczpospolita została w drugiej połowie XVIII w. zlikwidowana w drodze ‘politycznej dintojry’. Rozrywana na raty przez potężnych sąsiadów, zniknęła z mapy Europy w ostatniej dekadzie stulecia. I właśnie ów trwający bez mała 150 lat okres niewoli politycznej, zwany czasami rozbiorowymi, najsilniej oddziałał na psychikę Polaków i ukształtował ich wolę przetrwania oraz zdolność do samoorganizacji w najtrudniejszych nawet okolicznościach.

Czasy rozbiorowe

Warto uświadomić sobie, co dokładnie stało się z Polską po roku 1795. Wiadomo, że państwo i państwowość polska zostały unicestwione, a tym samym Polacy utracili wolność polityczną. Najbardziej boleśnie musiała to odczuć szlachta, bo ona tworzyła polską wspólnotę obywatelską, a najmniej dotkliwie chłopi, których los raczej się poprawił (w Galicji już po pierwszym rozbiorze w wyniku tzw. reform józefińskich). Ale konsekwencje rozbiorów były jeszcze głębsze niż utrata niepodległości politycznej. Podział kraju na trzy części, ich wcielenie do trzech różnych państw zaborczych, a zwłaszcza poddanie ludności polskiej trzem różnym systemom prawnym i instytucjonalnym spowodowało, że Polacy utracili nie tylko własne państwo, ale także, o czym już wspomniałem, własne społeczeństwo. Polskość czy swojskość, wobec obcości czy nawet wrogości nowego prawa i nowych instytucji, musiała ograniczyć się do sąsiedztwa lub, w najlepszym razie, do społeczności lokalnej. W okresach szczególnego ucisku poza obcą kontrolą pozostawiano Polakom tylko dwie instytucje: rodzinę i Kościół, który od czasu do czasu też zresztą podlegał represjom.

Skoro Polacy utracili własne społeczeństwo, to czy mogli w czasach rozbiorowych umacniać swoje społeczeństwo obywatelskie? Oto jest pytanie! Za chwile spróbujemy na nie odpowiedzieć, ale zacznijmy od innej ważnej konstatacji. Wielką, może największą stratą, którą ponieśli Polacy na skutek rozbiorów była utrata własnej sfery publicznej życia społecznego. Instytucje, urzędy, organizacje, stowarzyszenia społeczne, wreszcie dyskurs publiczny (nie mówiąc o ściśle politycznym), to wszystko albo zostało przejęte przez zaborców, albo znalazło się pod ich ścisłą kontrolą. Oficjalna działalność publiczna Polaków w instytucjach lub obszarach kontrolowanych przez okupantów była z reguły traktowana jako zdrada narodowa. Zatrata umiejętności uczestniczenia Polaków w życiu i w dyskursie publicznym, lub co najmniej jej poważne ograniczenie, przy równoczesnej utracie zaufania do instytucji publicznych (państwowych), stały się więc jednym z ważnych następstw czasu rozbiorów. Bezpośrednim natomiast skutkiem utraty własnej sfery publicznej był niebywały rozwój rozmaitych spisków i działań konspiracyjnych. Można powiedzieć, że osławione polskie liberum veto zostało zastąpione przez liberum conspiro. Oczywiście, spiskowała przede wszystkim szlachta, ale to przecież jej działania i zachowania były wzorcem do naśladowania dla reszty społeczeństwa. Z czasem konspiracja stała się specjalnością Polaków, którzy aż dwukrotnie w czasie ostatnich 150 lat potrafili utworzyć państwo podziemne: w czasie powstania styczniowego i podczas II wojny światowej (nie licząc, rzecz jasna, rozmaitych półjawnych czy nieformalnych ‘rządów’, rad lub komitetów narodowych tworzonych w czasie I wojny światowej). Wszystko to, z jednej strony oddalało Polaków od standardów normalnych działań w sferze publicznej, z drugiej jednak, było wielką szkołą nie tylko poświęcenia, patriotyzmu itp., ale także zrzeszania się i wspólnego podejmowania wysoce skomplikowanych działań zbiorowych. Można to wszystko niewątpliwie uznać za ważny przejaw istnienia czy też formowania się społeczeństwa obywatelskiego, ale z jednym istotnym zastrzeżeniem. Nabór do owych zrzeszeń nie odbywał się w drodze wolnego przystępowania, ale, ze zrozumiałych względów bezpieczeństwa, poprzez specjalną selekcję opartą na sieci osobistych znajomości. Nie było to więc zaufanie obywatelskie, wypływające z ogólnych więzi społecznych, ale zaufanie osobiste oparte o spersonalizowaną więź indywidualną, zakorzenioną w życiu prywatnym (ale nie koniecznie rodzinnym). I ta cecha działania zbiorowego utrwaliła się na dobre w polskim życiu społecznym.

W czasach rozbiorowych ukształtowała się jeszcze jedna bardzo ważna cecha społeczeństwa polskiego: wyjątkowe poczucie narodowe i wyjątkowa rola narodu w życiu zbiorowym. Utrata państwa i rozczłonkowanie społeczeństwa spowodowały, że na czoło wszystkich wartości społecznych wysunął się naród jako niepodlegająca partycji wspólnota wszystkich Polaków. Idea narodu jako braterskiej wspólnoty jednoczyła od dawna szlachtę, ale właśnie w dobie rozbiorowej upowszechniła się, dzięki ideologom i poetom, w szerszych kręgach mieszczaństwa, a w końcowym okresie niewoli także chłopstwa, i stała się najważniejszym elementem integracji podzielonego społeczeństwa. Polska idea narodu miała charakter nie tylko i nie tyle polityczny (jak to miało miejsce na Zachodzie), czy nawet kulturowy, co społeczny. Naród bowiem w swojej idei miał być zbiorowością ludzi równych, już nie tylko szlacheckiej, ale „polskiej braci”. Dlatego w tamtym czasie, a także później, największą popularnością cieszyły się partie narodowe, a nie klasowe. Z tych samych zresztą względów w Polsce nigdy nie zakorzenił się, jako ideologia, ani marksizm, ani liberalizm; oba bowiem były sprzeczne z ideologią narodową10. Ta cecha narodowej jedności i jednolitości społeczeństwa polskiego w niewielkim stopniu przyczyniała się (i przyczynia) do budowania społeczeństwa obywatelskiego (którego naturalnym środowiskiem jest raczej społeczność heterogeniczna), sprzyja natomiast polskiej demokracji i… konfrontacji (wszystkie polityczne demonstracje i kontrdemonstracje odbywają się pod biało-czerwoną flagą).

Jest rzeczą zrozumiałą, że zaborcy nie popierali rozwoju polskich zrzeszeń. Ale na niektóre musieli się godzić. Dotyczyło to zwłaszcza zrzeszeń naukowych, oświatowych, artystycznych, rolniczych i gimnastycznych (sportowych). Były to jednak dla władz zaborczych doświadczenia często negatywne, kończące się cofaniem zgody na działalność pod zarzutem działalności wywrotowej. Najlepszą ilustracją mogą tu być losy warszawskiego Towarzystwa Rolniczego utworzonego przez Andrzeja Zamoyskiego. Niezwykłym wyjątkiem była tylko Galicja po roku 1867, czyli ogłoszeniu przez Wiedeń liberalnej Konstytucji Grudniowej, i temu niezwykłemu zjawisku warto poświęcić kilka zdań na zakończenie uwag o Polsce rozbiorowej.

Konstytucja przekształciła scentralizowane cesarstwo austriackie w monarchię austro-węgierską, będącą praktycznie federacją krajów austriackich i węgierskich, którym równocześnie przyznano znaczną autonomię. Podstawowe instytucje polityczne zostały nadane Galicji, tak jak i innym krajom, przez konstytucję, ale ich obsadę pozostawiono w całości Polakom. Galicja miała swój „rząd krajowy” (tzw. Wydział Krajowy), na czele którego stał namiestnik (zawsze Polak), parlament, czyli sejm krajowy uchwalający galicyjski budżet, własną administrację i samorząd terytorialny (rady gminne i powiatowe). Ustrój samorządowy był w całości utworzony i nadzorowany przez sejm krajowy. Wszystkie ciała kolegialne wyłaniane były w drodze wyborów. Tylko do sejmu, obok wybranych posłów, wchodziła niewielka grupa tzw. wirylistów (osób piastujących stanowiska cieszące się szczególnym szacunkiem społecznym, głównie biskupów, rektorów). We wszystkich urzędach i instytucjach przywrócono język polski. Spolonizowano całą oświatę i sądownictwo, przywrócono wolność słowa i zrzeszania się. Na przełomie lat 60. i 70. XIX w. w Galicji wręcz wybuchło polskie społeczeństwo obywatelskie. Powstawały rozmaite organizacje samopomocowe, oświatowe, społeczne i kulturalne. Rozwinęła się na wielką skalę spółdzielczość: spożywcza, rolnicza, bankowa i in. Powstały setki polskich gazet oraz czasopism krajowych i lokalnych; np. w jednym tylko Jarosławiu, a więc mieście średniej wielkości, w końcu stulecia wychodziło aż jedenaście różnych tytułów prasowych.

Pod koniec wieku pojawiły się też w Galicji polskie partie polityczne. Pierwszą legalnie działającą partią było, założone w Rzeszowie w lipcu 1895 roku, Polskie Stronnictwo Ludowe. Zanotowano również niebywały rozkwit polskiej nauki. Największe znaczenie zyskała, założona przez profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, Akademia Umiejętności, powołująca w swoje szeregi uczonych ze wszystkich ziem polskich. Niebawem stała się ona powszechnie uznanym przedstawicielstwem nauki polskiej. Galicja tamtego czasu to w dziejach rozbiorowych Polski przypadek całkowicie odosobniony. Dobrze, że się zdarzył, bo bez niego społeczeństwo obywatelskie i II, i III Rzeczpospolitej byłoby o wiele uboższe11.

 1  2  3 


OPINIE
Slabe - slabe
2011-12-11 16:30:00
Bardzo slabiotkie :D

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010