Polityka
Spektakl władzy
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo, Polityka,
Dodano: 2011-06-09 21:22:02

Na początku oczyszczono część miasta z parkujących samochodów, ustawiono barierki, postawiono tablice w dwóch językach, na których można było przeczytać: „Punkt kontroli bezpieczeństwa, proszę przygotować dokumenty upoważniające do wejścia, wyjąć przedmioty metalowe, zastosować się do poleceń Biura Ochrony Rządu”. Czy wydawanie jakichkolwiek poleceń obywatelom znajduje się w kompetencjach BOR? Nie jest to przecież służba policyjna.

Potem władza zamknęła ulice w dużej części Warszawy i odcinała co jakiś czas od reszty miasta mieszkańców dużych zespołów mieszkaniowych. Przez dwa dni Warszawa stała się miastem stanu wyjątkowego. Ludzie spóźniali się do pracy, nie mogli o czasie wrócić do swoich domów, spędzali godziny w gigantycznych korkach, właściciele sklepów i restauracji stracili klientów i zarobki. Część miasta została więc oczyszczona z mieszkańców i Gość mógł przemieszczać się swobodnie po pustych ulicach pancernym samochodem zwanym nomen omen „bestią”. Nie było to oczywiście samotne auto, poruszało się bowiem w kolumnie ok. 30 samochodów z motocyklistami na czele. Skojarzyło mi się to z opisami wielotysięcznych orszaków tureckich sułtanów. W ten sposób władza pokazała, że ma władzę i może, jak jej się spodoba, sparaliżować nawet stolicę sporego kraju.

Od stuleci wiadomo, że władza lubi spektakle, zwykle jednak w spektaklu biorą udział dwie strony – aktorzy czyli politycy oraz publiczność – lud, społeczeństwo czy też naród, jak kto woli. Spektakl bez publiczności jest martwy. Mowa oczywiście o spektaklu na żywo, a nie o przekazie telewizyjnym, bo żeby obejrzeć Baracka Obamę w telewizji  nie musiał on przyjeżdżać do Warszawy. Mieszkańcy stolicy widzieli już wiele wizyt: papieża, prezydentów, sekretarzy i innych ważnych osobistości, ale zawsze przy takiej okazji witał ich na ulicach szpaler ludzi, a czcigodny gość mieszał się z tłumem ściskając wyciągnięte ręce, tak zresztą było przed kilku dniami kiedy Prezydent Obama odwiedzał Irlandię i Wielką Brytanię.

Nie wiem czy ten spektakl władzy dla władzy był pomysłem Gościa czy też gospodarzy. Jeżeli Gościa to widać ma wdrukowany stereotyp dzikiej i niebezpiecznej Europy Wschodniej, jeżeli gospodarzy to nasuwa się przypuszczenie o wasalnym do Gościa stosunku. W tym kontekście dość ironicznie zabrzmiał komentarz ministra Radosława Sikorskiego, że „Obama poczuł Polskę”. Amerykański prezydent spotkał się wprawdzie z przedstawicielami kombatantów i społeczności żydowskiej, ale to przecież nie cała Polska. Te wybiórcze, starannie wyreżyserowane spotkania jeszcze bardziej podkreślały alienację władzy.

Zastanawiająca, ale zabawna była transmitowana z Pałacu Prezydenckiego scena, w której przez kilka minut defilowali prezydenci 20 krajów goszczący równocześnie w Warszawie, witali się najpierw, co zrozumiałe, z gospodarzem Bronisławem Komorowskim, ale potem ściskali rękę Barackowi Obamie, składając mu rodzaj „wasalnego” hołdu, chociaż nie był gospodarzem, a tylko gościem.

Częścią spektaklu, w której główną rolę grał Barack Obama była XVII Konferencja Krajów Europy Środkowej, która zgromadziła, jak wspomniano, 20 prezydentów. Na długiej liście znalazły się państwa, które trudno nawet przy najlepszej woli zaliczyć do Środkowej Europy. Z pewnością nie należą do niej ani Włochy, ani Albania, ani Ukraina, ani nawet Niemcy itd. Dziwna to impreza, bo trudno znaleźć cechę łącząca te kraje nie mówiąc o interesach. Rozmawiano w tym gronie podobno o demokracji, temat to ogólny i wiecznie żywy, ale czy taka nic nieznacząca rozmowa warta jest poniesionych kosztów. Spektakl, który sobie urządziła władza ochraniany był, ponoć, przez 3000 policjantów i agentów specjalnych. Ile ta zabawa kosztowała, licząc zarówno koszty bezpośrednie jak i pośrednie, które musieli ponieść mieszkańcy Warszawy, nigdy się nie dowiemy.

Telewizja TVN transmitowała ten spektakl na żywo, w sumie przez kilka godzin. Trudno powiedzieć po co wydała tyle pieniędzy na filmowanie przejazdu wymarłymi ulicami długiej kolumny samochodów B. Obamy oraz sceny ściskania dłoni kombatantów i przedstawicieli organizacji żydowskich. Obraz szedł prawie bez dźwięku i właściwie bez komentarza. Dzień przed tym oglądałem dziennik drugiego programu francuskiej telewizji państwowej, w której relacja ze szczytu G8 w Deauville, wydarzenia bez porównania ważniejszego niż pobyt B. Obamy w Polsce, zajęła 3 minuty. Zainteresowanie polskiej prasy i tzw. „jedynki” we wszystkich sobotnich dziennikach było także wyrazem prowincjonalnego kompleksu. „Obciach i wiocha” jak to skomentował mój młody znajomy.

Po co Barack Obama przyjechał do Polski właściwie nie wiadomo. Przedstawiciele władzy mówią na okrągło, polityczną nowomową, nieco bardziej krytyczni są niektórzy dziennikarze. Celem wizyty były następujące sprawy: obecność kilkunastu żołnierzy na lotnisku w Łasku mających doszkalać polskich pilotów jest to drobna sprawa techniczna bez znaczenia, w dodatku w fazie dalszych dyskusji, aktualna dopiero w 2013 roku. Drugim tematem była ewentualna eksploatacja gazu łupkowego w Polsce przez amerykańskie firmy, ale Prezydent USA nie jest szefem tych firm i może najwyżej powiedzieć, że ten projekt popiera. Ma to niewiele większe znaczenie np. od opinii, że ktoś go nie popiera, ponieważ eksploatacja tego surowca jest na razie w fazie eksperymentalnej i nie są znane jego skutki dla środowiska. Fakt, że parlament francuski zakazał poszukiwań i eksploatacji tego gazu dają jednak do myślenia. Trzecim dyskutowanym problemem były wizy, stały temat rządowych spotkań polsko – amerykańskich. Prezydent USA oczywiście obiecał, że się sprawą zajmie. Wizy także nie są istotnym problemem, ponieważ jest to tylko jeden z etapów selekcji osób wpuszczanych do USA, drugi etap to decyzja amerykańskiego urzędnika przed wejście do samolotu, a trzeci oficera imigracyjnego na docelowym lotnisku. Szczególnie te ostatnie procedury są uciążliwe, trwają nieraz kilka godzin i są upokarzające. Zniesienie tylko jednego etapu kontroli jest w istocie mało istotne. Powinno raczej chodzić o likwidację wszelkiej kontroli na granicy, tak jak to udało się zrobić w tzw. „obszarze Schengen”. Ale takie rozwiązanie to w przypadku USA czysta fikcja.

Fascynacja części polskiej klasy politycznej Stanami Zjednoczonymi jest trudna do wyjaśnienia, ponieważ nadzieje związane z tym państwem są zupełnie nierealistyczne. Polska została przez władze amerykańskie „sprzedana” Józefowi Stalinowi, a w okresie zimnej wojny była jedynie kartą przetargową w grze z ZSRR, zaś po jego upadku zupełnie straciła na znaczeniu mimo, że kolejne polskie rządy „wprosiły” się do amerykańskiej wojennej awantury w Iraku i w Afganistanie. Polska w amerykańskiej geopolityce nie odgrywa niemal żadnej roli. Najważniejszym partnerem USA są Chiny, Japonia, a na końcu Unia Europejska, na której osłabienie, mniej lub bardziej skutecznie, w sytuacji globalnej konkurencji, grają Stany Zjednoczone. Trudno powiedzieć kiedy polscy politycy zrozumieją tę smutną dla nich prawdę nie wiadomo. Ciągle żyją w iluzjach to tarczy antyrakietowej, to jednej baterii nieuzbrojonych rakiet „patriot”, to kilkunastu żołnierzy na lotnisku w Łasku. Niestety nic nie znacząca, kurtuazyjna wizyta amerykańskiego Prezydenta umacnia ich w tych iluzjach. Trafny był komentarz Lecha Wałęsy, który odmówił udziału w tym spektaklu, stwierdzając, że mu „nie pasuje” i nie ma o czym z B. Obamą rozmawiać. Święta prawda.

Nie jestem przeciwko spektaklom władzy, ma ona do nich prawo, spektakle te mają także pewien sens społeczny, natomiast należy protestować kiedy dezorganizują życie codzienne setek tysięcy ludzi. Gdyby Prezydent Bronisław Komorowski liczył się z mieszkańcami Warszawy to by zaprosił B. Obamę do swojej rezydencji na Półwyspie Helskim, tak jak prezydent Lech Kaczyński G. Busha, który z lotniska w Gdańsku przeleciał helikopterem do Juraty tak więc mieszkańcy Trójmiasta nie odczuli żadnych uciążliwości. Poza tym koszty tej wizyty były znacznie mniejsze, a spektakl się odbył. Poza Juratą istnieją jeszcze Szymany, miejsce dobrze Amerykanom znane, trzeba by tam było poprawić nieco hotelową infrastrukturę, co może być przyszłościową inwestycją. Oby.

OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010