Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Śmiech prezydencki
TAGI: Deser, Waria,
Dodano: 2009-03-11 13:18:38

 

Śmiech prezydencki
 
 Śmiech może być różny - sardoniczny, ironiczny, zaraźliwy, powściągliwy, niepohamowany, śmiech przez łzy i śmiech głupi (no i czego się tak głupio śmiejesz, ty...) można się śmiać z kogoś, co nie jest sztuką i z siebie, co jest już najwyższą szkołą śmiechu. Śmiech może być z głowy i wtedy zawsze wiadomo z czego się śmiejemy, a może być z brzucha i wtedy nie wiadomo.
Każdy kto miał w ręku elektronicznego śmieszka, zabawkę, która nastawiona zaczyna rechotać - wie o czym mówię. Najpierw słucha się tego rechotu z dystansem, zastanawiając się co w tym śmiesznego, później, stopniowo, zaczyna się temu diabelstwu wtórować, jeszcze z samego gardła, ale za chwilę zaczyna się trząść brzuch, nawet gdy się go nie ma. I to już koniec. Można umrzeć ze śmiechu jeśli się elektronicznego gadżetu nie wyłączy. Aby wywołać śmiech z brzucha wystarczyć mogą zwyczajne łaskotki jeśli ktoś na nie wrażliwy - aby wywołać śmiech z głowy potrzebny jest z jednej strony dowcip z drugiej zaś poczucie humoru i na dodatek jedno do drugiego musi pasować.
Dowcip powinien być niewymuszony. Jeśli ktoś sili się na dowcip osiąga często skutek dokładnie odwrotny. Dlatego najśmieszniejsze są dowcipy mimowolne. Między dowcipem wymuszonym a mimowolnym jest jednak ta subtelna różnica, że z pierwszego śmieje się sam autor przy zażenowanym milczeniu słuchaczy, z drugiego zaś rżą słuchacze bywa, że ku konfuzji autora.
Radiowcy do dzisiaj, choć zdarzyło się to dawno temu, opowiadają o spikerze, który miał wygłosić kwestię, iż jakaś konferencja ma trwać trzy dni. Spikerowi jednak język skołowaciał i ludzie usłyszeli z głośników - konferencja mać trwa... o, przepraszam,...konferencja trwa mać..., o, najmocniej państwa przepraszam, konferencja skończy się za trzy dni - wybrnął wreszcie z opresji nieszczęsny spiker. Radiosłuchacze zaśmiewali się do łez, tylko spikerowi wcale nie było do śmiechu.
Znane są także inne wpadki radiowe, czyli właśnie mimowolne dowcipy. Jeden z nich, gdyby zdarzył się dzisiaj, mógłby mieć nawet poważne, polityczne konsekwencje. Oto w lokalnym koncercie życzeń grono parafianek zaadresowało do swego proboszcza życzenia, by znalazł dla nich więcej czasu, po czym zadedykowano wielebnemu piosenkę zaczynającą się od słów „przyjdź do mnie w taką noc”.
W tym przypadku skończyło się na śmiechu w skali zresztą dość ograniczonej, bo nie wszyscy skojarzyli mimowolną dwuznaczność kontekstu. Gorzej było gdy w ogólnopolskiej redakcji Polskiego Radia ustalono, że w dzień wizyty Breżniewa w Polsce ma być nadawana muzyka ludowa. Na początku puszczono piosenkę, owszem, ludową, ale jej refren brzmiał: i choć padało, choć było ślisko, to się przywlokło to świniorzysko. Ponieważ rzeczywiście padał wtedy śnieg i było ślisko aluzja była aż nadto czytelna.
To był klasyczny dowcip mimowolny - śmiała się cała Polska, tylko autorom dowcipu nie było do śmiechu. Podobnie zdarzyło na początku 1970 roku, gdy redakcji „Życia Warszawy” przytrafił się banalny tzw. czeski błąd i tekst referatu Gomułki ujrzał światło dzienne opatrzony na całą szerokość kolumny tytułem: O GOSPODRACE NARODOWEJ. Ów mimowolny dowcip był tak sugestywny, że tamtymi czasy ilekroć wystukiwałem na maszynie do pisania słowo „gospodarka”, tylekroć wyskakiwała mi „gospodraka”. Trudno się było odzwyczaić.
W każdym razie, nawet jeśli autorzy tych dowcipów nie mieli powodów do śmiechu, zaśmiewali się inni. Jaki to był śmiech? Ba! Wcześniejsze nasze rozróżnienie na śmiech z brzucha i śmiech z głowy znane było już starożytnym Grekom, jako śmiech homerycki i sardoniczny. Ten pierwszy, z brzucha, był śmiechem niepohamowanym - jak pisał sam Homer. Ten drugi, „z głowy”, śmiech sardoniczny nie był żywiołowy a może nawet nie był wcale wesoły? Pierwszy był dobroduszny i serdeczny, drugi złośliwy, wzgardliwy, nawet cyniczny. W czasach minionego ustroju dopracowaliśmy się swoistej syntezy obu tych śmiechów, śmiejąc się „z głowy” i „z brzucha” równocześnie. Z jednej strony bowiem był to śmiech odreagowujący, więc mógł być spontaniczny i niepohamowany, z drugiej zaś śmialiśmy się z NICH, więc mógł być złośliwy. 
No a dzisiaj? Jeśli pominąć śmiech prezydencki, bardzo zbliżony do rechotu jakoś nikomu śmiać  się nie chce. Pewnie dlatego, że teraz byłby to śmiech gogolowski. Jak to mówił Horodniczy w „Rewizorze”? Z kogo się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!
OPINIE
Zapraszamy do wyrażenia opinii.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010