i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-07-07 09:24:58
Jeżeli znowu pojedziesz do Rzym to radzę go tym razem oglądać z Jarosławem Iwaszkiewiczem, wrażliwość pisarza, jego estetyczna kultura, poszukiwanie piękna czyni z niego wspaniałego cicerone. Oto fragment z „Dzienników”: „Z rana tego dnia wyczytałem w moim przewodniku, że w małym kościółku Santa Maria Della Pace znajduje się mało znany fresk Rafaela Sybille (…) Kościół ten znajduje się tuż za Piazza Navona (…). Znowu widziałem żółte barwy piazza Navona w porannym oświetleniu. Zaraz za piazza Navona leżą razem splątane trzy stare kościoły szare i opuszczone”. Taki jest Rzym starannie zadbany, nowoczesny, metropolitalny i nagle trzy splątane, szare, opuszczone kościoły. Taki jest też Rzym w nocy pokazywany na wielu filmach w mrocznym kinie. „Ciemne ruiny akweduktów są jak szereg ciemnych olbrzymich postaci idących przez mroczniejące pole. Cyprysy przy grobowcu Cecylii Metelli wznoszą się smukłe w górę, są zupełnie czarne na tle mroczniejącego nieba. Tutaj stał zadumany Goethe, kiedyś bardzo dawno temu” – pisze Iwaszkiewicz.
Bo obok realnego Rzymu, opuszczonych kościołów, zaułków Zatybrza ludowych trattorii, gdzie jest prawdziwie włoska kuchnia, których nie ogląda większość przybyłych po to, aby zaśpiewać „sto lat” aktualnemu papieżowi, jest jeszcze Rzym literacki uwieczniony na kartach wielu książek, Rzym malarski na tysiącach obrazów i wreszcie Rzym filmowy. Miasto grało w setkach filmów utrwalając swój obraz w świadomości milionów ludzi na całym świecie. „Słodkie życie” Federico Felliniego z 1960 roku to jeden z kultowych filmów wielkiego reżysera i późniejszy „Fellini-Roma” z Anna Magnani w epizodycznej roli, w której gra samą siebie są swoistym hołdem dla miasta. Wspaniała scena kąpieli w Fontanna di Trevi Anity Ekberg i Marcello Mastroianniego należy do największych scen w historii kina. W moich wykładach z socjologii przestrzeni opowiadając o charyzmatycznych miejscach różnych miast pokazuję studentom Fontannę di Trevi, ale niestety prawie nikt nie rozumie znaczenia tego miejsca, bo nie oglądał „Słodkiego życia”.
Obok wspaniałego muzeum watykańskiego jest jeszcze wiele innych, które znasz zapewne, a wśród nich Villa Borghese i galeria Barberini. Oglądanie setek Rafaeli, Tycjanów, Caravaggiów, wszystkich tych stworzonych przez Włochów wspaniałości po jakimś czasie nieuchronnie nuży. Przed kolejnym obrazem nie stoimy już zachwyceni tak jak przed samotną „Damą z Łasiczką” w muzeum Czartoryskich w Krakowie. Iwaszkiewicz tak pisze o wizycie w Villa Borghese. „Dość obojętnie mijam malarstwo (…) Zastanawia mnie, nie tylko tym razem, portret Pauliny Borghese (siostry Napoleona) dłuta Canovy. Są to zresztą wrażenia nie czysto artystyczne. To wspaniałe nagie ciało oficjalnej damy jest dla mnie zawsze zagadką. Nie o to jednak chodzi. Zmysłowość tego kamienia odtwarzającego miękkość i piękno tego kobiecego ciała działa na mnie zawsze bezpośrednio choć nieartystycznie. Pociąg jaki mam do tego marmuru ma coś z perwersji”. Czyż to nie piękne? Podobne niezupełnie artystyczne wrażenia miałem kiedyś w Nasjonalgallersjet w Oslo, kiedy patrzyłem na Madonnę Edvarda Muncha i powracają one nawet teraz kiedy oglądam reprodukcję tego obrazu.
Rzym, w przeciwieństwie do Paryża czy Londynu, w swojej części historycznej jest miastem kompaktowym, jakby stworzonym dla flaneura, który może bez końca przemieszczać się ulicami mając w wyobraźni tysiące literackich, malarskich i filmowych skojarzeń.






