i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-01-12 13:19:58

Książka „Wałęsa. Droga do prawdy. Autobiografia”, która właśnie trafiła do księgarń, będzie potraktowana – bez względu na to, czy wbrew, czy zgodnie z wolą samego Lecha Wałęsy - jako jego riposta na książkę Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”, która narobiła niezłego zamieszania kilka miesięcy temu. Czy kiedyś uda się opowiedzieć rzetelną historię ruchu, od którego powstania rozpoczął się demontaż komunizmu w Polsce i Europie?
Specjaliści od marketingu politycznego (np. Eryk Mistewicz) przekonują, że dziś w polityce najbardziej zyskują ci, którzy opowiedzą najciekawszą historię. A to, czy jest ona prawdziwa, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Liderzy ruchu „Solidarności” opowiadają różne jego historie. Wszystkie jednostronne, a przez to wszystkie nieprawdziwe. Bywa, że wzajemnie sprzeczne.
Historia według Wałęsy
Swoją historię opowiada Lech Wałęsa. Jest ona bardzo krótka, prosta, trochę megalomańska: „ja walczyłem”, „ja zwyciężyłem”, „ja obaliłem komunizm”. A wszyscy inni albo przeszkadzali, albo tylko w niewielkim stopniu pomagali, bo nie byli tak odważni. Zwolennicy Wałęsy najczęściej machają na to ręką: owszem – przyznają – „Lechu” jest narcyzem, ale jego zasługi dla polskiej wolności są tak wielkie, że wiele mu się wybacza. A jednak – nie umniejszając roli Wałęsy - trzeba mu przypomnieć, że garstka przeciwników ustroju, pozbawiona wsparcia tłumów, mogła w PRL-u naprawdę niewiele, o czym świadczą przedsierpniowe dzieje opozycji.
Historia według „michnikowszczyzny”
Inną historię opowiada środowisko, które Rafał A. Ziemkiewicz nazwał w swej słynnej książce – od nazwiska jego głównego ideologa – „michnikowszczyzną”, a na które składają się działacze KOR i KSS KOR oraz niektórzy doradcy gdańskiego Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego w sierpniu 1980. Najważniejsi przedstawiciele tego środowiska to – oprócz Adama Michnika – nieżyjący już Jacek Kuroń i Bronisław Geremek.
„Michnikowszczyzna” kreuje mit ojców założycieli „Solidarności”, oczywiście obsadzając w tej roli siebie. Uważa, że strajkujący robotnicy nie byliby zdolni do sformowania wielkiego ruchu „Solidarności”, gdyby nie strategiczne myślenie KOR-owców i doradców MKS. Tezę tę obala Zbigniew Branach, znany dziennikarz specjalizujący się w literaturze faktu, w swej książce „Mit ojców założycieli. Agonia komunizmu rozpoczęła się w Gdańsku”. Autor przypomina, że środowisko KOR i doradców w sierpniu 1980 roku lansowało tezę, iż jedyna droga prowadzi nie przez tworzenie nowych, niezależnych związków zawodowych, lecz modyfikację już istniejących pod egidą CRZZ. Jednak zaraz po podpisaniu Porozumień Sierpniowych liderzy tego środowiska zaczęli głosić, że to oni byli „generałami” - bohaterami Sierpnia’80, a cała reszta jedynie „sierżantami”, którzy realizowali strategię KOR. To nieprawda – twierdzi Branach. Jeżeli ktoś inspirował strajkujących robotników, to były to w pierwszej kolejności Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża. A KOR starał się raczej neutralizować i zacierać rolę WZZ.
Obie te historie połączyła lustracja






