i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-08-18 13:54:52

Powstanie Warszawskie jeszcze trwa (to praesens historicus, czas teraźniejszy dawno przeszły), ale dyskusje na jego temat już się skończyły. Czy zresztą można tu mówić o dyskusjach, choćby takich, jakie wywołała ponad pół wieku temu książka Aleksandra Bocheńskiego? Pewne wątki nawiązujące do tez stawianych przez „Dzieje głupoty polskiej” pojawiły się, ale zdominowała je typowa dla lat ostatnich, polska pyskówka. Rok temu na uroczystościach z tej okazji jednych polityków fetowano owacjami, innych wygwizdywano, pojawiły się więc głosy, że polityków powinno nie być, aby nie prowokować żenujących scen. No, ale przecież absencja Prezydenta byłaby nie do pomyślenia. Jest to wszak jedna z nielicznych okazji, przy której może się on nasłuchać upragnionych oklasków. 2 października przypadnie rocznica klęski Powstania, nie sądzę aby ta rocznica obchodzona była tak, jak rocznica jego wybuchu. A powinna. Wtedy można byłoby się zastanowić nad bilansem tego heroicznego zrywu.
Ernest Skalski w portalu Studio Opinii napisał tekst piękny i mądry. Jeśli się jest późnym wnukiem powstańca, który zginął walcząc pod generałem Sowińskim na szańcach Woli, - pisze Skalski - to do powstań narodowych można mieć pozytywny stosunek. Jeśli się było matką powstańca zabitego na Woli w pierwszych dniach sierpnia '44, to niekoniecznie. Ale po 65 latach przeważają późne wnuki Powstania. Rodzice poległych już odeszli, podobnie jak znakomita większość powstańców, którym udało się przeżyć wojnę. Niewielka grupa żyjących jeszcze chłopców i dziewczyn z Powstania to staruszkowie, dla których te krwawe dwa miesiące są obecnie najwspanialszym momentem w ich długim życiu. To ich dzisiaj określa, wyznacza ich miejsce na świecie.
Autor tego tekstu pisze o emocjonalnych, indywidualnych odczuciach, a nie o politycznych przyczynach i skutkach. O nich pisał m.in. Zdzisław Krasnodębski w „Rzeczpospolitej”. Jego tekst jest obrzydliwy, PiS-owsko obślizgły. W subkulturę PIS-u wpisane zostały: optyka paranoiczna i metoda insynuacyjnych niedopowiedzeń. Tekst Krasnodębskiego jest im podporządkowany.
Krasnodębski w swoim tekście zgłasza hipotezę interesującą, wartą przemyślenia i dyskusji. Twierdzi mianowicie, że (to nie są słowa Krasnodębskiego, ale myśl chyba z jego myślą zbieżna), dzięki doświadczeniu Powstania Stalin doszedł do wniosku, że komunizm pasuje do Polski, jak siodło do krowy. Myślę, że jest coś, nad czym zastanowić się warto, w przypuszczeniu, że względny zakres wolności, którym cieszyła się Polska jako najweselszy obóz w komunistycznym baraku, zawdzięczamy Powstaniu Warszawskiemu. Ale Krasnodębski dyskusję taką uniemożliwia insynuując, że każdy, kto akcent stawia na koszta Powstania jest sowieckim agentem, a w każdym razie, przynajmniej mentalnym, kryptokomunistą.
Prof. Jan Ciechanowski, autor dzieła „Powstanie Warszawskie”, sam, jako kilkunastoletni chłopiec, będąc uczestnikiem Powstania, w którym był ranny, dwukrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, pisze, że Powstanie było heroicznym doświadczeniem mieszkańców Warszawy, skazanym na nie przez zbrodniczą głupotę jego przywódców. Czy taki Krasnodębski, ma prawo zarzucać mu, choćby tylko mentalny, krypto komunizm? O ile mi wiadomo, Krasnodębski nie brał udziału w Powstaniu, jego bohaterskie czyny w walce z komunizmem także nie są mi znane.






