Refleksje nad Zakopanem
TAGI: Deser, Waria,
Dodano: 2010-02-15 10:31:07

Pierwszy raz w Zakopanem byłem w początkach lat pięćdziesiątych z nieżyjącym już moim kuzynem Przemkiem. Pokręciliśmy się po mieście, które wyszło nietknięte z wojny i zachowało dawne przedwojenne klimaty. Było to miejsce kultowe stworzone przez artystów malarzy, architektów, kompozytorów i pisarzy, żeby wspomnieć Mieczysława Karłowicza, Władysława Orkana, Karola Szymanowskiego i Stanisława Witkiewicza, który pochodził z Litwy, a stworzył w architekturze styl zakopiański.

Potem poszliśmy do Doliny Kościeliskiej na nocleg w schronisku na „Ornaku”. Spaliśmy w sali wieloosobowej, gdzie byliśmy świadkami pozornie dramatycznej sceny. W pewnym momencie wkroczył do Sali WOP, czyli straż graniczna, która kogoś poszukiwała. Po wejściu żołnierzy jeden z turystów dramatycznym głosem powiedział: „wszystko przepadło”. Funkcjonariusze WOP rzucili się w jego kierunku, zaś on spokojnie wyciągnął legitymacje wysokiego oficera tejże straży granicznej. Był na urlopie i zadrwił sobie z nadgorliwych kolegów. Pamiętam z tego pobytu pustkę na szlakach, nieskazitelnie biały śnieg i ciszę.

W Zakopanem bywałem w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, obserwując inwestycyjną działalność władz PRL, które kazały budować pudełkowate bloki niszczące tatrzańskie pejzaże, industrializować miejscowość zgodnie z hasłem: „przemysł jedynym czynnikiem miastotwórczym”, wstawiać quasi modernistyczne wczasowiska dla pracowników prominentnych urzędów i zakładów pracy. Mimo różnych „Halnych”, „Rzemieślników”, „Telimen” , mimo całej tej stylistycznie obcej, pokracznej i tandetnej architektury, Zakopane utrzymywało z grubsza swój charakter. Potem wybudowano hotel „Orbis - Kasprowy” gigantyczny budynek obce ciało na łagodnych stokach opodal Gubałówki. Hotel w zamyśle miał gościć zagranicznych, dewizowych turystów, a w rzeczywistości był metą prywaciarzy, cinkciarzy oraz esbeków, którzy pilnowali tego całego towarzystwa. Uprzedzając wydarzenia, mimo transformacji i zmiany nazwy na „Mercure – Kasprowy”, i przejęcia hotelu przez francuską grupę „Accor”, obiekt zachował swój dawny charakter. No cóż „genius loci”. Spotyka się w nim głównie ogolone głowy i tzw. „karki” oraz damy w strojach złoto srebrno brylantowych. Elegancja, ale niestety nie Francja.

Ostateczny jednak cios spotkał Zakopane w okresie transformacji. Zniknęły kultowe lokale, takie jak „Gong”, w „Poraju”, który odrodził się na chwilę, zamiast smażonych rydzów, kanapek z bryndzą i innych tradycyjnych potraw, serwują kurczaki i pizzę. Równie kultową kawiarnię hotelu „Giewont” zamieniono na KFC. Krupówki to kakafonia szyldów, substandardowe sklepy z kiepskiej jakości towarem i pseudo regionalnym badziewiem na pełnych kiczu sklepowych wystawach.

Tradycyjnego, znanego już przed wojną „misia”, z którym niektórzy turyści lubią się fotografować, zastąpiły bałwany - pokemony. W połowie ulicy fałszywy „św. Mikołaj” pasie renifery. Renifery na Podhalu!!! Nie ma już legendarnego „Kmicica”, gdzie trzeba było swoje odstać żeby napić się chyba najlepszej w PRL kawy. I wszędzie byle jak sklecone budy, stragany ze straszliwym badziewiem. Najgorzej jest na Krupówkach, pod skocznią i przy stacji kolei na Gubałówkę. Ktoś to musi kupować, ale kto? Nowobogaccy Rosjanie, Ukraińcy, Polacy?

Twórczość architektoniczna to dopiero groza i horror. Handlarskie budy można zlikwidować, tzw. kupców przepędzić, ale to co zostało wybudowane zostanie. W Zakopanem buduje się zgodnie z wyobrażeniem o luksusie i guście Polaków. Ale nie wszystkich na szczęście. Budowle nawiązują do „stylu alpejskiego” albo „zakopiańskiego”, ale są ich karykaturą, dachy i daszki wielokrotnie łamane, wieżyczki, świetliki, wstawki drewniane. Wszystko drogie, skomplikowane i udziwnione. Stanisław Witkiewicz przewraca się w grobie. Szczytem wszystkiego jest dzieło znanej zakopiańskiej firmy „Trip”, która wybudowała góralsko – alpejski – neorenesansowy gmach z kolumnową fasadą i zamkowymi wieżyczkami. Wnętrze, podobnie jak należącego do tej samej firmy hotelu „Litwor”, to arcydzieło kiczu. W tym ostatnim budynku drewniany strop zdobią przyczepione do niego, chyba koniakowskie, koronki. Na stołach dziergane serwetki prosto z salonu pani Dulskiej. Uff.

Infrastruktura transportowa miasta staje się powoli niewydolna, na skrzyżowaniach i rondach tworzą się korki, żeby wyjechać z parkingu i wciąć się w sznur samochodów trzeba nieraz czekać kilka minut. Miasto tonie w spalinach, a przy niżu powstaje smog.

Znany narciarz – Andrzej Bachleda – proponuje w „Przekroju” (9 luty 2010) organizację olimpiady w Zakopanem i w słowackich Tatrach. Wymaga to – jego zdaniem – budowy tunelu pod Tatrami i udostępnienia polskich gór dla narciarzy: Krokwi, nowych tras na Kasprowym, Tatr zachodnich itd. Pomysł jak pomysł, ale główną przeszkodą w tych zamiarach nie będzie opór dyrekcji Tatrzańskiego Parku Narodowego, która wypędza z gór narciarzy i turystów, bo robią tylko kłopot i płoszą świstaki, ale tandetna brzydota Zakopanego. Przedstawiciele MKOl po spacerze Krupówkami uciekną i już nigdy nie wrócą. Zawody sportowe, a także wypoczynkowy pobyt wymaga nie tylko piękna naturalnego krajobrazu, ale także urody i harmonii zagospodarowanej publicznej przestrzeni.

Krajobraz kulturowy Zakopanego był niszczony przez większość okresu PRL, ale zmasakrowany został dopiero w okresie transformacji, nie przez władze, ale samych mieszkańców tego miejsca.

OPINIE
bp1840 - Refleksje nad Zakopanem
2010-02-25 10:25:57
Cóż, sama prawda. Dodać tylko można z żalem, że opisany proces zaczyna dotykać także inne miasta, np. Krynicę. Pytanie, czy potrafimy jednak zachować ten specyficzny klimat? Jeśli się to nie uda, to pewnie część turystów ucieknie za granicę (zwłaszcza, że ceny się wyrównują). Więc sprawa dotyczy nie tylko doznań estetycznych, ale też przyszłości tych miejsc.

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010