Prezydent swojego brata
TAGI: Deser, Waria,
Dodano: 2009-02-11 12:46:20

Prezydent miał jeszcze jedną okazję, by wykazać się stronniczością – i z tej okazji skwapliwie skorzystał. Po hałaśliwej i – jak zwykle z ekonomicznego punktu widzenia niekompetentnej – interwencji Jarosława Kaczyńskiego w sprawie „dziury budżetowej”, brat-Prezydent pospieszył z pomocą. Zapowiedział, że zwróci się do Najwyższej Izby Kontroli o wyjaśnienie, co się stało z budżetowymi pieniędzmi, których zabrakło w grudniu w pełnej wysokości dla paru resortów.
Pominę już talenty ekonomiczne Jarosława Kaczyńskiego, któremu myli się budżet na rok bieżący z nieprzekazanymi resortom w całości środkami na 2008r. Nie o niego bowiem tutaj idzie, lecz o widoczną dla wszystkich braterską koordynację działań Prezesa PiS i Prezydenta RP. Widoczna jest jednak nie tylko koordynacja braterskich działań, ale także i jej kompromitująca nieudolność.
Tak jak Jarosław Kaczyński swoimi oskarżeniami i pomówieniami zraził do siebie i do PiS niemal wszystkich z wyjątkiem najwierniejszych zawistnych nieudaczników, tak brat-Prezydent nie tylko zapomina kim jest (teoretycznie: Prezydentem wszystkich Polaków), ale także kim był...
Nie wiem jak jest z pamięcią Lecha Kaczyńskiego, ale inni pamiętają, że był on w swoim czasie prezesem NIK. I nawet jeśli sam wniósł do tej (skądinąd mało kompetentnej) instytucji, niewiele, to przynajmniej powinien pamiętać, że NIK z urzędu bada zgodność wykonania budżetu przyjętą ustawą budżetową. Tak więc, odpowiedzi na powyższe pytanie otrzymałby i bez wezwania NIK do jakichś szczególnych działań w tej sprawie.
Można zrozumieć, że jego wystąpienie miało na celu udzielenie widocznego wsparcia bratu-Prezesowi. Ale nawet charakterystyczne dla braci-bliźniaków zacietrzewienie nie powinno pozbawiać Prezydenta zdolności rozumienia sytuacji. Lech Kaczyński powinien mieć świadomość, że nawet jeśli on sam pominie kwestię swojej prezesury w NIK i wynikającej stąd wiedzy o tym, co NIK regularnie robi w sprawach kontroli budżetu państwa, to jego przeciwnicy polityczni mu to przypomną.
I tu właśnie zaczynają się problemy z prezydenturą Lecha Kaczyńskiego. Bowiem kompromitująco nieudolne działania wydają się być „znakiem firmowym” tej prezydentury. I to niezależnie od obszaru aktywności obecnego Prezydenta. Czy to będzie gospodarka, czy polityka zagraniczna działania dają podobne efekty.
Prezydent, np. w sprawie euro, straszy obywateli jakimiś okropnymi konsekwencjami, używając argumentów wyssanych z palca, które nie mają żadnych analitycznych podstaw. A w sprawach polityki zagranicznej co chwila niemalże wplątuje Polskę w jakieś potencjalnie uciążliwe sytuacje (włącznie z „podejmowaniem walki” i mało roztropnymi przejażdżkami po terenach, gdzie jeszcze tlą się zarzewia nie zakończonego konfliktu.
Gdyby jedne i drugie działania, szkodliwe dla kraju, przynosiły przynajmniej korzyści bratu i jego potakiwaczom, to można by mówić marszu do partyjnego sukcesu, za który zapłaci Polska. Ale jak nazwać sytuację, w której szkodliwe dla kraju sytuacje przynoszą kierowanej przez brata-Prezesa partii więcej szkód niż korzyści (co wynika jednoznacznie z sondaży)?...

OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010