Polityka
Prawdziwy koniec „arabskiej wiosny”
TAGI: Kuchnia intelektualna, Polityka,
Dodano: 2011-11-26 14:33:34

Na zakończenie szczytu G20, który odbył się ostatnio w Cannes, Barack Obama i Nicolas Sarkozy w wywiadzie dla dwóch stacji telewizji francuskiej wyrazili przy okazji zadowolenie z „operacji libijskiej” i satysfakcję, że żaden żołnierz NATO nie zginął. O masakrze Libijczyków, do której naloty zachodniej koalicji niewątpliwie się przyczyniły nie wspomniano.

Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy co naprawdę skłoniło Nicolasa Sarkozy do wystąpienia z inicjatywą interwencji i namówienie do niej Davida Camerona, i przywódców kilku innych państw. Niektórzy komentatorzy sugerowali, że prezydentowi Francji chodziło o poprawienie swojej słabnącej pozycji przed wyborami w 2012 roku. „Wygrana wojna” dodaje wszak, przynajmniej w niektórych kręgach, prestiżu. Popularność Margaret Thatcher wzrosła niepomiernie po wygranej bitwie o Falklandy.

Okrutny charakter reżimu Moummara Kadhafiego był od dawna dobrze znany, mimo tego był on w ostatnich latach przyjmowany na europejskich salonach, a niektórzy zachodni przywódcy traktowali go jak przyjaciela. Krwawe tłumienie libijskiej rebelii wzburzyło opinię publiczną w wielu europejskich krajach, ale oburzenie jest wcale nie mniejsze kiedy Bachar al-Assad równie okrutnie tłumi syryjską rewoltę. Assad był też przyjacielem Zachodu, a szczególnie prezydenta N. Sarkozy, który przyjmował go z wszelkimi honorami, łącznie z zaproszeniem na trybunę honorową z okazji święta 14 lipca. W jednym z ostatnich numerów „Le Nouvel Observateur” (27.10 – 2.11) ukazał się obszerny artykuł o historii przyjaźni francusko – syryjskiej. Rzeź w Ruandzie przed kilku laty także nie wywołała zmasowanej interwencji NATO. Przyczyny operacji libijskiej nie są więc do końca jasne, a w warstwie ekonomicznej nawet kontr produktywne, koszty operacji i zakłócenia w dostawie ropy.
Rewolta libijska była kolejnym zrywem społeczeństw arabskich na południowych wybrzeżach i w okolicach Morza Śródziemnego: Tunezja, Egipt, Jemen, Bahrajn i wreszcie Libia. „Ulica” wystąpiła przeciwko dyktatorom łupiącym bogactwa kraju i prześladującym okrutnie własne społeczeństwo. Na ulicach padały hasła domagające się wolności, demokracji, pracy… Zachwycony Zachód mniej lub bardziej szczerze kibicował tym masowych ruchom społecznym. Mówiono o „wiośnie ludów”, porównywano je do ruchu „Solidarności” w Polsce. Komentatorzy wydarzeń byli pełni optymizmu i przewidywali w prawie wszystkich tych krajach szybki marsz w kierunku demokracji, podkreślając, że arabska młodzież jest prozachodnia i odwraca się od islamskich tradycji.

Tunezyjczycy poradzili sobie sami chociaż Francja niemal do końca kibicowała obalonemu dyktatorowi Ben Alemu, Egipcjanie obalili prezydenta Hosni Mubaraka. Libijczykom szło znacznie gorzej i bez pomocy Zachodu nie udałoby się im pozbyć Kadhafiego.

Po paru miesiącach, kiedy już opadł kurz bitewny, powoli okazuje się jak jest naprawdę. W Tunezji  pierwsze wybory wygrywają islamiści. Nikt nie wie dokładnie jakie mają zamiary. „Czy naprawdę reprezentują post islamski i post ideologiczny Bliski Wschód – jak chcą eksperci z ‘New York Times’” – zapytuje nieco ironicznie Jean Daniel w cytowanym numerze „Le Nouvel Observateur”. Ci i inni eksperci widzieliby Tunezję, Egipt, Libię jako państwa ukształtowane na wzór turecki. Ale jaki wzór – czy ten zaproponowany przez Kemala Attatürka czy ten Tayyipa Erdogana, który coraz bardziej zmierza w kierunku państwa islamskiego? Czy można pogodzić demokrację i nowoczesność z islamem pytają sceptycy? Islam „nowoczesny” to oksymoron zauważa J. Daniel, ponieważ istnieje sprzeczność między tymi dwoma słowami. Na razie przywódca tunezyjskich islamistów Rachid Ghannouchi uspokaja, że nie każe nosić burek kobietom na plaży. Ale jak długo? Egipt nadal pozostaje zagadką chociaż zwycięstwo wyborcze Braci Muzułmańskich jest prawdopodobne, powtarzające się masakry Koptów nie wróżą nic dobrego, a ostatnio ulica znowu wystąpiła przeciwko generałom, którzy zawiedli nadzieje. Bardziej jasna sytuacja wydaje się być w Libii. Przewodniczący Tymczasowej Rady Narodowej – Mustapha Abdeljalil oświadczył: „Jako kraj islamski przyjmujemy szariat (prawo islamskie oparte o przykazania świętej księgi Koranu), jako prawo podstawowe i każde inne prawo sprzeczne z szariatem jest nielegalne”1. Póki co zakazano rozwodów i wprowadzono wielożeństwo. Pomijając niestabilną sytuację, walki plemienne, tysiące niezorganizowanych ludzi pod bronią oraz podobno silne wpływy Al-Kaidy, przyszłość Libii rysuje się w ciemnych barwach.

Kraje tzw. „arabskiej wiosny ludów” żyły przez dwa pokolenia w kleszczach okrutnych dyktatur. Jedyną ucieczką był dla ludzi poddanych opresji islam, który dawał nadzieję powrotu do mitycznego niegdysiejszego raju. Meczety były jedynymi instytucjami względnie niezależnymi od formalnie laickich dyktatur. Immamowie nauczali wiary i kształtowali obyczaje młodych pokoleń. Owszem istniał także wpływ telewizji i Internetu, ale dotyczył on zewnętrznej sfery codziennego życia, technicznych gadżetów. Sytuacja była, przy wszystkich różnicach, nieco podobna do tej w PRL, gdzie rodzina i kościół katolicki były jedynymi instytucjami niezależnymi od autorytarnego państwa. Ta ucieczka do kościoła była potem jedną z przyczyn, że dziś w Polsce laicyzacja postępuje z oporami i trudno mówić o rozdziale kościoła od państwa.

Zamiast modernizujących się państw demokratycznych, na co liczono, będziemy mieli w sąsiedztwie Europy zbiór krajów islamskich rządzonych przez archaiczne zasady, nie respektujących praw człowieka, skrajnie nietolerancyjnych, zwalczających wartości Zachodu i nienawidzących państwa Izrael. Czy oto chodziło w libijskiej krucjacie? Z pewnością nie. Ale bieg wypadków można było chyba przewidzieć. Jest rzeczą zadziwiającą, że politycy podejmują decyzję, których skutki są często katastrofalne. Z najnowszych przykładów można wymienić interwencję w Iraku i w Afganistanie. Niestety politycy mają często wsparcie w fałszywych informacjach, w mających swoje interesy własnych służbach wywiadowczych i w usłużnych ekspertach.


1„Le Nouvel Observateur” 27.10-3.11. 2011.

OPINIE
Mateusz Głubisz - bliski wschód
2012-01-08 21:50:44
otóż niektórym państwo udało się obalić ówczesne reżimy czy też prezydentury, nie jest jednak tak pewne czy przyszłość na Bliskim Wschodzie będzie usłana różami. Jedna iskra potrafi rozpalić nowy konflikt. W niektórych krajach a mianowicie pośród sąsiadów wzrasta antyizraelskie nastawienie, żaden mur nie powstrzyma tego konfliktu.

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010