Pozostawmy ich psychiatrom
TAGI: Przystawki, Kartki z notesu,
Dodano: 2011-01-02 19:03:42

Środa, 29 grudnia 2010 roku, w TVN24 Justyna Pochanke rozmawia z dwoma pilotami o katastrofie pod Smoleńskiem. Dość niezwykła to rozmowa. Żadnej paranoi i żadnej polityki. Suche fakty, które układają się w schemat logiczny i szczelny. Czwartek, 30 grudnia 2010 roku, w tymże TVN24 Monika Olejnik rozmawia z ministrem Millerem, który przewodniczy polskiej komisji do  spraw badania przyczyn katastrofy. Minister mówi, że Polska jest krajem cywilizowanym, w którym waży się słowa i oskarżenia, poddając opinie przewodowi dowodowemu faktów. Nie cytuję, ale streszczam myśl, jak sądzę – wiernie. Słuchając myślę – niestety nie wszyscy są jak widać obywatelami tego samego, cywilizowanego państwa.

Obaj piloci w rozmowie poprzedniego dnia ograniczali się wyłącznie do sfery techniczno – logistycznej odmawiając odpowiedzi na pytania, które zmuszałyby ich do wejścia na grząski grunt rozważań psychologiczno-politycznych. Z jednym tylko wyjątkiem. Jako wojskowi, wyżsi oficerowie, stwierdzają, że obecność w kokpicie Dowódcy Sił Powietrznych musiała zakłócić proces wykonywania zadania. Jestem tylko porucznikiem rezerwy, piechoty na dodatek, ale jest to dla mnie oczywiste.

W relacji ministra pojawiają się szczeliny tego, co niewiadome, nawet jeśli domyślnie oczywiste. Muszą się pojawić, jeśli polska komisja analizuje także tę sferę, której badać nie mogą Rosjanie, a która była być może ważniejsza od bałaganu i popłochu w wieży na lotnisku, czy w Moskwie, z którą kontrolerzy konsultowali co robić w zaistniałej sytuacji, w której zakaz lądowania wydany polskiemu prezydentowi może być transformowany na polityczny, międzynarodowy skandal, a zezwolenie może zaowocować tym, czym zaowocowało – katastrofą. O jaką sferę chodzi?

To przecież oczywiste. I wbrew pozorom rzecz nie w tym, co się po PIS-owskiej stronie podnosi, że były dwie uroczystości i dwie delegacje a mogła być jedna. To jest zupełnie bez znaczenia. Czy obaj panowie – Kaczyński i Tusk lecieliby razem i razem szczęśliwie wylądowali a może razem nieszczęśliwie zginęli? Zostawmy te spekulacje. Ale nie można bez analizy zostawić niekompetencji tych, którzy byli tego lotu gospodarzami oraz nie zastanowić się nad wpływem politycznych konfliktów na tryb przygotowywania tej wizyty. W tym zakresie, i właściwie tylko w tym, nie wiemy wszystkiego a powinniśmy wiedzieć. I wcale nie dlatego, że tak ważna jest prawda. Ona wcale nie jest ważna. Można ją śmiało zostawić przyszłym historykom, autorom powieści sensacyjnych, psychologom, bywalcom kawiarni. Wiedza ta jest istotna z przyczyn czysto pragmatycznych.

W państwie polskim upartyjnione jest wszystko – uściślam: upartyjnione jest wszystko, co jest państwowe. Prezesów spółek państwowych mianują partie, które zdobywając władzę, lub uczestnicząc w zdobytej władzy, osiągają moc mianowania. Mianowani, partyjni prezesi, mianują wszystkich poniżej, bywa, że do sprzątaczki włącznie. Wszystko to może być partyjnym łupem – i bywa nim. O tym, kto zasiądzie w Trybunale Konstytucyjnym nie decydują kompetencje, ale koneksje (polityczne, czyli partyjne), fotele prezesów tych czy innych sądów, fotele szefów poszczególnych prokuratur też obsadzają partyjne konwentykle. Prezydenci miast, burmistrzowie, marszałkowie wojewódzcy, formalnie wybierani przez obywateli, w większości przypadków są partyjnymi nominatami. O cywil service, apolitycznej czyli apartyjnej biurokracji, przestało się już nawet dyskutować. Urząd Prezydenta Rzeczpospolitej, w czym niechlubna zasługa Lecha Kaczyńskiego, też stał się łupem partyjnym. Obawiam się, że aktualny prezydent z upartyjnieniem swego urzędu przez swego, tragicznie zmarłego poprzednika, łatwo się nie upora. Nie wiem zresztą czy ma taki zamiar.

To prawda, że trudno przypuszczać, aby katastrofa dwóch bliźniaków w polityce kiedykolwiek w przyszłości mogła nam się jeszcze zdarzyć, ale system musi być odporny zarówno na sytuacje bliskie owemu „melduję wykonanie zadania”, jak i biegunowo odmienne układy zmuszające do partyjnych kolaboracji - kohabitacji. Siła tej odporności musi być wprost proporcjonalna do stopnia upartyjnienia państwa.

Co było bezpośrednią przyczyną katastrofy TU-154 pod Smoleńskiem wiemy wszyscy i tylko paranoicy albo cynicy mogą tu mnożyć znaki zapytania. Natomiast co doprowadziło do sytuacji, w której katastrofa ta zdarzyć się mogła, tego do końca nie wiemy, wciąż pozostaje to w sferze, choćby nawet bliskich pewności, ale wciąż podejrzeń. A chodzi o to, aby w przyszłości, w której może się przecież zdarzyć w naszym upartyjnionym świecie, że prezydent będzie z innej niż premier i rząd opcji partyjnej, nie mogło być rywalizacji o prestiż. Aby żaden generał nie mógł zmuszać dowódcę samolotu, aby wystartował, co ponoć miało w tym przypadku miejsce i aby nie wchodził do kabiny pilotów. Aby żaden polityk nawet najwyższej w państwie rangi nie ośmielił się w podobnej sytuacji (casus gruziński) zadać pytania kto ma prawo wydawać decyzje. Aby ci, którzy przygotowują wizytę byli kompetentni, aby piloci byli dobrze szkoleni i tak dalej. Lekcja odpowiedzi na te i wiele jeszcze innych pytań powinna być przeprowadzona do końca, ale – zauważmy – Rosjanie nie mają tu nic do roboty. Musimy ją przeprowadzić sami i przesłanki do wniosków są w Polsce, głównie w Warszawie a nie w Smoleńsku.

Tych zaś, którzy chcą badać czy nie był to zamach (czyj? Rosjan? Tuska?) pozostawmy psychiatrom, nawet wtedy gdy są prawnikami – i przestańmy się nimi zajmować.

OPINIE
Michał Janusz - Gdyby lecieli razem...
2011-01-10 18:18:17
Szaleństwem i głupotą było wsadzenie na pokład samolotu tyle ważnych postaci w polskim państwie. A co by było, gdyby poleciała jedna delegacja? Tusk razem z Kaczyńskim? Czy PiS-owcy byliby wtedy zadowoleni? Też twierdziliby, że to zamach? Nie mieliby zbyt wielu argumentów. Gadanie o zamachu jest po prostu niedorzeczne i po raz kolejny uświadamia inne kraje, że Polsce daleko do Zachodu...
Karolina Kuta - Karolina Kuta polska rzeczywistość-szukanie winnych
2011-01-19 20:35:44
Upartyjnienie i apolityczność... obecnie znajduję się w niekomfortowej sytuacji, po przestudiowaniu raportu MAK-u, gdzie przeczytałam, zacytuję "Z przekonaniem oświadczam, że wszystkie okoliczności i przyczyny katastrofy zostaną ustalone w sposób obiektywny i jawny. Dla realizacji postanowień Konwencji o niezawisłości dochodzenia ważne jest to, by dochodzenie prowadziła właśnie organizacja międzynarodowa (...) Nie ma jakichkolwiek nieporozumień natury profesjonalnej i prawnej".
Mateusz Stopa - Gdzie Polaków dwóch tam trzy opinie
2011-01-27 10:36:50
Mieliśmy być pokoleniem JP II, miłujących się wzajemnie oświeconych obywateli, osieroconych przez Ojca, po katharsis wojny polsko-polskiej, której zwieńczeniem była smoleńska tragedia. Uszlachetnionymi w cierpieniu narodowym uzdrowicielami Europy.
Jesteśmy... normalni, zwyczajni, szarzy i przeciętni. Skłóceni, rozpolitykowani, zacietrzewieni i zapomniani przez Europę, która żyje zupełnie innymi sprawami. Tylko w ogromnym zdziwieniu obserwują nas, gdy tak przecież zjednoczeni w żałobie smoleńskiej planujemy co najmniej trzy celebry. Gdyby to jeszcze u siebie. Problem w tym, że wywozimy to za granicę.
Kamil Koperwas -
2011-03-10 14:11:03
Jak na nasz kochany, bogaty w rzeszę intelektualnych inaczej polityków kraj przystało, nie możemy pozostać bez chociażby dnia milczenia na temat katastrofy Smoleńskiej. Nie rozumiem, czy oni nie widzą, że robią z nas pośmiewisko? Otóż jestem pewien, że widzą, lecz ciągnął to dalej, nie przejmują się tym, że się za nich wstydzimy. W wiadomościach na każdym kanale telewizyjnym nie można opędzić

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010