Polityka
Polityka kadrowa
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo, Gospodarka, Polityka,
Dodano: 2008-10-17 10:24:37
Casus Lecha Wałęsy

Kłopoty z doborem kadr miał także Lech Wałęsa w czasach swojej prezydentury. Wynikały one z wielu przyczyn, ale przyczyna intelektualna wydawała się najważniejsza. Wałęsa, jako robotniczy lider strajku w stoczni, nie miał żadnych problemów z komunikowaniem się z doradcami, wśród których byli najwybitniejsi polscy (i nie tylko polscy) intelektualiści. Sytuacja zmieniła się radykalnie, gdy znalazł się w Belwederze. Przyczyna? Zmienił się status obu komunikujących się stron, dystans między nimi i treść wzajemnych relacji.
Wałęsa dysponuje bogatą, soczystą i obrazową stylistyką, ale ograniczonym słownictwem. W jego języku uderzało ubóstwo słów odnoszących się do sfery pojęć opisujących złożone mechanizmy i ogólne problemy. Poruszał się zręcznie i sprawnie na obszarze konkretów, sięgając tu często po metafory, gubił się zaś wkraczając w regiony wymagające zdolności abstrakcyjnego myślenia. Dopóki pozostawał w roli robotniczego przywódcy, nikomu to nie przeszkadzało – ani doradcom-intelektualistom, ani jemu samemu. Obie strony w sposób naturalny podejmowały wysiłek osiągnięcia poziomu obustronnej komunikatywności i wysiłek ten niczyjej pozycji nie obniżał ani niczyjego statusu nie urażał.
Po objęciu przez Wałęsę funkcji prezydenta pojawiły się problemy po obu stronach komunikacyjnego procesu. Po stronie Wałęsy dała o sobie znać jego mania wielkości pogłębiana przez – nieuświadamiany zapewne – kompleks niższości. Z jednej strony, konsumował on swój niebywały, historyczny sukces. American dream – z pucybuta milionerem – znalazł swój odpowiednik w polskim, zrealizowanym marzeniu – z robotnika prezydentem. Z drugiej strony zaś, mając świadomość dystansu wykształcenia i obycia, który go dzielił od bywalców intelektualnych salonów, zaczął wobec nich odczuwać kompleksy tym większe i boleśniejsze, im bardziej uważał się czy raczej chciał uważać, za równego im także intelektualnie.
Ale intelektualiści też zmienili swój stosunek do Wałęsy – robotniczy przywódca budził sympatię i szacunek; profesjonalny polityk i mąż stanu, mówiący na dodatek: „to ja obaliłem komunizm”, zaczął budzić niechęć i prowokować odczucie śmieszności, które dla polityka jest zawsze zabójcze (już zaczynają tego doświadczać obaj Kaczyńscy, choć jeszcze sobie tego nie uświadamiają, i jest zresztą wątpliwe, czy kiedykolwiek sobie to uświadomią). Do tego dochodzi ważny problem lojalności i zaufania. W stoczni problemu tego nie było; granice: sojusznik – przeciwnik; zaufanie – nieufność; lojalność – wrogość, były zarysowane jednoznacznie i ostro. Robotniczy lider był tu w sytuacji luksusowej, której nie miał już prezydent..


Casus Lecha Kaczyńskiego

Sytuacja Lecha Kaczyńskiego wydawać się może podobna w skutkach i przyczynach. Ale tylko z pozoru. Przede wszystkim znika tu problem dystansu roli (z robotnika – prezydentem). Lecha Kaczyńskiego, mimo jego akademickiego statusu, trudno raczej uznać za intelektualistę (ale który z aktualnych przywódców państw jest intelektualistą?), mimo wszystko jednak problem komunikacji prezydenta z doradcami nie wynikałby z dystansu intelektualnego, nawet gdyby – o co nie byłoby trudno – doradcy ci reprezentowali poziom wyższy od średniej dzisiejszych mieszkańców Belwederu. Ale z reguły inteligencja powyżej pewnego poziomu wiąże się z niebezpieczeństwem posiadania w wielu sprawach własnego zdania, które trudno ukryć. A tego już, jak zauważa wielu spośród tych, którzy Lecha Kaczyńskiego znają dobrze, prezydent nie potrafiłby znieść.
Już Ludwik Krzywicki w jednym ze swoich tekstów (Z psychologii życia zbiorowego) zwrócił uwagę na istnienie swego rodzaju „ducha grupy”, używając jego określenia – „jaźni zbiorowej”. Pod kątem zgodności lub niezgodności z ukształtowaną w PiS-ie „jaźnią zbiorową” warto byłoby zanalizować wszystkie przypadki rozstawania się z PiS-em ludzi z nim związanych – Zielińskiego, Ujazdowskiego czy – najbardziej interesujący przypadek – Dorna, który mimo swej opinii „trzeciego bliźniaka” i – do czasu - niemal heroicznej lojalności wobec Kaczyńskich okazał się chyba zbyt inteligentny, aby utrzymać się w PiS-owskiej „grupie trzymającej władzę”. Żaden z wymienionych nie mieścił się we wzorcu „człowieka PiS-u”, najpełniej określanym przez subtelność i kulturę Brudzińskiego, pryncypialność moralną Jarosława Kurskiego, odwagę i niezależność sądu Fotygi, błyskotliwość Szczygły i sylwetkę, także intelektualną, Gosiewskiego.
PiS-owska kadrowa selekcja negatywna musi odbijać się fatalnie na biegu spraw polskich szczególnie tam, gdzie ster władzy kluczowych instytucji życia publicznego objęli ludzie wierni Kaczyńskim wiernością swej intelektualnej i fachowej mierności. Ale przypadkiem zupełnie nieprawdopodobnym jest skład personalny Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Otóż do tej pory zawsze, przy wszystkich rządach i za wszystkich prezydentów w skład tej rady wchodzili ludzie posiadający istotne dla narodowego bezpieczeństwa kompetencje decyzyjne – a więc ministrowie obrony, spraw zagranicznych, spraw wewnętrznych i premierzy.


Skład Rady Bezpieczeństwa Narodowego
w latach 1998-2000, za kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego

Prezes Rady Ministrów- Jerzy BUZEK
Marszałek Sejmu- Maciej PŁAŻYŃSKI
Marszałek Senatu- Alicja GRZEŚKOWIAK
Wiceprezes Rady Ministrów
Minister Finansów- Leszek Henryk BALCEROWICZ
Wiceprezes Rady Ministrów Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji- Janusz Teofil TOMASZEWSKI
Minister Obrony Narodowej- Janusz Adam ONYSZKIEWICZ
Minister Spraw Zagranicznych- Bronisław GEREMEK
Prezes Narodowego Banku Polskiego- Hanna Beata GRONKIEWICZ-WALTZ
Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
Sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego- Marek Maciej SIWIEC

Uwaga: z wyjątkiem Marka Siwca wszystkie osoby wchodzące w skład Rady pochodziły z przeciwnego Prezydentowi Kwaśniewskiemu obozu politycznego.


Obecny skład RBN (podaję za:: http://www.bbn.gov.pl/?lin=3&last=15)
Władysław STASIAK - Szef BBN i sekretarz RBN (od 24.08.2006 do 08.08.2007 i od 19.11.2007)
Jarosław KACZYŃSKI  (od 28.12.2005)
Anna FOTYGA (od 07.09.2006)
Aleksander SZCZYGŁO (od 14.03.2007)

Przypomina to radę rodzinno-towarzyską dobraną według kryteriów troski o psychiczne samopoczucie gospodarza pałacu, a nie organ, który ma kompetentnie doradzać prezydentowi w sprawach bezpieczeństwa nas wszystkich, bezpieczeństwa narodowego, na którego straży z tytułu swoich konstytucyjnych kompetencji stać ma prezydent. Sytuacja nie jest tylko anormalna, dziwaczna, chora – jest po prostu groźna.
 

 1  2  3  4 


OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010