Społeczeństwo
Po co i dla kogo to robimy?
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2009-01-12 12:22:33
Rozmawiałem ostatnio z kolegą, który od lat pracuje w Niemczech, nikt tam „listy filadelfijskiej  nie stosuje do oceny dorobku naukowego, liczą się przede wszystkim prace zbiorowe uważane za najbardziej innowacyjne, w tym także publikacje pokonferencyjne. Uważa się słusznie, że zostały poddane dość szerokiej weryfikacji. W Polsce przeciwnie, opracowania pokonferencyjne są lekceważone. Podobnie we Francji ogromna większość książek z zakresu np. socjologii miasta to publikacje pokonferencyjne wydawane przez renomowane wydawnictwa.
Tak zwana Lista filadelfijska (ISI Master Journal List) publikowana na stronach Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego zawiera 7559 pozycji, w ogromnej większości wydawanych w języku angielskim i w znacznej przewadze dotyczących tzw. nauk ścisłych. Każde czasopismo jest oceniane od 10 do 30 punktów. Listę tę sporządza Institut for Scientific Information, który jest częścią Reuters Thompson Corporation czyli jednej z największych agencji informacyjnych. Jest to nastawiona na zysk firma prywatna nie zaś, jak można by przypuszczać niezależna instytucja publiczna. Lista czasopism publikowana przez tę agencję jest sporządzana przez anonimowych ekspertów. Biorąc pod uwagę liczbę dyscyplin naukowych reprezentowanych przez te czasopisma, oceniających musi być bardzo wielu co znacznie zmniejsza szanse na to, że są to osoby mające rzeczywiście odpowiednie kwalifikacje.
Ocena dokonywana jest na wniosek zainteresowanych redakcji na podstawie trzech kolejnych egzemplarzy periodyku. Artykuły muszą być zaopatrzone w anglojęzyczny abstrakt, ponieważ ocenie poddane mogą być czasopisma wydawane w dowolnym języku pod warunkiem, że są drukowane alfabetem łacińskim. Co roku oceniane jest ok. 2000 periodyków i ok. 10-15% dostaje się na listę. Ocenianie poziomu naukowego artykułów na podstawie abstraktu wydaje się cokolwiek ryzykowne.
 Tego rodzaju informacja o czasopismach może być oczywiście przydatna, ale trudno ją traktować jako wyrocznię i prawdę objawioną. Niestety w Polsce stało się inaczej., ponieważ w 2005 r. decyzją ministra Nauki i Informatyzacji lista filadelfijska stała się podstawą oceny placówek naukowych. Równocześnie wprowadzono polską listę czasopism odpowiednio nisko punktowanych. Między listami istnieje przepaść. Najniżej oceniane czasopismo listy filadelfijskiej otrzymuje 10 punków, a polskiego ministerstwa - 1 punkt. Tak więc różnica jest dziesięciokrotna. Nieco mniejsza, bo tylko pięciokrotna jest różnica w ocenach najwyższych, odpowiednio 30 i 6 punktów.
 Tak wielka rozpiętość w punktacji, w większości przypadków, nie odzwierciedla różnicy poziomu naukowego, należy także dodać, iż pobieżna analiza polskiej listy liczącej ponad 1000 pozycji skłania niestety do sformułowania hipotezy, że przyznawanie punktów odbywało się bardziej losowo niż merytorycznie.
 Różnego rodzaju rankingi są obecnie modne, publikowane są listy szeregujące miasta, wyższe uczelnie, a także państwa w zakresie ich wiarygodności finansowej czy też wielkości korupcji. Wiele z tych rankingów jest opracowywanych za pomocą wątpliwej metodologii i niekiedy tendencyjnie. Jednym z bardziej negatywnych przykładów jest indeks Transparency International, który jest opracowywany na podstawie oceny poziomu korupcji przez przypadkowo ankietowanych biznesmenów działających w poszczególnych krajach. Indeks ten traktowany jako miara korupcji mierzy w istocie poglądy na to zjawisko przypadkowej grupy osób. Poważne wątpliwości budzą także różnego rodzaju ratingi przeprowadzane przez instytucje finansowe. Ostatnio np. bank Unicredito prognozował spadek wartości akcji kompanii naftowej „Lotos” do zera, a JP Morgan przewidywał spadek PKB Polski do 1,5% w 2009 r. Sprawą tą zajął się polski nadzór finansowy i prokuratura.
 Nie ma  zatem powodu aby bezkrytycznie wierzyć jakimkolwiek rankingom, w tym także „liście filadelfijskiej” bo kryteria oceny są często niejasne, eksperci nie w pełni kompetentni, a czynnik subiektywny często decydujący. Niestety jednak pod wpływem różnego rodzaju rankingów zarówno jednostki jak i instytucje podejmują decyzje, które okazują się czasem błędne, a czasem trafne. Prawdopodobnie rezultat byłby podobny gdyby były podejmować losowo.
„Lista filadelfijska” powstała jako jeden z komercyjnych produktów wielkiej agencji Informacyjnej dostarczającej informacji, które jak wszystkie mogą być niedokładne, błędne lub w ogóle nieprawdziwe, a zatem czynienie z niej podstawy oceny polskich placówek naukowych jest oczywiście nie tylko błędne, ale i szkodliwe. Błąd ten wydaje się nieco mniejszy w przypadku nauk ścisłych, gdzie kryteria oceny pozbawione są na ogół wpływu ideologii i poglądów politycznych oceniających, natomiast znacznie większy w przypadku nauk humanistycznych i społecznych.
Władze jednej z polskich szkół wyższych ustanowiły nawet nagrody dla osób publikujących w czasopismach z „listy filadelfijskiej”. Trzy tysiące złotych za artykuł w periodyku punktowanym 30 i tysiąc w ocenianym na 10 punktów. Najwyższa nagroda ma jednak charakter wirtualny, ponieważ żadne czasopismo z zakresu działania szkoły nie otrzymało 30 punktów.
 Nieporozumieniem metodologicznym jest także ujednolicenie kryteriów oceny placówek działających w naukach ścisłych oraz w humanistycznych i społecznych, których przedstawiciele nie mają prawie szans na publikacje w periodykach z listy
filadelfijskiej bo jest ich na niej stosunkowo mało.
 Misją polskiej humanistyki i nauk społecznych jest przede wszystkim edukacja społeczeństwa polskiego, kształtowanie świadomości i postaw obywateli, wymiana informacji między krajowymi ośrodkami naukowymi, a dopiero w dalszej kolejności docieranie do publiczności w innych krajach. Dlatego w tym przypadku preferowane powinno być publikowanie w polskich czasopismach, które raczej nie mają szans dostać się na listę agencji Reutersa. 
 Przyjęcie filadelfijskich ekspertów jako wyrocznię oceniającą polskie placówki naukowe trąci nieco prowincjonalizmem i stwarza fałszywy obraz rzeczywistego poziomu naukowego uczelni, katedr i instytutów. Nie znaczy to, że czasopisma z „listy filadelfijskiej” należy omijać, przeciwnie należy w nich publikować, a także pisać teksty do polskich czasopism anglojęzycznych. Powinno się także zrewidować punktację polskich periodyków, wprowadzić jasne kryteria przyznawania punktów, upublicznić nazwiska oceniających ekspertów i dostosować polską punktację do „filadelfijskiej: zwiększając wycenę zagranicznych czasopism o 20 – 30%.
 

Od redakcji: Temat będzie kontynuowany w tekście Marii Lewickiej -  "Nie majstrujmy przy Liście Filadelfijskiej, głos przedstawiciela nauk społecznych "

 1  2 


OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010