Po-pis pana ministra
TAGI: Przystawki, Kartki z notesu,
Dodano: 2010-03-05 10:50:12

Lech Kaczyński nie jest moim prezydentem. I wcale nie dlatego, że nań nie głosowałem. Nie głosowałem także na Kwaśniewskiego. Także nie dlatego odmawiam mu prawa bycia moim prezydentem, że zdarzały mu się różne małości i śmieszności. Kwaśniewski miał ich więcej i cięższego kalibru – od magisterialnego kłamstwa, przez ucieczki po drabinie, aż po obolałą goleń. A jednak Aleksander Kwaśniewski był moim prezydentem. Lech Kaczyński nim nie jest dlatego, że z roli tej abdykował zaraz po wyborach, składając swemu bratu – prezesowi, ten skandaliczny, niebywały meldunek o „wykonaniu zadania”. Cała reszta kadencji okazała się pasmem potwierdzeń tego meldunku, dowodem, że nie był to „wypadek przy pracy”, słowny lapsus bez dalszych konsekwencji, ale że kosztem Polski i Polaków, sądząc, że wybieramy Prezydenta Polski, zafundowaliśmy sobie prezydenta swego brata i jego politycznej koterii.

W gruncie rzeczy więc nie oburzają mnie złośliwości Radosława (Radosława a nie żadnego Radka!) Sikorskiego na temat Lecha Kaczyńskiego, choć poziom tych złośliwości jest jeszcze niższy niż wzrost Kaczyńskich i jeszcze mniejszy niż ich małość. Co mnie oburza? Właściwie nic. W pewnym sensie mogę nawet odczuwać satysfakcję. Już kiedyś, w początkach kariery Sikorskiego, zwierzyłem się w jednym z felietonów ze swoich podejrzeń, że w szaty pozorów oxfordzkiego dżentelmena stroi się prostacki narcyz. Sikorski podejrzenia te potwierdził ponad wszelkie wątpliwości, co warte jest bardziej szczegółowego wyjaśnienia.

Kultura bez żadnego przymiotnika jest dobrem – jeśli można się tak wyrazić – substancjalnym. Kultura z przymiotnikiem – kultura społeczna a na jej obszarze szczególnie kultura polityczna – jest wartością relacyjną, a więc z natury rzeczy względną. Możemy sobie Monę Lizę wyprowadzić z Luwru i postawić na niezaoranym polu, a choćby nawet na śmietniku – pozostanie czym jest, bez względu na kontekst. Kultura opatrzona przymiotnikiem jest o wiele bardziej wrażliwa na kontekst. Smoking na grzbiecie prostaka nie czyni zeń jeszcze człowieka kulturalnego, co więcej, może go zdradzać, jako osobnika pozbawionego kultury, jeśli pojawi się on z nim o poranku w barze „Pod Dwójką” na warszawskiej Pradze (nie mam pojęcia czy na dzisiejszej Pradze jest jeszcze słynny niegdyś bar „Pod Dwójką”). Do sprawy owej relacyjności – względności jeszcze wrócimy. Teraz powróćmy do Sikorskiego.

Sikorski rzeczywiście miał problem. Jego platformerskość mogła być poddana w wątpliwość. W końcu był nie tak dawno związany z PIS-em, co, szczególnie w konfrontacji z Komorowskim, nie może przysparzać mu zwolenników. Jego ataki na PIS, a ostatnio w Bydgoszczy na Lecha Kaczyńskiego są więc – a w każdym razie tak są odbierane –manifestacją świeżej platformerskości i mają być dowodem, że wcześniejszy związek z PIS-em nie ma znaczenia. Jest to strategia człowieka mało inteligentnego, a przede wszystkim takiego, który nisko ceni u siebie i u innych etyczno-estetyczne kryteria oceny postępowania. Człowiek o większej wrażliwości moralno-estetycznej, a może tylko o wyższej inteligencji zdałby sobie sprawę, że agresja wobec byłych politycznych kompanów nie musi przysporzyć mu uznania i zaufania u nowych, przeciwnie, może nasuwać podejrzenie, że jest człowiekiem, któremu ufać nie można, ponieważ swoich dzisiejszych wspólników jutro może zdradzić, atakując ich z agresją dorównującą wcześniejszemu we wspólnotę z nimi zaangażowaniu. Fakt, że Sikorski o tym nie pomyślał świadczy albo, iż takie kryteria autoanalizy własnego postępowania są mu obce, albo uwzględnia on fakt, że są one obce środowisku, w którym się obraca więc przejmować się nimi nie warto. Nie wiem co gorsze.

Stwierdziłem na wstępie, że złośliwości wobec urzędującego prezydenta specjalnie mnie nie gorszą, przeciwnie, mogłyby nawet pozytywnie rezonować z moimi resentymentami pod warunkiem jednak gdyby nie były autorstwa urzędującego ministra spraw zagranicznych polskiego rządu. Mógłby sobie na nie pozwolić publicysta, człowiek prywatny, ale nie minister. To jest właśnie ów kontekst, który sprawia, że to, co w jednej sytuacji może być akceptowane, w innej jest niedopuszczalne, to, co jednemu się godzi, innego dyskwalifikuje. Bon moty Sikorskiego były absolutnie żałosne i ujawniały całkowity brak wyczucia taktu i kultury politycznej, do których zobowiązuje pełniona przezeń rola społeczna. Jeśli Sikorski tego nie rozumie, to jeśli , co mam nadzieję jest perspektywą czysto hipotetyczną, zostanie prezydentem, będzie prezydentem wysokim, ale tylko wzrostem.

OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010