Sztuka eseju
Po co socjologia
TAGI: Kuchnia intelektualna, Sztuka eseju, Polemiki,
Dodano: 2012-01-22 07:03:06

W formie dłuższego tekstu postanowiłem rozszerzyć pewne tezy, jakie zawarłem w komentarzu do tekstów prof. Jałowieckiego („O zawodzie socjologa”) oraz prof. Mikułowskiego-Pomorskiego („Zawód socjolog – kilka uwag w tym temacie”), które ukazały się ostatnio na łamach Bistro. Z jednej strony chciałbym odnieść się do uwag i spostrzeżeń obu Autorów, z drugiej wyrazić własny pogląd na współczesną rolę socjologii i socjologów.

Z ogromnym zainteresowaniem wczytywałem się w te fragmenty obu przytaczanych tekstów, w których Szacowni Profesorowie opisują swoje czasy studenckie. Osobiste relacje pomiędzy Mistrzami i Uczniami, kameralne grupy wykładowe, bezpośredni kontakt z wiedzą – tak jak ja rozumiem te opisy – sprawiały, że właściwie przyszły adept był niejako „zanurzony” w przedmiocie studiów. Bez obowiązku kalkulowania swojej przyszłej pozycji na rynku pracy, zafascynowany przedmiotem poznania, oddawał się w pełni studiom. Rzecz niezwykle fascynująca, ale zapewne już w pełni należąca do czasów przeszłych i raczej nie powróci do umasowionego systemu kształcenia wyższego. Warto jednak o tym wspominać, bowiem stanowi doskonały punkt odniesienia do współczesności.

Nie było mi dane studiować w takich warunkach. Podejmując studia pod koniec lat dziewięćdziesiątych należałem już do zupełnie innej epoki. Nie bez przyczyny używam tu czasu przeszłego, ponieważ w moim głębokim przekonaniu, od tamtego czasu nastąpiła kolejna wielka zmiana. Ale wracając do moich własnych studiów, był to czas, kiedy socjologia cieszyła się dużym i stale rosnącym zainteresowaniem. Świadczyły o tym przede wszystkim liczby chętnych na każde możliwe miejsce do studiowania na tym kierunku nie tylko na uznanych uczelniach w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Lublinie, Katowicach itp., ale także spore obłożenie kierunku w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Rzeszowie. Wówczas jeszcze zdawano egzaminy wstępne na studia.

Wydaje się, że to ogromne zainteresowanie socjologią jako kierunkiem studiów wynikało z potrzeby podjęcia próby wyjaśnienia mijającej dekady przemian ustrojowych, ale przede wszystkim społecznych. Roczniki drugiej połowy lat siedemdziesiątych raczej niewiele pamiętają z okresu PRL-u, dla przeważającej większości z nas jest to raczej czas beztroskiego dzieciństwa i młodości. Dużo większym piętnem odcisnęły się czasy niepewności związanej z wchodzeniem przez naszych rodziców w realia nowego systemu. Gwałtowność i nieprzewidywalność zmiany społecznej, jaka miała miejsce, musiała za sobą pociągnąć zainteresowanie tymi dyscyplinami, które zgłaszały roszczenia do wyjaśniania tego fenomenu.

Bycie socjologiem było wówczas również modne. W mediach coraz częściej pojawiali się przedstawiciele tej dyscypliny, powstawały dzisiejsze potęgi niezależnych instytutów badawczych, profesjonalizowała się reklama. Wydawało się, że świeżo upieczony absolwent socjologii będzie miał co robić w życiu. Ale, to muszę podkreślić z całą mocą, przynajmniej moi koleżanki i koledzy z roku nie zaprzątali sobie tym głowy. Studiowanie miało w sobie jeszcze cień opisywanego przez obu Panów Profesorów klimatu. Angażowaliśmy się społecznie i politycznie, dyskutowaliśmy, śledziliśmy media. Dość powiedzieć, że spośród sześćdziesięciu kilku osób na moim roku obecnie tytuł doktora ma przynajmniej pięć.

Wkrótce jednak zaczęła się dawać zauważyć pewna zmiana. Po kilku latach zainteresowanie socjologią zaczęło maleć. Pojawiło się dziennikarstwo, które przeżywało podobny cykl „zauroczenia”, jak wcześniej socjologia. Warto może zastanowić się, czy fenomen ten nie jest powiązany ze zmianą pokoleniową. Otóż roczniki rodzone w drugiej połowie lat osiemdziesiątych nie mają szansy pamiętać poprzedni system. Dla nich rzeczywistość III Rzeczypospolitej jest w pełni zastana. Oczywiście, byli oni świadomi tych wszystkich negatywnych stron, które zaprzątały uwagę starszych pokoleń, ale brakowało im punktu odniesienia. Być może efektem tego była raczej próba opisania, inwentaryzacji otaczającego świata bardziej, niż wyjaśnienia przynajmniej pewnych jego fragmentów. Dlatego dziennikarstwo cieszyło się rosnącym zainteresowaniem.

Ponadto, wejście na polski rynek medialny prywatnych mediów i umocnienie się ich pozycji pod koniec lat dziewięćdziesiątych i na początku XXI wieku stworzyło warunki do wschodzenia pierwszych wielkich medialnych gwiazd. Byli to ludzie sławni, rozpoznawalni, bogaci i… mający coraz mniej wspólnego z dziennikarstwem. Tacy dzisiejsi celebryci. To też musiało rozpalać wyobraźnię tych wszystkich, którzy decydowali się na podjęcie studiów dziennikarskich.

W międzyczasie nastąpiła jeszcze jedna wielka zmiana, tym razem o charakterze formalno-strukturalnym. Dostosowując się do założeń procesu bolońskiego, dotychczas jednolite pięcioletnie studia magisterskie zostały w przypadku większości dyscyplin podzielone na trzyletnie studia licencjackie oraz dwuletnie studia magisterskie. Te pierwsze miały umożliwiać uzyskanie szybszego wykształcenia wyższego o wyraźnym sprofilowaniu zawodowym, a więc i szybszego wchodzenia na rynek pracy. Nie wiem, na ile trafnie identyfikuję moment pojawienia się tego typu myślenia, ale z całą pewnością wprowadzenie trzyletnich studiów licencjackich wzmocniło i uprawomocniło tendencję do kalkulowania przyszłej pozycji na rynku pracy w odniesieniu do ukończonej uczelni i kierunku.

Rosnąca z roku na rok liczba maturzystów decydujących się na podjęcie studiów, zmiana egzaminu maturalnego, zniesienie egzaminów wstępnych i wprowadzenie dwóch stopni wykształcenia wyższego, przy jednoczesnym braku uregulowań formalnych, sprawiły, że studia ostatecznie się umasowiły. Osobną kwestią jest pytanie o to czy ilość przekłada się na jakość – moim zdaniem fantastycznej odpowiedzi na to udzielił Janusz Andrzej Zajdel w opowiadaniu „Dokąd jedzie ten tramwaj” (wszystkim zainteresowanym polecam gorąco lekturę).

Dla mnie osobiście ten czas oznaczał wchodzenie w życie zawodowe młodego pracownika uczelni, asystenta na kierunku socjologia. Niemal natychmiast zostałem obdarowany takimi przedmiotami, jak metody badawcze, metodologia badań społecznych, analiza danych, czy komputerowe opracowanie danych. W tym czasie współpracowałem już intensywnie z zespołem badawczym, który realizował badania o charakterze jakościowym. Jednocześnie rozpoczęliśmy nie do końca udaną próbę tworzenia uczelnianego ośrodka badawczego, który mógłby wykonywać zewnętrzne zlecenia komercyjne. Można więc uznać, że szybko zająłem się wyjątkowo praktyczną stroną socjologii.

Odnosząc własne doświadczenia badawcze do pracy dydaktycznej w zakresie ogólnie pojętej metodologii badań społecznych, muszę jednoznacznie stwierdzić, że uzawodowienie studiów socjologicznych przyniosło jedynie skutki negatywne. Jeżeli studia zawodowe z socjologii mają przygotowywać praktycznie do zawodu w zakresie głównie badań, to po prostu tego nie robią. Jest to prosta konsekwencja skrócenia procesu dydaktycznego. Na studia przychodzą ludzie, dla których studia same w sobie są jakąś formą magicznego rytuału, który ma ich zabezpieczyć przed bezrobociem, a przynajmniej zwiększyć szanse na nieco lepszą pozycję w przypadku pierwszego zatrudnienia. Wszystko obraca się wokół przyszłej pracy, wszystko kalkulowane jest pod kątem aktywności zawodowej. Nie jest ważna wiedza i kwalifikacje (przynajmniej nie na początku), ale dyplom i to, jakim uznaniem cieszy się wśród pracodawców.

Niedokształcone (efekt zabaw wokół egzaminu maturalnego i reformy szkolnictwa w ogóle), pozbawione umiejętności myślenia krytycznego, nie umiejące czytać, dla których podstawowym źródłem wiedzy jest Internet, kolejne roczniki maturzystów przygotowywane są do zawodu socjologa. Z własnych doświadczeń dydaktycznych wiem, że niemożliwe jest wytłumaczenie podstaw działalności empirycznej: co to jest hipoteza i po co właściwie musi być weryfikowalna, jaka jest różnica między pojęciem (o modelu teoretycznym nie wspominając) a zmienną i jej wskaźnikami, po co konceptualizacja i operacjonalizacja w procesie badawczym, dlaczego pytanie nie może być sugerujące. W ten sposób wymieniać można właściwie wszystko. A z drugiej strony niemal każdy współcześnie czuje się specjalistą od robienia badań społecznych czy marketingowych.

W praktyce oznacza to, że komputerowa analiza danych statystycznych sprowadza się do używania popularnego środowiska SPSS do generowania raportów częstości z pojedynczych pytań, co przypomina koszenie przydomowego trawnika kombajnem. Analiza jakościowa, przeżywająca renesans, w wykonaniu przytłaczającej większości tzw. praktyków to co najwyżej kwieciste cytowanie respondentów. Potencjalni zleceniodawcy zainteresowani są wyłącznie ceną – to znaczy, są w jakimś sensie świadomi, że wypada wykonać jakieś badania, ale jest to poniekąd niechciane dziecko każdego unijnego projektu, bowiem przeznacza się na to niewielkie środki, nie mając pojęcia ile faktycznie kosztuje badanie.

W moim głębokim odczuciu sytuacja w zakresie studiów socjologicznych nabrzmiewa w kierunku jakiegoś przełomu. Czy będzie to konsekwentny upadek kolejnych wydziałów głównie z powodów procesów demograficznych połączonych z malejącym zainteresowaniem socjologią w ogóle, czy raczej jakaś rewolucja w zakresie kształcenia, trudno jednoznacznie orzec. Wspomniana rewolucja może właściwie oznaczać jedynie ostateczne usystematyzowanie materiału i większą kontrolę nad procesem dydaktycznym, ale moim zdaniem, wyłącznie w ramach pięcioletnich jednolitych studiów magisterskich. Jak bowiem kształcić w zakresie praktycznym, czyli zawodowym (metodologia, metody badawcze), bez odniesienia do szerszego kontekstu paradygmatu teoretycznego (bardziej charakterystycznego dla studiów drugiego stopnia). Ten podział jest po prostu niemożliwy i jest głównym powodem chaosu w dydaktyce socjologii. Co więcej, jestem przekonany, że wspomniany przełom będzie wypadkową raczej obu wymienionych procesów.

A socjologia jest potrzebna, mimo że wielokrotnie wieszczono śmierć tej stosunkowo młodej dyscypliny naukowej. Dynamika zmian społecznych we współczesnym (tu banał będzie) zglobalizowanym świecie sprawia, że pojawia się więcej niewiadomych niż gotowych odpowiedzi. Tu chyba leży główna słabość socjologii jako nauki – że dotychczas zdołała wypracować w miarę efektywne narzędzia analizy… zdarzeń przeszłych. W wąskim rozumieniu jednak, w wybranych wycinkach subdyscyplin, tego typu podejście daje całkiem pewne podstawy do wyrokowania o przyszłości. Socjolodzy są potrzebni, z całą pewnością. Jako krytyczni analitycy bieżących zjawisk, eksperci wspomagający proces decyzyjny, podejmujący ciągłe próby zrozumienia tej dynamicznej rzeczywistości. Nie są i nie będą to Durkheimowscy inżynierowie społeczni, ale rzetelni rzemieślnicy, którzy kunsztem swojego warsztatu wspomagają i wspierają proces decyzyjny. Z drugiej strony są czy raczej powinni być recenzentami tego procesu, badając jego skutki i próbując zarysować potencjalne konsekwencje. Role te jednak nie są możliwe do wypełnienia, bez solidnego przygotowania merytorycznego i warsztatowego – czyli bez rzetelnych studiów.

Jest to jednak głos przedstawiciela tzw. młodego pokolenia socjologów.

OPINIE
Damian Prokop - Socjologia otwiera drzwi młodemu pokoleniu
2012-01-31 14:21:29
Socjologia jest młodą dyscypliną naukową, która, pojawiła się dopiero w połowie XIX w. Jak autor zauważył młoda dyscyplina a jakże szybko podupada. Czego to jest wynikiem tak do końca nie wiadomo. Zgodzę się jednak, ze ta dyscyplina naukowa nie powinna być uzawodniona na studiach socjologicznych, ponieważ to przynosi skutki negatywne. Racja, ale jak ważne to są studia to tez wiemy. Uważam,
Kamila Potapiuk 47178 - Humaniści do skansenu!
2012-01-31 16:16:55
Niestety, nastały czasy,w których liczą się znajomości i układy. Pieniądz, a nie wiedza. Rywalizacja w walce o pracę ma swoje uzasadnienie przede wszystkim w obecnej sytuacji gospodarczej i społecznej. Ludzie żyją dłużej. Jest nas ponad siedem miliardów. Ideały, którymi nafaszerowane było pokolenie dzisiejszych 50- i 40-latków zostały zastąpione przez chęć posiadania. Wszystko ma być nowoczesne, wyposażone w najnowsze technologie. Być może

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010