i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2010-10-31 12:47:14

Od mniej więcej 10 dni dziennik drugiego programu francuskiej telewizji publicznej nadaje, niemal wyłącznie, komunikaty „z placu boju” – o strajku kolejarzy, maszynistów metra, kierowców autobusów. Oczywiście, nie wszyscy strajkują, bo za nieprzepracowane dni nie dostaje się wynagrodzenia, ale jednak sporo osób porzuciło pracę. Na trasę wyjeżdża np. co trzeci pociąg TGV (szybka kolei), co drugi skład metra, co czwarty kolei regionalnej (RER). Pełzający strajk dotyka także transportu lotniczego, kilkaset liceów jest nieczynnych, bo licealiści nie tylko strajkują, ale także manifestują mniej lub bardziej gwałtownie, akcje strajkowe rozszerzają się także na uniwersytety. Strajkują robotnicy w rafineriach i dokerzy w portach. Blokowane są składy paliw, w których znajdują się rezerwy strategiczne. W miejsce zlikwidowanej przez policję blokady, pojawia się nowa. W Lyonie, w centrum miasta na placu Belcourt, kilka dni trwały regularne walki z policją – rozbijano sklepy, palono samochody i nie byli to, jak ich we Francji nazywają, causeur, czyli chuligani, ale tzw. normalna młodzież, w tym wiele dziewczyn.
Bez większej przesady można powiedzieć, że Francja znalazła się w stanie pełzającej insurekcji. Sytuacja prawdopodobnie się uspokoi, ale na jak długo? Co spowodowało ten masowy ruch społeczny? Jawną przyczyną jest reforma emerytur, przedłużająca okres aktywności zawodowej z 60 do 62 lat. W ustawie są liczne wyjątki dotyczące różnych grup zawodowych, np. osób wcześnie zaczynających pracę, które nadal mogą przejść na emeryturę w wieku 60 lat, pod warunkiem 42-letniego okresu składkowego. Wejście w życie tych regulacji dla niektórych kategorii pracowniczych zostało odłożone o kilka lat. Trudno uwierzyć, że tak łagodna dla społeczeństwa reforma mogła wywołać tego rodzaju gwałtowną reakcję.
Dość zdumiewające są protesty licealistów martwiących się o emerytury, na które przejdą najwcześniej za 40 lat. Wśród wysuwanych argumentów jest i taki, który mówi o tym, że przedłużenie wieku emerytalnego zwiększy bezrobocie wśród młodzieży. Argument bałamutny, bo miejsca pracy starych i młodych roczników nie są konkurencyjne.
Strajk w rafineriach i blokada składów paliw powoduje coraz większe problemy. 23 października, jak można było przeczytać w internetowym wydaniu „Le Point”, co trzecia stacja benzynowa była nieczynna z powody braku paliw. Straty z tego powodu oblicza się już na 400 milionów euro dziennie.
Znamy jawny powód tego masowego ruchu społecznego, ale na razie nie do końca jasne są jego głębsze przyczyny. Jedna z nich ma historyczne korzenie – skłonność francuskiego społeczeństwa do rewolty. Kraj ten w XIX wieku był świadkiem kilku rewolucji: 1830 roku, 1848 i 1870. Rewolta 1968 roku we Francji była szczególnie gwałtowna, wtedy po kilkudziesięciu latach znowu pojawiły się barykady. Jednym z powodów obecnego stanu rzeczy może być arogancka i niezbyt zręczna polityka Nicolas Sarkozy’ego, kryzys gospodarczy, problem imigrantów. Nie bez znaczenia jest także niepewna przyszłość. Pojawiło bowiem pierwsze pokolenie, którego poziom życia jest niższy niż poprzedniego. To musi budzić frustrację. W tej sytuacji nawet drobna zmiana status quo na niekorzyść pogłębia niepewność jutra.
Rządy wielu krajów przeprowadzają mniej lub bardziej bolesne reformy, które demontują „państwo dobrobytu”, ale reakcje społeczeństw są bardzo różne. Brytyjskie reformy Davida Camerona, znacznie bardziej radykalne niż francuskie, nie spowodowały na razie niemal żadnej reakcji. Manifestacja protestu przed parlamentem zgromadziła ok. 2000 osób. W Niemczech i we Włoszech polityka „zaciskania pasa” także nie wywołała masowych ruchów społecznych, które, poza Francją, wystąpiły jednak w Grecji i na znacznie mniejszą skalę w Hiszpanii. Zjawiska te zasługują na poważne porównawcze, wielodyscyplinarne studia, bo w grę wchodzą czynniki kulturowe, społeczne i polityczne.
Jakkolwiek by nie oceniać działalności Nicolas Sarkozy’ego, Davida Camerona czy Angeli Merkel, trzeba jednak zauważyć, że ich politykę cechuje konsekwencja, wierność składanym wyborczym obietnicom (w zasadzie) i odwaga. Tego niestety nie można powiedzieć o politykach rządzących Polską.






