Paryż – „La Ruche”
TAGI: Deser, Okruchy miast Bohdana Jałowieckiego,
Dodano: 2009-05-21 15:13:09
Dziewiętnastowieczna przebudowa miasta związana jest z nazwiskiem Georges’a Haussmann’a, prefekta Paryża. Choć było to oczywiście dzieło zbiorowe, inicjatywa wyszła podobno od samego cesarza Napoleona III, a jej twardym egzekutorem, mimo licznych i silnych sprzeciwów został właśnie Haussmann, wykonawcami zaś architekci i budowniczowie. Baron nie był urbanistą, był prefektem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo monarchii w mieście wstrząsanym przez kilkadziesiąt lat licznym rewolucyjnymi zrywami. Chodziło przede wszystkim o względy logistyczne. W ciasnych zaułkach starego miasta łatwo było stawiać barykady i łatwiej ich bronić a trudniej atakować buntowników. Szerokie ulice utrudniały zadanie rewolucjonistom, a ułatwiały siłom „porządku”, uderzenie oddziałów konnych na ogół szybko załatwiało sprawę. Istotna była także zmiana charakteru śródmieścia, pozbycie się biedoty i wprowadzenie do nowych dzielnic zamożnego mieszczaństwa. Ważne były także względy higieniczne. Zabudowa w starym mieście była już nawet jak na owe czasy substandardowa, uliczki i zaułki pokrywał brud, a śmierdzącymi rynsztokami płynęły nieczystości, co sprzyjało częstym epidemiom.

Pracujący dla Haussmanna urbaniści, choć ich wtedy jeszcze tak nie nazywano, zerwali z obowiązującym od czasów rzymskich modelem szachownicowego układu ulic i wprowadzili gwiaździste place rozchodzące się w różne strony. Tworzyło to pięknie wyglądające układy oglądane z lotu ptaka, ale z poziomu ulic utrudniające orientację w mieście. Dość sztywny, schematyczny plan nie daje jednak wrażenia monotonii, ponieważ stojące przy ulicy domy mniej więcej podobnej wysokości i podobnej szerokości fasad są różnorodne przez zmienne rytmy okien, balkonów, sztukaterie itd.
 

Kiedyś zaproszono mnie na wykłady na Paris I, wynająłem mieszkanie na rue de la Glaciére w V dzielnicy. Do pracy na rue St Jacques chodziłem piechotą kilka razy w tygodniu, wydeptując moją codzienną paryską ścieżkę. Miałem wtedy uczucie, że oswajam miasto, że z turysty staję się w jakiejś cząstce jego mieszkańcem.

W międzyczasie bank wyrzucił moich przyjaciół z ul. Charenton i wielu biednych studentów i nie tylko już nigdy nie zamieszka na strychu u N. On się przeniósł do kupionej wcześniej farmy w Normandii Ona dojeżdżała jeszcze przez jakiś czas na uniwersytet. Ale zachowali pied á terre w mieście. On otrzymał mieszkanie, pracownię w słynnym ulu „La Ruche”,  dawnym pawilonie z Wystawy Światowej z 1900 roku, którego konstrukcję zaprojektował Gustaw Eiffel – twórca słynnej wieży. Fundatorem La Ruche był znany rzeźbiarz Alfred Boucher, który chciał stworzyć ubogim kolegom artystom warunki do pracy i życia. Pawilon po zdemontowaniu został przeniesiony do XV dzielnicy i znajduje się obecnie w pasażu Dantzig w pięknym pełnym rzeźb ogrodzie. Dantzig to nazwa, dla niektórych polskich „patriotów” jest może niesłuszna, ale jej zmienić na Gdańsk nie mogą. Pawilon, w którym znajduje się 60 mniejszych lub większych pracowni z mieszkalnymi aneksami gościł wielu sławnych artystów z tzw. Ecole de Paris. Mieszkali tam m.in. Marc Chagall, Ossip Zadkine, Chaim Soutine i wielu wielu innych. Przyjaźni z N. zawdzięczam, że mogłem zobaczyć to niezwykłe, magiczne miejsce, niedostępne dla turystów.

Kiedy teraz przyjeżdżam do Paryża mieszkam już w hotelach, zwykle daleko od centrum, za każdym razem w innej dzielnicy, możliwie z dala od turystycznych szlaków. W czasach PRL za granicą miałem poczucie deprywacji, nie stać mnie było na przyzwoity hotel, na dobrą restaurację. W latach 90-tych to się powoli zmieniało, najpierw zacząłem odkrywać hotele sieciowe, tak do siebie podobne, że miało się wrażenie przebywania stale w tym samym miejscu, potem przyszła kolej na różnicowanie, poszukiwanie wyjątkowego otoczenia, specyficznego nastroju. Świat hoteli sieciowych jest przedłużeniem uporządkowanej codzienności. Małe hotele prowadzone przez ich właścicieli obiecują niespodziankę, przygodę, trochę ludzkiego ciepła.

Takie miejsca jak Katedra Notre Dame czy Montmartre, można już oglądać tylko wczesnym rankiem, kiedy jeszcze nie ma turystów, a do znanych muzeów trudno się dostać i trudno w nich coś obejrzeć, bo wszędzie kłębi się tłum. Przemysłowa turystyka wydaje się osiągać swój kres. A kiedy znowu znajdziesz się w Paryżu szukaj swoich własnych ścieżek i poznawaj miasto po swojemu, którego do końca i tak poznać nie można. 

 1  2  3 


OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010