Społeczeństwo
Oceny i obyczaje
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2011-06-29 10:30:58

Kilka dni temu udostępniono mi oceny studentów na temat moich zajęć z logiki na studiach stacjonarnych. Okazały się katastrofalne, by tak rzec. Ankietę wypełniło 20 osób. Nie wiem, czy były jakiekolwiek ocen pozytywne, ale na pewno negatywne zdecydowanie przeważają. Postanowiłem odnieść się do tego wyniku. Powód jest dość prosty. Uczę w szkolnictwie wyższym już 48 lat. Logikę wykładałem wielokrotnie na różnych poziomach od elementarnego do zaawansowanego i dla studentów różnych kierunków, nie tylko w Polsce, ale i za granicą, np. w USA, Finlandii, Chinach i Izraelu. Często bywałem oceniany, formalnie i nieformalnie. Owszem, bywały głosy krytyczne, ale zawsze w zdecydowanej mniejszości; podobna sytuacja miała miejsce w związku z innymi zajęciami, a prowadziłem z kilkunastu przedmiotów filozoficznych i prawniczych.  Studenci, nie znam nazwisk i specjalności, zarzucili mi dwie rzeczy, po pierwsze, niski poziom wykładów (monotonia, brak wyjaśniania poruszanych zagadnień, trudności w zrozumieniu treści wykładu, nie posługiwanie się pre-zentacjami komputerowymi) oraz, po drugie, obrażanie Narodu polskiego (zachowuje pisow-nię z dużej litery). Pierwszy zarzut ma charakter profesjonalny, tj. dotyczy sposobu wykłada-nia, a drugi dotyka kwestii obyczajowych.

Egzamin był pisemny, testowy. Wynik nie jest budujący, 43 oceny niedostateczne, tylko jedna bardzo dobra. Nie dysponuję w momencie pisania tego tekstu całkowita liczbą studentów, ale mogę przyjąć, że test oblało około 50% studentów. Egzaminy (zaliczenia) z logiki wypadają nieszczególnie, ale w tym roku wyniki były najgorsze, mimo że w trakcie poprawiania prac obniżyłem wymagania (np. za trafną uznałem odpowiedź częściową przy dwóch zadaniach), a także sformułowałem łatwiejsze testy niż w latach poprzednich. Studenci mięli też podręcznik, z którego winni przerobić kilka rozdziałów, w każdym razie mniej niż obowiązywało w latach poprzednich. To już skłania do przypuszczenia, że tegoroczna grupa była gorsza niż ich poprzednicy. Decydujący jest jednak fakt następujący. Materiał do egza-minu skończyłem na przedostatnim wykładzie. W związku z tym ostatnie zajęcia przeznaczy-łem na powtórkę całości. Uczulałem słuchaczy na niewykonalność pewnej konstrukcji logicz-nej. Nic nie pomogło, bo zaledwie dwie osoby odpowiedziały poprawnie na zadanie związane z tą konstrukcją. Dla porównania, zajęć powtórkowych nie było na studiach niestacjonarnych, a liczba ocen niedostatecznych okazała się porównywalna, chociaż nieco wyższa, z wynikami na kierunkach stacjonarnych. Nie mogę oczywiście wykluczyć, że studenci mieli kłopoty ze zrozumieniem wykładów z mojej winy, ale znacznie bardziej prawdopodobne wydaje mi się to, iż nie przygotowali się w sposób należyty, a nawet nie skorzystali z wykładu powtarzają-cego całość. W każdym razie, nikt nie zgłosił się do mnie w czasie semestru z prośbą o wyja-śnienie czegokolwiek. Jest prawdą, że nie stosuję prezentacji komputerowych, gdyż ta forma mi nie odpowiada, ale nie sądzę, aby inny przekaz wizualny miał specjalne znaczenie.

Co do zarzutu obyczajowego, prawdą jest, iż w kilku wypadkach drastycznie zarea-gowałem na zachowanie się studentów. Było ono skandaliczne. Cały czas słyszałem rozmowy. Studenci wchodzili i wychodzili w czasie wykładu. Nierzadkie były przypadki otwartego jedzenia na wykładzie. Większość osób używała laptopów, ale nie trudno było zorientować się, że nie w celu notowania wykładów. Niektórzy to czynili, by tak rzec, pod moim nosem i z ironicznym wyrazem twarzy. Ponieważ zwracanie uwagi na niestosowność zachowania się nie przynosiło rezultatów, parokrotnie usunąłem kilka osób z sali. To pomagało, przynajmniej na jakiś czas. Usunięci nie kryli swojego oburzenia z powodu mojej reakcji i nawet ją głośno kwestionowali. Zdarzało się, że wychodzili dopiero wtedy, gdy zapowiedziałem, że nie wznowię wykładu do momentu opuszczenia sali przez nich. Krótko mówiąc, około połowy słuchaczy wyraźnie demonstrowało swój całkowity brak zainteresowania przedmiotem, w szczególności, liczba tych, którzy robili notatki była niewielka. Pod tym względem była to najgorsza grupa studentów z jaką miałem kiedykolwiek do czynienia. Twierdzę, że postawa tegorocznych studentów na zajęciach była główną przyczyną takich a nie innych wyników na egzaminie. Ewentualny argument, że język logiki jest trudny do zrozumienia łatwo odeprzeć, że wśród trzech najlepszych not (jeden bardzo dobry i dwa +dobre), dwie (w tym piątka) przypadły studentom z Ukrainy, mającym dodatkowe kłopoty z percepcją wykładu odbywa-nego po polsku. O ile mogłem się zorientować studenci ukraińscy zachowywali się lepiej niż polscy.

W trakcie jednego z wykładów wypowiedziałem się bardzo ostro o zachowaniu się studentów na moim wykładzie. Powiedziałem się, że to właśnie tacy ludzie pracują bardzo solidnie na niepochlebne opinie o Polakach w wielu krajach, np. na tzw. Polish jokes w USA czy ciągłe odkładanie przez władze amerykańskie zniesienia obowiązku wizowego dla oby-wateli polskich. Podtrzymuję to zdanie. Nie ma bowiem żadnej gwarancji, że osoby zachowu-jące się wysoce niewłaściwie na wykładach, zachowają się należycie za graniczą. W samej rzeczy, należy wręcz oczekiwać, że ich postępowanie będzie powodowało negatywne opinie o Polakach. Ta osoba, która napisała, że obrażam naród polski, dodała, że kultura osobista Po-laków jest znacznie wyższa niż „wydaje się temu wykładowcy”. Wypowiedź ta świadczy o tym, że jej autor lub autorka nie zrozumiał(a) w czym rzecz. Nie odnosiłem się do kultury osobistej Polaków, ale do sposobu zachowania się grupy, z którą miałem do czynienia na wy-kładach. Smutne byłoby, gdyby ta grupa była reprezentatywna dla ogółu Polaków, natomiast można zasadnie przypuścić, że jej przedstawiciele lub im podobni są odpowiedzialni za takie, a nie inne oceny przybyszów z Polski. I tak jest ich wystarczająco wielu. Gdy kilkanaście lat temu jechałem autobusem do Francji, okazało się, że Belgowie zamknęli toalety na przejściu granicznym, gdy tylko zauważyli, że zbliża się autobus z Polski. Pewna Polka mieszkające w Wielkiej Brytanii opowiadał mi, że w jej miasteczku pojawił się plakat ostrzegający przed włamaniami do sklepów, na którym dziura w szybie wystawowej miała kształt terytorium Polski. Przykłady można mnożyć, zresztą bez potrzeby sięgania do przypadków „zagranicz-nych”. Wystarczy posłuchać nadmiaru wulgaryzmów we współczesnej polszczyźnie, zwłasz-cza młodzieżowej, popatrzyć na kierowców przy przejściach dla pieszych czy młodych ludzi ustępujących miejsc siedzących osobom w podeszłym wielu czy nawet inwalidom. Wszelkie generalizacje są ryzykowne i na pewno Holendrzy (mowa o opinii sprzed paru dni) przesadzili w stwierdzeniach, że wszyscy Polacy piją, kradną i źle parkują samochody, ale to już tak jest, że grupy narodowe ocenia się na zasadzie pars pro toto. Opinia Holendrów rozsierdziła Polaków jako wysoce niesprawiedliwa. Wszelako miast pomstować na inne nacje lub oskarżać wykładowców o obrażanie narodu, znacznie istotniejsze jest uważne spojrzenie w lustro na samych siebie. Sugeruję, aby owych 20 oceniających tak właśnie uczyniło i spróbowało przyjrzeć się samym sobie. Innym też to nie zaszkodzi.

OPINIE
Mateusz Stopa - Akademickie obyczaje
2011-07-01 15:29:41
Czytają powyższy tekst zdałem sobie sprawę, że całkiem niedawno odbyłem rozmowę z pewnym profesorem na bardzo podobny temat. Od razu zastrzegam, że staż pracy na uczelni mam zupełnie nieporównywalny do stażu pracy Autora, ale nie oznacza to, że oceny i opinie są diametralnie różne.
Wracając do wspomnianej rozmowy, skoncentrowała się ona właśnie na obyczajach studentów, którzy coraz częściej, mówiąc delikatnie, "nie
Były student - Kpina
2011-07-03 21:13:28
Zgadzam się z komentarzem powyżej - śmiech, ironia, kpina jest najskuteczniejszym lekarstwem (odpowiedzią) na chamstwo - najgorszym jest krzyk.
gawron - Student nasz Pan
2011-07-12 09:38:38
Od dawna władze tej uczelni stosowały jedną prostą zasadę "Student - nasz Pan". Cenę za takie podejście od dawna płacą wykładowcy, którzy są na usługach roszczeniowych studentów.
Optymista - Mimo wszystko
2011-08-10 21:32:55
Gdy dziś rano szedłem do pracy, w centrum miasta, zobaczyłem dwóch nastolatków lekko schowanych za rogiem sklepu. Jeden wyrzucił na trawnik „peta”, a drugi kapsel od właśnie otwartego piwa.
Zadałem sobie pytanie, któro pewnie zadał sobie Pan profesor podczas opisanych wykładów; jak należałoby się do nich zwrócić, żeby podziałało. Wymyśliłem, że mógłbym podejść i (dbając o pogodną barwę głosu) powiedzieć: „Nie

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010