Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



O Rzeszowie i Podkarpaciu. Z perspektywy socjologa
TAGI: Deser, Waria,
Dodano: 2010-07-29 23:00:20

W sprawie przeczytanych tekstów mógłbym w zasadzie stwierdzić, że zgadzam się z poglądem wyrażonym przez pana profesora Chłopeckiego. Dokładnie zgadzam się główną linią jego rozumowania. Ale są też sprawy, które nie wydają mi się tak proste i oczywiste, jak to przedstawił Chłopecki. I o tym tutaj szerzej chciałbym się wypowiedzieć.

Zgadzam się, że wybory polityczne to prywatna sprawa każdego wyborcy. Ale przecież to nie zwalania nas od próby przeanalizowania warunków kształtujących polityczne postawy. Ponieważ dyskusja zahaczyła o politykę, sądzę, że nie należy ukrywać swoich politycznych przekonań. Oddałem swój głos na Bronisława Komorowskiego, chociaż uważam Jarosława Kaczyńskiego za osobę bardziej kompetentną, zdecydowaną, zorganizowaną i umiejącą otoczyć się ludźmi lojalnymi, uczciwymi i w miarę kompetentnymi. Czyli w wymiarze organizacyjno-technicznym Kaczyński przewyższa Donalda Tuska, a Komorowskiego to już wręcz bije o głowę. Ale to tylko zwiększa moją niechęć do niego, bo Kaczyński jest wybitnym przedstawicielem nurtu narodowokatolickiego w polityce, z którym całkowicie się nie zgadzam. Nie zgadzam się z tym, że zarówno na arenie międzynarodowej, jak w skali społecznej rządzą interesy wyłącznie ekonomiczne i polityczne, że najlepszą polityką Polski jest wyrywanie jak największych kawałków budżetu wraz z innymi słabymi państwami, a w ostateczności poprzez szantaż wetem lub bojkotem. Sądzę, że państwa Unii powinny jednoczyć się nie tylko w sferze ekonomicznej, ale także kulturowej i społecznej. Uważam, że zamiast wciąż ludziom patrzeć na ręce, grzebać w ich życiorysach i oceniać czy wystarczająco spontanicznie demonstrują swój patriotyzm i czy reagują na tzw. zniesławianie dobrego imienia Polski, należy im ufać. I kultura zaufania (o której pisał Piotr Sztompka) summa sumarum da więcej naszemu krajowi niż setki agentów Tomków, CBA, CBŚ, NIK, IPN czy inne organizacje, z powołania których prezes Kaczyński był tak dumny.

A teraz w sprawie Rzeszowa. Mam przed sobą dwa teksty jeden agresywny, wręcz paszkwilancki wobec społeczności rzeszowskiej, drugi napisany w tonie ckliwym i sentymentalnym, z uczuciem wobec Rzeszowa i rzeszowian. Zawsze z większą sympatią odnoszę się do krytyki niż apologii. Podzielam zdanie Sokratesa, że filozofia powinna być tym bąkiem, który uprzykrza życie ludziom i nie pozwala im popaść w samo uwielbiającą drzemkę. Ale w tym wypadku Autor zdecydowanie przesadził. Ocena jest niesprawiedliwa. Oczywiście, młodzi i przedsiębiorczy ludzie wyjeżdżają z Rzeszowa. Ale to jest proces ogólnopolski. Większe miasta albo zagranica oferuje im szanse lepszego życia. Trudno ich winić, że chcą z tego skorzystać. I prawdą jest też to, że Rzeszów pięknieje i jest przyjaźnie nastawiony do obcokrajowców. Ostatnio było głośno w sprawie antysemickich haseł kibiców Resovii – uważam, że to raczej incydentalne wypadki. Generalnie antysemityzm społeczeństwa rzeszowskiego w porównaniu do innych regionów nie jest ani wyższy ani niższy. Dlatego nie ma żadnego powodu, by twierdzić, iż społeczeństwo Rzeszowa jest nadmiernie ksenofobiczne i klerykalne. Rzeszów wprawdzie to jeszcze nie jest społeczeństwo miejskie, tu kultura miejska wciąż jest powierzchowna. Marian Malikowski zauważył niegdyś, że chociaż poziom wykształcenia mieszkańców Rzeszowa jest jednym z najwyższych w kraju, to nie dorównuje mu poziom konsumpcji dóbr wysokiej kultury. Nawet Przemyśl z jego kulturą nacjonalistyczno-kresową wydaje się mi być społecznością bardziej miejską niż Rzeszów. Ale to dlatego, że Rzeszów w PRL-u się niesłychanie rozwinął. W znaczeniu wymiany ludnościowej. Przecież zdecydowana większość mieszkańców ma na wsi korzenie i bliskich krewnych.

I tutaj dochodzimy do ulubionego tematu Autora "Między metropolią a zaściankiem" – sprawy kapitału społecznego. Kapitał społeczny to sposób w jaki społeczność miejska radzi sobie z zanikiem więzi rodzinnym czy sąsiedzkich. Na wsi ludzie sobie pomagają, gdyż są wzajemnie od siebie uzależnieni, bo spotykają się wciąż w pracy i na zabawie, bo łączą ich więzi rodzinne. W mieście tego nie ma. Człowiek w mieście zależny jest od organizacji. Organizacje dobrze działają, jeśli są liczne i wzajemnie ze sobą – personalnie lub w inny sposób – powiązane. A dzieje się tak, gdy mieszkańcy działają w różnego rodzaju organizacjach. A jak jest z tym w Rzeszowie? Z moich obserwacji i doświadczeń wynika, że nie najlepiej. Zwykły człowiek w potrzebie z reguły zwraca się o pomoc do rodziny, szuka znajomości wśród obecnych lub byłych kolegów, a w ostateczności dopiero idzie do organizacji. Dobrze funkcjonują kościelne lub związane z Kościołem organizacje społeczne, głównie charytatywne, reszta stara się jakoś wiązać koniec z końcem. Chociaż w tym roku na Uniwersytecie Rzeszowskim została obroniona praca doktorska (pod kierunkiem prof. Malikowskiego) pokazująca, że Podkarpacie cieszy się jednym z najwyższych w Polsce wskaźników uczestnictwa organizacyjnego. Być może powinniśmy zmienić zdanie na temat organizacji społecznych na Podkarpaciu. Chyba, że jest słuszna teoria wyrażona w jednym z opowiadań Lema, że Opatrzność Boska czuwa nad naukowcami i nie pozwala, by ich teorie zostały empirycznie sfalsyfikowane. Jednak najbardziej prawdopodobne jest to, że ocena poziomu kapitału społecznego zależy od tego, jakie uczestnictwo i jakie organizacje będziemy traktować jako wskaźniki. Mimo wszystko podtrzymywałbym jednak swoją tezę, że poziom kapitału społecznego na Podkarpaciu jest niski. Wszak mobilizacja jest oznaką kapitału społecznego. , Ponadto, pomimo tego, iż tutejsi mieszkańcy uzależnieni są od rolnictwa i przemysłu spożywczego, w szczególnośći ucierpieli na kryzysie w latach 90. Ale, gdy rolnicy z zachodu i centralnej Polski masowo demonstrowali przeciw niskim cenom skupu, to na Podkarpaciu pojawiły się pojedyncze pikiety złożone z działaczy i członków ich rodzin. W ogóle wszelkie demonstracje i strajki na Podkarpaciu mają charakter chimeryczny. Czy to jest ta słynna galicyjska lojalność wobec władzy? W latach siedemdziesiątych wszystko na to wskazywało. Ówczesne, socjalistyczno-komunistyczne obrzędy cieszyły się masowym uczestnictwem. Niezależnie od tego czy były to pierwszomajowe pochody, czy czyny społeczne czy też konkursy miast. Jeszcze w latach 90. poziom uczestnictwa w wyborach parlamentarnych na Podkarpaciu był najwyższy w Polsce. Ale od pewnego momentu da się zauważyć stopniowe zniechęcenie do polityki i obniżanie się poziomu uczestnictwa w wyborach. Mam wrażenie, że takim przełomowym momentem było referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej. Wtedy to, na falach Radia Maryja (którego wpływ na postawy polityczne mieszkańców Rzeszowa trudno przecenić) ojciec Tadeusz Rydzyk, dyrektor radia, nagle i zdecydowanie wezwał do zaprzestania prowadzonej od wielu miesięcy przez to radio agresywnej antyunijnej kampanii propagandowej. Ten zwrot, którego powody nigdy nie zostały dokładnie wyjaśnione, sprawił, że do urn na Podkarpaciu po raz pierwszy przystąpiło mniej wyborców niż w innych regionach kraju. I chociaż kandydaci partii narodowo-katolickich, często odwołujący się do autorytetu Kościoła, wciąż wygrywają, to jednak nie są to aż tak zdecydowane sukcesy jak niegdyś.

Ale w samym Rzeszowie mamy pewien paradoks. W polityce lokalnej dominują partie konserwatywno-narodowe, ale prezydentem, cieszącym się ogromną popularnością, od wielu lat jest lewicowiec, który w czasie ostatnich wyborów prezydenckich poparł kandydata Platformy. Jestem fanem pana Tadeusza Ferenca i doceniam jego zaangażowanie i poświęcenie w pracy dla Rzeszowa. Ale z drugiej strony, jestem też przeciwnikiem stylu sprawowania władzy w Rzeszowie. Bowiem są to rządy, którą Michel Foucault nazywa „władzą pastoralną”, jest to władza sprawowana przez pasterza nad stadem owiec. To władza, której ani zasady ani użycie środków nie jest poddawane krytyce. A to rodzi postawy poddaństwa, które prowadzą do wypaczeń, zgodnie z powiedzeniem Lorda Actona: wprawdzie każda władza deprawuje, lecz władza absolutna deprawuje absolutnie. Przypomnijmy sobie następujące zdarzenie (zrelacjonowane przez lokalną prasę), które dobrze ilustruje stosunki władzy pastoralnej. Otóż, swego czasu autobus komunikacji miejskiej zajechał drogę samochodowi prezydenta Ferenca, tak że o mały włos nie doszło do zderzenia. Na uwagi zdenerwowanego prezydenta, kierowca autobusu (nie będąc świadomy z kim ma do czynienia) odpowiedział w sposób mało parlamentarny, by ten raczej zajął się prowadzeniem pługa na roli, bo o jeździe samochodem w mieście nie ma żadnego pojęcia. Ale nie ten charakterystyczny kompleks niższości wiejskiej pracy, który ujawnił się wypowiedzi kierowcy jest ważny. Istotne jest to, co nastąpiło po zgłoszeniu przez prezydenta informacji o zachowaniu kierowcy. Został on przez dyrektora karnie zwolniony z pracy. Lecz o sprawie stało się głośno i nawet centralne gazety poinformowały o incydencie, przedstawiając to jako jeszcze jeden przykład arbitralności władzy. Prezydent podjął szybkie działania. Następnego dnia telewizja pokazała owego kierowcę, już przywróconego do pracy, jak z głupią miną ściska się z prezydentem Ferencem…

Co jednak łączy prezydenta Ferenca z partiami konserwatywno-narodowymi? Twierdzę, że główna idea obu bloków politycznych jest ta sama: państwo powinno zaopiekować się obywatelem. To bardzo wyraźnie głosił Jarosław Kaczyński: nikt nie powinien czuć się opuszczony. I właśnie dla mieszkańców Rzeszowa prezydent Ferenc jest idealnym przywódcą, któremu można zaufać, że sprawach spornych będzie postępował uczciwie, kierując się interesem całej społeczności. Zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że Rzeszów jest miejscem ekonomicznego i społecznego sukcesu. Ale też społeczeństwa Rzeszowa, a całe Podkarpacie, jeszcze w większym stopniu, odstaje ekonomicznie od reszty Polski. I jest to powód do frustracji. I ten fakt skutecznie propagandowo wykorzystują partie konserwatywno-narodowe głosząc, że Podkarpacie jest karane przez rządzące partie liberalne za swój konserwatyzm i religijność. Sęk w tym, że nie da się na drodze empirycznej ani potwierdzić ani obalić tak sformułowanej tezy –każde niepowodzenie podkarpackich przedsięwzięć może być uznane za argument potwierdzający tę tezę.

Co można by powiedzieć o Rzeszowie i Podkarpaciu? Myślę, że jest to taki polski Neapol albo polska Bawaria lub polska Irlandia północna, jeśli byśmy zwiedzali Wielką Brytanię. Jest to region relatywnie biedny, konserwatywny obyczajowo i religijny (z wysokim uczestnictwem zbiorowych praktykach). Ale wskaźniki satysfakcji z poziomu życia są tutaj wysokie. Bowiem nie tylko dobra materialne się liczą w ocenie zadowolenia z swojego życia. Mieszkańcy Rzeszowa dobrze oceniają środowisko naturalne oraz przytulną, rodzinną atmosferę tu istniejącą. To prawda, miasto nie promuje rywalizacji, nie podnosi wydajności, ale za to skutecznie łagodzi stresy, który każdy z nas doświadcza zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. I być może dlatego mieszkańcy Rzeszowa, chociaż biedniejsi, nie wydają się być mniej szczęśliwi niż mieszkańcy Krakowa czy Warszawy.

OPINIE
Jerzy Chłopecki - Polityka kadrowa Kaczyńskiego
2010-07-31 14:45:01
Tekst dr. Jestala podnosi wątki przeze mnie pominięte i za to jestem Mu wdzięczny, ale jedno twierdzenie wprawiło mnie w absolutne osłupienie. Jestal twierdzi, że Kaczyński potrafi otoczyć się ludźmi lojalnymi, uczciwymi i w miarę kompetentnymi, w czym przeważa nad Tuskiem, a Komorowskiego bije na głowę.
Jerzy Jestal - Odpowiedź panu prof. Chłopeckiemu
2010-08-03 08:16:58
Być może jest to prawda. Niemniej jednak trudno zaprzeczyć temu, że kampania prezydencka Jarosława Kaczyńskiego była przeprowadzona - tak jak poprzednia, parlamentarna - bardzo sprawnie; był pomysł, tempo i w sumie nieźli wykonawcy. A zwycięska ekipa Komorowskiego wypadła żałośnie...
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010