i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-08-11 10:30:28
Manhattan sprzyja niespiesznej włóczędze. Na niewielkiej stosunkowo przestrzeni masz dziesiątki klimatów, krajobrazów, publiczności zaludniającej ulicę. Ludzie są kolorowi skórą, strojem, zachowaniem. Nic nikogo nie dziwi, jesteś widziana, ale niezauważalna, wtapiasz się w strumienie przechodniów stając doskonale anonimowa. Podobnie jest w każdej wielkiej metropolii, ale Nowy Jork jest chyba najbardziej różnorodnym miastem na świecie, gdzie żaden kolor nie dominuje jak np. w Seulu, czy nie przeważa jak w Paryżu. Warszawa z tego punktu widzenia, a także jeszcze z kilku powodów, nie jest metropolią i nią się nie stanie dopóki nie stanie się różnorodna. Wokół Uniwersytetu Columbia spotykasz chmary studentów, w Central Parku natkniesz się na kobiety z dziećmi, matki i bony, biegaczy i lumpów. Wokół drogich butików i biurowych wieżowców widzisz tłum w korporacyjnych mundurkach i eleganckie panie i panów wysiadających z luksusowych limuzyn. Koloryt ulicy zmienia się zupełnie w Greenwich, gdzie przechodniów jest mniej a mieszkańcy wyraźnie odróżniają się od turystów. Dalej mamy niepowtarzalne włoskie klimaty, a tuż obok krzątających się pracowicie Chińczyków.
Zapytasz może czy Manhattan jest ładny? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bo jest zbyt różnorodny. Obok lśniących szkłem i stalą wieżowców spotkasz domy z charakterystycznymi zewnętrznymi klatkami schodowymi, brudne, zaniedbane, obskurne. Greenwich Village nie jest ładnym miejscem, ale za to bardzo oryginalnym i zupełnie innym od otaczającego je miasta. Jest to w całym tego słowa znaczeniu enklawa, która utrzymuje się wbrew ekonomicznym prawom najbardziej efektywnego wykorzystania terenu. Podobnie jest też w Bostonie, gdzie dziewiętnastowieczna dzielnica Beacon Hill, miejsce zamieszkania dawnej bostońskiej burżuazji, utrzymuje swój charakter mimo presji deweloperów. Pisał o tym w swoim czasie Walter Firey w swojej książce o użytkowaniu ziemi w tym mieście. Dzielnica Chińska przypomina podobne obszary w innych miastach, ale jest mniej egzotyczna niż ta pokazana w filmie Romana Polańskiego.
A jeżeli chcesz zobaczyć piękną panoramę miasta i odwiedzić doskonałą restaurację, gdzie boy zatroszczy się o zaparkowanie twojego samochodu to możesz się udać do do pobliskiego West Orange leżącego już w New Jersey i zjeść lunch lub diner w „The Manor”.
Kiedy oglądamy jakieś miasta, zbierając jego okruchy, bo nigdy miasta poznać do końca nie sposób, to przecież zawsze z jakimś o nich wyobrażeniu, które ukształtowały literackie opisy, oglądane filmy, słuchane piosenki, ilustracje z przewodników, kolorowych czasopism i pocztówek. Czy Nowy Jork pobudził jakoś moje emocje? Nie, pozostałem chłodnym obserwatorem tego miasta, które mnie zadziwiło i zaciekawiło, z którym jednak nie nawiązałem żywszej uczuciowej więzi, którą mam z Paryżem, Londynem, Rzymem, Wenecją...






