i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie

Długo zastanawiałem się, czy sformułować tytuł w sposób zbliżony do tego, co można by uznać za „imperatyw kategoryczny”. Ale rzeczywiście wydaje mnie się, że zidiocenie w kwestii wybrzydzania na biznes zaszło już za daleko we wszystkich partiach, włącznie z Platformą, i terapia szokowa wydaje się wręcz niezbędna. PiS zaszczepił politykom podczas swoich rządów paranoiczną wręcz wizję przedsiębiorców jako niemalże głównego źródła zła w Polsce. A Platforma w obawie przed krytyką PiS – jak gdyby miała ona decydujące znaczenie! – co chwila szaleje na sposób pisowski.
Nie wspomnę już o pseudo-aferze hazardowej, gdzie interesy i polityków, i biznesu hazardowego były zbieżne. Wzrost podatków – po przekroczeniu pewnego poziomu – z reguły oznacza nie tylko mniejsze dochody opodatkowanego biznesu, ale i mniejsze dochody nazbyt pazernego fiskusa. I o tym – jestem przekonany – mówił Zbigniew Chlebowski z owym przedsiębiorcą; hazard, tak jak papierosy, czy alkohol, nie są bowiem wyłączone spod działania praw ekonomicznych!
Ostatnio poziom zidiocenia został jeszcze znacznie podwyższony, gdy oskarżono Komisję Palikota, że tam lobbyści piszą ustawy, bo przedstawiają swoje własne oceny i propozycje rozwiązań prawnych. Nauka demokracji w warunkach otwartego społeczeństwa przychodzi nam, widzę niestety, z niemałymi trudnościami.
Warto może przypomnieć, że w kongresie amerykańskim tzw. wysłuchania (hearings) są obowiązkowe i gdy jakakolwiek komisja zabiera się do tworzenia nowego aktu prawnego (lub do zmiany istniejącego) jest ona zobowiązana do dokonania takich przesłuchań. Przedstawiają tam swoje raporty i propozycje rozwiązań prawnych wszelkie grupy zorganizowane mające, jakikolwiek interes danej legislacji, a także powołani eksperci.
Mniej więcej to samo próbuje się robić w komisji „Przyjazne Państwo” – tyle, że z braku regulacji i pieniędzy w mniej cywilizowany sposób. Po pierwsze, hearings nie są obowiązkowe, lecz zależą od woli tej czy innej komisji. Po drugie, nie są protokołowane. Po trzecie, skoro nie ma protokołów przesłuchań, to nie ma i załączników do nich, czyli składanych do protokołu analiz i propozycji.
Tak więc w Stanach Zjednoczonych nie trzeba byłoby powoływać komisji śledczej, gdyż wszystkie materiały można przeczytać bez takiej komisji! Proponuję więc nie wpadać w histerię, nie szaleć z tego powodu, że jacyś biznesmeni (nawet lobbyści) przedstawiają swoje propozycje, bo jest to rzeczą normalną. I jeśli coś chce się zrobić z sensem w tej sprawie, to przede wszystkim wprowadzić amerykańskie procedury jako zasadę wszelkiej legislacji.
A już na pewno nie dostawać drgawek z przerażenia, że „ten okropny biznes” chce przepchnąć swoje spojrzenie na sprawę, bo ma (jak każdy) do tego prawo. A Platformie radzę oderwać się od niezdrowego psychicznie pisowskiego stylu myślenia o „oligarchach”, którzy jeśli mają pieniądze, to znaczy, że „skądś je mają” (jak powiedział w czasie poprzedniej kampanii wyborczej Lech Kaczyński).
Platforma ma bowiem zdecydowanie więcej do stracenia. Jeśli bowiem przedsiębiorcy i ich rodziny uznają, że i od PO nie mogą oczekiwać niczego sensownego, to podczas najbliższych wyborów zostaną w domu: oni, ich rodziny i wielu przyjaciół i pracowników. I jak bardzo skurczy się wtedy elektorat Platformy?...






