Nie straszyć kryzysem!
TAGI: Deser, Waria,
Dodano: 2009-01-27 13:08:16

To, co napiszę będzie niepopularne nie tyle wśród Czytelników, ile wśród piszących. Ja rozumiem, że gazetę trzeba sprzedać i że złe wiadomości – podobno! – sprzedają się lepiej. Ale wszędzie, także w mediach, powinno się wykazywać pewien umiar. Ja rozumiem, że brukowce (zwane dziś wdzięczniej tabloidami) takiego umiaru wykazywać nie będą. Ale gdzie indziej powinno się szanować markę, a jednocześnie posiadać w i e d z ę o przedmiocie.
Nie będzie zaskoczeniem, gdy napiszę, że dobry dziennikarz to taki, który jest sprawny warsztatowo, czyli posiadł umiejętności swego zawodu, oraz kompetentny w dziedzinie, którą się zajmuje. Obojętnie, czy jest to teatrologia, czy ekonomia, recenzent teatralny czy dziennikarz ekonomiczny powinien znać się na tym, o czym mówi i pisze.
Z tej wiedzy, w połączeniu z umiarem i troską o markę, wynikać powinna t r e ś ć i s t y l dziennikarskiego pisarstwa. Tymczasem to, co obserwujemy w mediach opiera się na niskiej wiedzy i wysokiej skłonności do histerii (stymulowanej też zapewne życzeniami redakcyjnych szefów).
I tak, czytamy w tytule, że podaż miejsc pracy w listopadzie 2008r. była „najgorsza od lat”. Obok jest rysunek, z którego wynika, że te ok. 60 tys. nowych miejsc pracy w urzędach zatrudnienia, to wielkość na poziomie 2005r. W latach silnego spowolnienia (2000-02) była 2-2,5 razy niższa. A więc, póki co, było zupełnie dobrze. W innej gazecie atakuje Czytelników tytuł, że ostro wzrosło bezrobocie (też „najszybciej od lat”). Na szczęście obok podane są statystyki. I znowu, listopadowy wzrost bezrobocia jest podobny do lat poprzedniego spowolnienia. W grę wchodzi nie tylko cykliczność, ale i sezonowość (sezonowe zwolnienia w budownictwie i rolnictwie). Ale jeśli ma się interes w tym, by straszyć kryzysem, a nie ma się wiedzy, która by nam mówiła, co naprawdę znaczą liczby w danym czasie i miejscu, to i opór wobec presji sensacjonalizmu jest słabszy.
Poważny dziennik na pierwszej stronie podaje w tytule, że „firmy tną do kości”. To znaczy oszczędzają „od komputerów po spinacze”. Autorzy bajdurzą o sprawach, o których nie mają pojęcia, bo dziennikarze w firmach bywają rzadko, a menedżerem, czy właścicielem nie był zapewne żaden z piszących czy mówiących na codzień o gospodarce. Dobre firmy oszczędzają z a w s z e, a w latach zwiększonej niepewności (gdy osłabienie postępuje, a nie możemy ocenić jego skali) czynią to tym bardziej dogłębnie. Np. zamiast kupić nową furgonetkę jeszcze przez dwa lata pojeździ się w firmie tą samą (wydając trochę więcej na naprawy, ale nie angażując się w inwestycje). „Normalka” w czasach niepewności.
W radio słyszę, jak któryś dziennikarz opowiada o swoich rozmowach z przedsiębiorcami o tym, czy zamówienia spadają. Mówią, u nich nie, ale słyszeli, że u innych spadają. Od kogo? Od innych przedsiębiorców, czy w mediach? Tego nie wiemy, ale wrażenie pozostaje. Istnieje w prognozowaniu pojęcie samospełniającej się prognozy. To znaczy takiej, w której ludzie usłyszawszy, że coś im grozi zachowują się dokładnie tak, jak należałoby się zachowywać, aby ta prognoza się spełniła. A więc jeśli grozi nam kryzys, czyli znaczny spadek produkcji, to ludzie przestraszeni kryzysem zaczną przesadnie oszczędzać (przesadnie, bo grozi spowolnienie, a nie kryzys) i w rezultacie produkcja rzeczywiście spadnie znacznie i kryzys stanie się faktem. Tylko, dodam to mediom jako przestrogę, że spadną także wydatki na reklamę, z których żyją media, podcinając sensacjonalizmem gałąź, na której siedzą...
Justyna Żurkowska -
2009-05-25 11:33:11
Jan Winiecki w swoim felietonie „Nie straszyć kryzysem!” bardzo trafnie opisał tendencje dziennikarzy piszących o rzekomym załamaniu rynku. Otóż autor zauważył pewną niespójność co do ogłaszanych złych wiadomości, a przypisanych do nich statystyk, z których wynika coś zupełnie innego.
Mało tego – artykuły tego typu nie pojawiają się tylko w podrzędnych tabloidach, ale także na łamach niby szanujących się marek. Pan Winiecki nie tylko zauważa błąd dziennikarzy, jeśli chodzi o samą treść ich wypowiedzi – jako wybitny ekonomista nie miał z tym wielkiego problemu. Między wierszami porusza też bardzo ważną rzecz, mianowicie to jak wielką moc i wpływ na odbiorcę mają autorzy tychże tekstów.
Brak rzetelności i odpowiedniej wiedzy nie tylko spowoduje szum medialny, ale także może znacząco wpłynąć na gospodarkę, co z kolei naprawdę może wywołać kryzys. Media mają wpływ nie tylko na politykę, ale i na wszystkie podmioty w państwie. I tu nasuwa się pytanie – czy czwarta władza nie jest głupsza i nierozważna niż krytykowany przez większość rząd RP? Czy czwarta władza nie wyrządza nam większych szkód nić decyzje rządzących? Na te pytania każdy z nas sam musi sobie odpowiedzieć.
Joanna Majowicz - Wóz albo przewóz
2009-05-25 14:49:02
Nie ulega wątpliwości, że dobry dziennikarz powinien znać się na tym, o czym mówi i pisze. Taka idea przyświeca przynajmniej każdemu, kto jest zaangażowany w proces przekazywania informacji. Ale czy w dzisiejszym świecie, w epoce rozwijającej się masowości jest to możliwe? Obawiam się, że graniczy to z cudem.
Teza profesora Winieckiego jest słuszna. Wszędzie, także w mediach, powinno wykazywać się pewien umiar. Ale trzeba w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że działania mediów podyktowane są przede wszystkim zapotrzebowaniem odbiorców na określone informacje. Fakty przekazywane przez media są dziś produktem, który należy dobrze zareklamować, żeby się sprzedał. Taka jest przecież cecha dzisiejszego społeczeństwa – nastawiona na konsumpcję. Dlatego też nie dziwi to, że wszystko staje się towarem. Prawda jest taka, że ludzie nie chcą czytać, że wszystko jest dobrze i w porządku. Oni to wiedzą. W związku z tym, aby nie popaść w nudę i monotonię szukają „rozrywki” w mediach. A taka dostarczana jest w postaci doniesień o krwawych zbrodniach, kłótniach i aferach, kryzysach czy katastrofach. Negatywne wydarzenia są najbardziej pożądane w społeczeństwie. Aby sprostać oczekiwaniom innych ludzi, dziennikarze muszą „podkręcać” atmosferę tak, aby potencjalny odbiorca zainteresował się określonym problemem. Dziennikarz jest przecież człowiekiem, który potrzebuje środków do życia i wykonuje swoją pracę po to, by mieć na przysłowiowy chleb. Altruistów w tym zawodzie nie ma lub spotykani są niezwykle rzadko i to z reguły na szczeblu lokalnym. Tutaj rodzi się pewna sprzeczność – skoro dziennikarz oczekuje zapłaty za swoją pracę, powinien rzetelnie podchodzić do tematów, które opisuje. Jednak jak ma tego dokonać? To bardzo trudne, zważywszy na czas, który ma na przygotowanie odpowiedniej porcji informacji. Redakcje zazwyczaj ścigają się z przekazaniem newsów, bo następnego dnia mogą one być nic nie warte. Mówi się, że pośpiech jest złym doradcą, jednak jest także nierozłącznym kompanem dziennikarza. Społeczeństwo codziennie oczekuje świeżej dawki relacji ze świata. Czy w kilka godzin dziennikarz może sprostać tak trudnemu zadaniu i przygotować się solidnie i sumiennie? Reporterzy są ciągle w biegu, więc kiedy mają stać się znawcami i specjalistami w określonej dziedzinie? Myślę, że to niemożliwe.
Teoretycznie dziennikarz powinien być rzetelny, jednak praktyka pokazuje nam, że jest inaczej. Ciężko winą za to obarczać tylko dziennikarzy. Odpowiedzialne za taki stan rzeczy jest dzisiejsze społeczeństwo, które reguluje popyt na sensacyjność i stawia dziennikarzy pod ścianą. Połączenie rzetelności i kompetencji z szybkością i gorączkowym pośpiechem nie jest możliwe. Dlatego zdarzają się pomyłki i niedociągnięcia, na które zwraca uwagę prof. Winiecki. Dziennikarze nie mają jednak zbytniego wyboru. Albo będą pracować i zarabiać w tempie podyktowanym przez rynkowe zapotrzebowanie, albo nie będą mieli czego szukać w tym fachu. Albo wóz, albo przewóz...
Natalia Golonka - Nie strasz nas, profesorze!
2009-05-25 14:51:05
Światowy kryzys ekonomiczny to gorący problem ostatnich miesięcy. Autor zauważa jednak jeszcze jeden kryzys. Chodzi o kompetencje dziennikarzy. Nie jest dobrze, kiedy ekonomista krytykuje pracowników innej branży. Czyżbyśmy mieli więc kolejny kryzys?
Prof. Winiecki w swoim felietonie zarzuca dziennikarzom, że nie potrafią odpowiednio interpretować faktów, przez co niepotrzebnie straszą czytelników nieistniejącym kryzysem. Problem jednak jest, bo mówią o nim nawet rządy krajów na wszystkich kontynentach. Jeśli profesor widzi kryzys w inny sposób niż wszyscy, może sam powinien napisać coś, co przekona resztę i uspokoi świat. Tymczasem tekst jego autorstwa nie zawiera argumentów przeciw istnieniu problemu. Przeciwnie, straszy nas jeszcze bardziej, bo jak się okazuje, o kryzysie nie potrafimy nawet rozmawiać i pisać, a co dopiero go eliminować.
W walce z kryzysem przegrywają najtęższe głowy, a profesor oczekuje, że każdy dziennikarz powinien z kompetencją ekonomisty, jego pokroju, komentować związane z gospodarką światową problemy. Nie w każdej redakcji znajduje się sztab kilkudziesięciu specjalistów od wszystkich dziedzin życia. Poza tym media rządzą się swoimi prawami. Trzeba być szybkim w przekazywaniu informacji. W sprawach najważniejszych liczy się ich aktualność, bo to od tego zależy to, co się dzieje w danej chwili. Nie ma czasu na długie komentarze, filozoficzne wywody i szczegółową analizę programu oszczędności każdej firmy. To prawda, że złe wiadomości sprzedają się łatwiej i dlatego odpowiednio zapakowane rozchodzą się jak świeże bułeczki między czytelnikami. Jeśli prof. Winiecki potrafi równie dobrze sprzedać dobre wiadomości, proszę bardzo, nic nie stoi na przeszkodzie. Tylko trudno jakoś uwierzyć w powodzenie skomplikowanych wywodów ekonomicznych.
Nie powinniśmy się kłócić w czasach tak niepewnych. Wytykanie błędów i wzajemna krytyka niczemu nie służy. Pomóżmy sobie nawzajem w zrozumieniu problemu a wtedy żaden kryzys nie będzie nam straszny.
Beata Twardowska - Kryzys dziennikarstwa
2009-06-02 12:24:08
Od wielu miesięcy z czołówek gazet nie schodzi hasło „kryzys”. A w popularnych dziennikach aż roi się od różnorakich analiz, przewidywań, prognoz, podsumowań, rozważań etc. Ale i tu tkwi najpoważniejszy problem, niewiele z nich przekazuje rzetelne, sprawdzone informacje.
Przykłady, jakie podał autor doskonale ilustrują to, jak niejednokrotnie sprzeczne komunikaty są wysyłane do czytelników. Artykuł ten sprawił, iż zaczęłam się zastanawiać, czy nie mamy dziś do czynienia z kryzysem… ale kryzysem dziennikarstwa? Dziennikarstwa fachowego, rzeczowego, podpartego wiedzą i rozumem. Coraz częściej daje się zauważyć, iż popularni redaktorzy kreują się na znawców tematu, upoważnionych do wydawani sądów, głoszenia własnych opinii, przekonujących o słuszności swych racji. Tymczasem ich głównym zadaniem jest przekazywanie informacji, faktów, pozbawionych ocen, wartościowania etc.
Łukasz Mazur -
2009-06-02 13:51:19
Autor w swoim artykule napisał, a wręcz zarzucił, iż dziennikarze piszą o czymś, czego tak naprawdę nie rozumieją. Starają się zarobić na rzekomym kryzysie gospodarczym, rozpowszechniając coraz to ciekawsze, a zarazem straszniejsze informacje o nim. Moim zdaniem, kryzys w Polsce został sztucznie rozdmuchany w mediach. Ciągle jesteśmy nim straszeni, jak pisze autor, a tak na dobrą sprawę mało kto z nas odczuł jego skutki na własnej skórze.
Przyznam się szczerze, że żyję na takim samym poziomie, na jakim żyłem przed wybuchem kryzysu. Niestety, ale muszę się zgodzić ż prof. Winieckim, iż część dziennikarzy po prostu nie zna się na ekonomii, nie potrafi dokładnie i przede wszystkim ze zrozumieniem zinterpretować danych jakie mają do dyspozycji, kiedy pracują nad tekstem.
Iwona Motyka -
2009-06-09 08:18:40
Dziennikarz idealny to taki, który oprócz dobrego warsztatu posiada tez określoną wiedze pozwalającą orientować mu się we współczesnym świecie. Ciężko natomiast o dziennikarza takiego, który byłby na tyle idealny, żeby być ekspertem w każdej dziedzinie, począwszy od sportu, skończywszy na polityce.
Dlatego tak ważne jest, nawiązując do artykułu prof. Winieckiego, aby „nie straszyć kryzysem”, by dobry dziennikarz wiedział, o czym pisze, by przedstawiał rzetelne informacje, sprawdzone, aby zgłębiał opisywany przez niego temat jak najlepiej i aby przedstawiał opisywany problem obiektywnie, z różnych punktów widzenia. Tymczasem prawda jest taka, iż dziennikarze często goniąc za sensacją doszukują się jej tam, gdzie po prostu jej nie ma, przedstawiając często powierzchowne informacje.