i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-01-15 15:06:29
Proponowane przez niektórych przedstawicieli naszego środowiska przewartościowanie obowiązującej aktualnie punktacji ministerialnej dla nauk społecznych: zmniejszenie różnic miedzy publikacjami polskimi i publikacjami w obiegu międzynarodowym, spowoduje, że nikomu nie będzie się chciało podejmować wysiłku publikowania w czasopiśmie anglojęzycznym, przechodzić przez tortury decyzji revise i resubmit, czy wręcz reject (z czym zawsze się trzeba liczyć), poprawiać swój tekst wiele razy zanim ostatecznie zostanie zaakceptowany. Zamiast tego nadal najbardziej atrakcyjną opcją będzie wysyłanie tekstów do lokalnych czasopism lub zbiorowych monografii. Nie ma to oczywiście absolutnie nic wspólnego z jakąkolwiek misją nauk społecznych czy z krzewieniem kultury narodowej.
Zamiast zatem zniechęcać do publikowania w czasopismach LF i zmieniać kryteria ocen, zamiast traktować nauki społeczne jako coś innego, jako "naukę inaczej", należy się zastanowić jak sprostać międzynarodowym kryteriom oceny wartości naukowej. Jak zachęcić
ludzi do publikowania w dobrych czasopismach. Jak amortyzować wstrząsy związane z odrzuceniem tekstu (z czym pewnie każdy się spotka ale wiele osób po takiej traumie się zniechęca na dobre). Jak zadbać o dobry profesjonalny angielski tekstów wysyłanych do druku. Jak wreszcie uczyć młodych profesjonalizmu w tym zakresie. Piszę te słowa z pełnym przekonaniem, pomimo tego, ze sama jestem redaktorem naczelnym polskiego czasopisma
(Psychologia Społeczna - obecnie 4 punkty).
Reprezentuję psychologię, naukę, która pod wieloma względami przypomina geografię - ma swoją twardą odnogę, bliską biologii, neurologii, fizjologii, i część znacznie miększą - wkraczającą w nauki społeczne (np. psychologię społeczną). Ma też bardzo silną odnogę kliniczną. Oczywiście każda z tych dziedzin ma swoją niezłą reprezentację w czasopismach z listy JCR. Kiedy cztery lata temu po raz pierwszy wprowadzono nową punktację, władze mojego Wydziału rozpoczęły w środowisku kampanię pod hasłem: publikujemy w czasopismach z listy JCR. Wprowadziliśmy punktację ministerialną do systemu oceny naszych pracowników, stała się też ona podstawą oceny kandydatów w konkursach na stanowiska adiunkta. Jest to też główny czynnik decydujący o przyznawaniu corocznie pieniędzy na badania, a także corocznych ocen doktorantów i decyzji o przyznawaniu stypendiów. Skutkiem tych działań jest, że w ciągu ostatnich czterech lat (a więc już do nowej parametryzacji) udało nam się potroić liczbę publikacji na liście filadelfijskiej (liście JCR) - "produkty" tej akcji można zobaczyć na stronie internetowej Uniwersytetu Warszawskiego. Poza tym Wydział sam z siebie zaczął zastanawiać się jak wspierać tego typu aktywność wśród obecnych pracowników (czy dofinansowywać i jak). Podobne kroki podejmują inne wydziały i instytuty psychologii w Polsce. Podejmujemy też różne kroki nieformalne, żeby zachęcać ludzi i wspierać. I powoli nowe kryteria oceny przedostają się do powszechnej świadomości. W tym roku przyjmowałam na studia doktoranckie studentkę, która miała (w rewizjach) artykuł w jednym z najbardziej renomowanych czasopism z psychologii społecznej.
Badania z dziedziny psychologii sprawiedliwości pokazują, że ludzie za sprawiedliwy uznają ten podział, na którym sami mogą najwięcej zyskać. Pracownik fizyczny chce dzielić według wysiłku, człowiek, który ma osiągnięcia w jakiejś dziedzinie - według wkładu w tę dziedzinę, a ten, który osiągnięć nie ma - po równo. W dyskusji jaka przetacza się przez nasze wydziały też funkcjonuje ta zasada - każdy chciałby dowartościować (przypisać wyższą punktację) te wyniki działań, w których sam uczestniczy lub w których uczestniczy jego najbliższe otoczenie). Tylko, że to oznacza samopowielanie się starych wzorów - dajemy w ten sposób jasne wskazówki naszym studentom i doktorantom, że cenimy przede wszystkim to, w czym sami jesteśmy najlepsi.
Większość osób decydujących o kierunku rozwoju nauk społecznych w naszym kraju (profesorów, doktorów habilitowanych) to osoby reprezentujące powojenną generację, której aktywność naukowa przypadła na dwa bardzo różne okresy polityczne i którzy główne szlify otrzymywali jeszcze w czasach komunistycznych. To nie znaczy, że ta generacja nie robiła dobrej nauki - pod wieloma względami, w porównaniu do innych krajów naszego „obozu”. polskie nauki społeczne były na bardzo wysokim poziomie. Klimat ogólny był jednak taki, że nie zachęcał do wychodzenia z wynikami tych prac na zewnątrz, do międzynarodowej społeczności, do zmierzenia się z prawdziwą konkurencją. Dodatkowo brak oswojenia z systemem profesjonalnych recenzji, sprawiał, że decyzje "revise i resubmit" (nie mówiąc już o "reject") traktowano jako koniec świata, cios w samoocenę, a to nie zachęcało do próbowania swoich sił w międzynarodowych czasopismach. Kariery robiono zatem głównie w Polsce, nieliczni na forum międzynarodowym. Obecnie przed tą generacją staje trudne wyzwanie wsparcia reformy nauki z korzyścią dla przyszłych pokoleń, niezależnie od własnego interesu, a więc od tego, ile samemu ma się publikacji na liście filadelfijskiej.
Proponowane przez Ministerstwo zasady oceny parametrycznej biorą pod uwagę jako kryterium ocen najwyżej punktowane publikacje w liczbie dwukrotnej liczebności jednostki parametrycznej (2N). Oznacza to, że oczekuje się od nas dwóch wysoko punktowanych publikacji międzynarodowych w ciągu czterech lat. W naukach społecznych można ten wymóg przy odrobinie wysiłku spokojnie zrealizować. I wcale nie oznacza to konieczności rezygnacji z publikowania w języku polskim – książek, artykułów czy podręczników.






