i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie

Dzisiejszego poranka porządkując stare śmieci przy okazji nowego roku, trafiłem na pewien ślad własnej przeszłości. Czasopismo "Zdanie, czasopismo społeczno – kulturalne.", rocznik 1986. I oto co tam znalazłem, ku mojemu własnemu przerażeniu... Artykuł. Mojego autorstwa. Z czasów, gdy jeszcze czynnie i z zapałem oddawałem się sztuce architektury wnętrz... Nie ten fakt był jednak źródłem mojego przerażenia, ale świadomość, że w ciągu dwudziestu sześciu lat, które minęły od powstania rzeczonego artykułu, jego treść ani trochę się nie zdezaktualizowała. Zobaczcie Państwo sami...
Nie tylko to, co widzialne
Zajmuję się projektowaniem architektury wnętrz. Problemy niżej zasygnalizowane dotyczą pośrednio mojej profesji. Nie chcę być wąskim specjalistą, bo „specjalista to taki człowiek, który coraz więcej wie, o coraz mniejszej ilości rzeczy, aż w końcu wie już wszystko o niczym” (Hoimar von Ditfurth).
Wydaje mi się , że my musimy wiedzieć coraz więcej o coraz większej ilości rzeczy. Człowiek, podobnie jak otaczający go świat, jest między innymi układem elekromagnetycznym, gdyż jego działaniem kierują procesy elekromagnetyczne. Na gruncie właśnie tych zjawisk odbywa się przesyłanie informacji przez nasz układ nerwowy oraz przetwarzanie informacji w mózgu. Dzięki tej elektryczności zachodzą w naszym organizmie reakcje chemiczne, które podtrzymują jego funkcjonowanie.
W ostatnich czasach na skutek wspaniałej działalności człowieka w naszym środowisku zaczęły zachodzić poważne zmiany elektryczne, magnetyczne i akustyczne. Nowe wypiera stare: i tak domy z drewna , kamienia musiały ustąpić konstrukcjom stalowym. Czyli nastąpiła zmiana; z budynków, które były dobrymi izolatorami przenosimy się do budynków – dobrych przewodników. To wszystko na dodatek lokalizujemy w otoczeniu stacji nadawczych, różnych anten, przewodników i kabli; w naszych mieszkaniach przebiega wiele metrów przewodów zasilających, nasze urządzenia często pracują dniem i nocą, jak lodówki, zamrażarki, grzejniki itp. Przebywamy w układzie zamkniętym, pełnym zanieczyszczeń elektromagnetycznych. W otaczających nas przewodach zachodzą drgania o częstotliwości 50 czy 60 cykli na sekundę. Tak więc mamy zagrożenie spowodowane sztucznym elektromagnetyzmem, pod sobą anomalie ziemi, czyli miejsca w których naturalne pola magnetyczne przebiegają w sposób nieuporządkowany – pasy geopatogenne. A jak to wygląda – Amerykanie przeprowadzili eksperyment, podczas którego chowano kilka pokoleń myszy w warunkach słabego sztucznego pola elektromagnetycznego. Aktywność ruchowa zwierząt stopniowo ulegała ograniczeniu aż do momentu, kiedy myszy przyjmowały pozycję pokonanego tzn. kładły się na grzebiecie łapami do góry.
My, jak na razie, mamy dopiero dwa, trzy pokolenia przewody prądu zmiennego w swych domach, jest może zbyt wcześnie, aby przewidzieć długoterminowe skutki. Zauważam jedynie spadek aktywności ruchowej, niektórzy ludzie coraz częściej wolą pozostawać w swych mieszkaniach. Niektóre budynki to „chore domy”, domy gdzie zachodzą naturalne wibracje w zakresie niekorzystnym dla ludzi i zwierząt. W wielu szpitalach istnieją tzw. ”nieszczęśliwe łóżka”, na których umiera więcej ludzi niż normalnie. Są też takie miejsca w szpitalach, w których nie można robić elektrokardiogramów z powodu zakłóceń działania aparatury. Spowodowane jest to między innymi stalowymi belkami, zbrojeniem, metalowymi rurami które skupiają wytworzone wokół przewodów elektrycznych pola prądu zmiennego w wąskim pasie zwanym przez geobiologów strefa geopatyczną. Strefy te są przyczyną wielu ciężkich chorób. W strefach tych intensywność promieniowania ziemskiego może być kilkakrotnie wyższa niż na innych obszarach.
Doktor E. Jenny prowadził obserwację myszy umieszczonych częściowo nad strefą „napromieniowaną”. Podczas badań stwierdził, że cztery razy więcej myszy sypiało poza strefą napromieniowaną. Myszy, które zmuszone były do przebywania w strefie napromieniowanej zaczęły samoistnie chorować na raka. Powtarzając te doświadczenia w warunkach laboratoryjnych badacze zdołali spowodować rozwój choroby nowotworowej u 100 spośród 120 badanych myszy. Podobnie wygląda sprawa światła. W Stanach zjednoczonych w firmie Obrig zaprojektowano budynek tak, aby wykorzystać do jego oświetlenia pełne widmo światła słonecznego. Poprzez plastikowe szyby promieniowanie ultrafioletowe dociera do wszystkich pomieszczeń biurowych i fabrycznych. Wszystkim to odpowiada, produkcja wzrosła o 25%, jak również zdrowotność pracowników. Sprawdzianem stała się epidemia grypy w Stanach w latach 68/69. Kiedy to żaden z pracowników firmy nie zachorował.
Aby to sprawdzić John Off przeprowadził następujące badania nad wpływem światła o różnej długości fal na samoistny rozwój nowotworów u chowanych myszy. I tak przy świetle jarzeniowym różowym myszy żyły 5,5 miesiąca, przy „dziennym” świetle jarzeniowym 8,2 miesiąca. Myszy trzymane za zwykłymi szklanymi oknami żyły już 9 miesięcy. Natomiast myszy, które przebywały w pomieszczeniach, do których docierało pełne widmo światła słonecznego żyły dwa razy dłużej tj. 15,6 miesiąca.
Teraz przejdźmy do problemu fal infradźwiękowych. Ludzie poddani badaniom narzekali, przy określonych częstotliwościach drgań na ból lub inne dolegliwości we wszystkich częściach ciała. Odczuwali trudności w oddychaniu, skurcze mięśni, ból głowy, bóle w piersiach, plecach i ogólnie źle się czuli. Jeśli ktoś cierpi z powodu niewyjaśnionych dolegliwości powinien zbadać, czy w jego otoczeniu nie występują dźwiękowe lub elektromagnetyczne fale super małej częstotliwości. Podobnie sprawa wygląda z hałasem. U osób narażonych przez dłuższy czas na działanie hałasu, może w istotny sposób zmienić się poziom cholesterolu we krwi, i kortyzolu w osoczu. Uczeni radzieccy twierdzą, że występuje związek między nadmiernym hałasem w zakładach przemysłowych a częstym występowaniem wśród robotników kłopotów z krążeniem, trawieniem, przemianą materii czy nawet zaburzeń neurologicznych i psychicznych.
Jeszcze kilka słów o czymś , co wypełnia otaczającą nas przestrzeń – powietrze. Składa się ono z cząsteczek tlenu, azotu i dwutlenku węgla. Dalej zaś składają się z atomów, te zaś, jak wszystkie atomy mają dodatnio naładowane jądro, wokół którego krążą naładowane ujemnie elektrony.
Większość z nich jest zrównoważona elektrycznie, czyli obojętna. Natomiast gdy taka cząstka przyłączy elektron, staje się nadładowna ujemnie, gdy straci, nadładowna dodatnio. Proces ten to jonizacja , która może zachodzić pod wpływem słonecznego promieniowania ultrafioletowego, radioaktywności gleby, szybko płynącej wody, wyładowań elektrycznych lub rozsądnego gospodarowania zielenią.
Jony te działają na nas w różny sposób. Ale ogólnie ujmując jony dodatnie sprzyjają powstawaniu stanów patologicznych, a jony o ładunku ujemnym są dla nas korzystne. Wykorzystywane są przy leczeniu katarów siennych, astmy, niektórych alergii. Stabilizują ciśnienie krwi, poprawiają wydolność organizmu, zdolność do uczenia się i czas reakcji. Poza tym utrzymują powietrze w czystości wytracając z niego cząstki pyłu i kurzu.
Badania prowadzone przez A. Czyżewskiego w Moskwie nad grupą świnek morskich zakażonych gruźlicą ukazały dobitnie znaczenie jonów ujemnych. Po ośmiu tygodniach badań grupa świnek nie poddawana jonizacji zdechła, natomiast wszystkie świnki poddawane jonizacji żyły, wyleczyły się z gruźlicy i były zdrowsze niż przed rozpoczęciem eksperymentu. Prowadzone badania i eksperymenty można mnożyć bez końca.
Ale wróćmy na własne podwórko, do zieleni, tej projektowanej i nie. Otóż nie potrafię zrozumieć dlaczego nagminnie sadzi się u nas topole i to właśnie w Krakowie. Dlaczego nie można sadzić drzew, krzewów, które może rosną ciut wolniej, ale jonizują ujemnie nasze powietrze, np. modrzew, jałowiec, czeremcha, brzoza, kasztan, sosna, świerk, jodły, czarny bez. Szczególnie na nowych osiedlach, gdzie jest największe pole do popisu – nic. A skoro wspominam już o osiedlach i ich projektowaniu, chociaż to, co oglądamy na co dzień trudno nazwać projektowaniem, przytoczyć warto inne jeszcze obserwacje.
Otóż chcąc podnieść gęstość populacji u szczurów, wystarczy wsadzić je do przegródek tak, by nie widziały się wzajemnie i zapewnić tylko wystarczającą ilość pożywienia. Przegródki można stawiać jedna nad drugą na tyle poziomów, ile się komu podoba lub na ile pozwala technologia. Niestety jednak – poupychane w klatkach zwierzęta idiocieją, a ich nerki, wątroby, nadnercza ulegają chorobliwym zmianom. Poza tym zwierzęta wykazały takie objawy jakie wiążą się ze skrajnym stresem. U sztuk poddanych sekcji wykryto guzy gruczołów mlecznych i narządów płciowych. Przegęszczenie niszczy również ważne funkcje społeczne ( opieka nad młodymi została zdezorganizowana niemal całkowicie) i prowadzi do dezorganizacji a ostatecznie do wymierania, co jest bardzo wysoką ceną.
Zamiast jakichkolwiek wniosków chciałbym przytoczyć przypowieść o królu eksperymentatorze, której autorem jest R. May.
„Pewnego razu król stał w oknie swego pałacu i strasznie się nudził. Życie królów rzadko bywa interesujące i szczęśliwe. Jego znużone oczy zatrzymały się na człowieku, który szedł ulicą. Obserwował tego człowieka przez lata.
- Co by się stało, gdybym umieścił go w klatce? – myślał monarcha. Podobał mu się ten ponury pomysł eksperymentu. Zawołał swego medyka i polecił mu przygotować szczegóły doświadczenia. Po pewnym czasie człowiek został umieszczony w klatce znajdującej się w pięknym ogrodzie. Otrzymał wszystko: wyszukane wyżywienie i wygodne łóżko. Był całkowicie bezpieczny. Początkowo człowiek ten był oszołomiony i nie bardzo rozumiał co się stało. Ciągle powtarzał: dość tych żartów, spóźnię się do pracy, co powie żona. Po południu zrozumiał swoją beznadziejną sytuację i zaczął protestować „To niezgodne z prawem”, „precz z królem”, „zbrodnia przeciw ludzkości”, itp.
Człowiek był agresywny, wściekły. Ale powoli jego protest się zmniejszał. Siedział w klatce spokojnie, chociaż jego oczy były pełne nienawiści i pogardy. Mijały tygodnie. Człowiek w klatce wydawał się mniej zrozpaczony i ponury. Zaczął rozmawiać z medykiem. Dziękował mu za opiekę i dobre jedzenie. Gdy przechodnie pytali go, dlaczego znajduje się w klatce, odpowiadał zgodnie z mechanizmem racjonalizacji „słodkiej cytryny” – że wybrał tę drogę życiową, ponieważ zapewnia mu ona bezpieczeństwo osobiste i zaspokaja potrzeby konsumpcyjne.
Kiedy po ogrodzie spacerował król, człowiek w klatce dziękował mu za jego dobroczynność.
Z biegiem czasu, zachowanie badanego zaczęło się jednak zmieniać. Coraz rzadziej rozmawiał z ludźmi. Siedział spokojnie z beznadziejnym wyrazem twarzy. Uśmiech całkowicie zniknął z jego oblicza. Przestał dostrzegać innych. Jeśli coś mówił, prawie nigdy nie używał słowa „ja”. Nie protestował, nie był zły i nie był agresywny – był chory …” (cytat z książki Józefa Kozieleckiego – „Koncepcje psychologiczne człowieka”s.167).
Andrzej Głowacki, Nie tylko to, co widzialne, „Zdanie”, 2/1986r.
Wtedy, w czasach przemian, mało kto zwrócił uwagę na bajkę o Królu. Idąc ostatnio po bardzo nowych osiedlach w Krakowie zobaczyłem ponownie Króla, który umieszcza ludzi w klatkach z kamerami i ochroną jak w luksusowych więzieniach i pomyślałem: „czas leci, a myśl ludzka stoi w miejscu”.
"Raz pewien potężny czarnoksiężnik, chcąc zniszczyć królestwo, wlał magiczny płyn do studni, z której czerpali wszyscy mieszkańcy. Ktokolwiek napił się tej wody, stawał się szalony. Następnego ranka wszyscy mieszkańcy napili się ze studni i każdy z nich popadał w obłęd, z wyjątkiem króla i rodziny królewskiej,
„[...] domy z drewna , kamienia musiały ustąpić konstrukcjom stalowym. Czyli nastąpiła zmiana; z budynków, które były dobrymi izolatorami przenosimy się do budynków – dobrych przewodników. To wszystko na dodatek lokalizujemy w otoczeniu stacji nadawczych, różnych anten, przewodników i kabli;”
To nie do końca prawda, że drewno i kamień są






