Najazd „nowych krzyżaków”, czyli inwazja nieestetyczna
TAGI: Deser, Waria,
Dodano: 2010-08-03 12:31:54

No i mamy Tuska-zbrodniarza i Komorowskiego-Szynukowicza, który wymordował rodzinę Komorowskich i przejął ich nazwisko (to by znaczyło, że musiał się namordować, żeby nikt tego nie zauważył, bo rodzina to liczna i rozgałęziona). I mamy też kolejnych obrońców krzyża, „nowych „krzyżaków” gotowych zrobić niemal wszystko w imię tegoż krzyża (a w każdym razie dokonać mordu na czyjejś opinii).

Znana publicystka zareagowała na te elukubracje felietonem zatytułowanym: „Odlot”. Tak właśnie moi studenci określają zachowania odbiegające znacznie od normy psychicznej. Na marginesie, można zastanowić się, że mamy już sporo podziałów stworzonych przez Jarosława Kaczyńskiego i jego pisowczyków. Mamy Polskę solidarną i Polskę liberalną, Polskę prawdziwych patriotów i tych innych, Polskę lustracyjną i lustrowaną (o czym zbyt łatwo zapomnieliśmy), Polskę stoczniową i zomowską, itd.

Tymczasem nikt, jak dotychczas, nie zaproponował podziału na Polskę „odlotową”, czy psychiatryczną, i Polskę racjonalistyczną. Byłby to chyba najbliższy realiom podział. Ale ja chciałbym kilka słów powiedzieć nie o stronie psychiatrycznej, tylko o estetycznej skutków działania „nowych krzyżaków”, tylko nie sposób było nie zauważyć owego wielkiego odlotu...

Otóż protestuję ostro przeciwko najazdowi architektonicznej tandety. Turyści przechodzący przez Plac Piłsudskiego w Warszawie ze zdumieniem, ale częściej z estetycznym niesmakiem, patrzą na wielką szarą betonową „bułę”, jaką stanowi krzyż, postawiony tam bez oglądania się na kompozycję architektoniczną placu. Jakiś architekt miejski wydał na to zgodę.

W tej nieestetycznej formie nie powinno być tam dla niego miejsca. Poza tym nie ma on nic wspólnego z krzyżem z kwiatów, jaki stworzyli Warszawiacy w 1982r. Ci, którzy wtedy tam przychodzili, przynosząc kwiaty, nie opowiadają dzisiaj bredni o Tusku-zbrodniarzu, Komorowskim-Szynukowiczu i nie ziają miłością bliźniego przed Pałacem Prezydenckim.

To samo dotyczy Krakowa, gdzie na Błoniach miejscowi „odlotowcy” postawili prawem kaduka, z jakiejś tam religijnej okazji, sześciometrowy bodaj krzyż, widoczny na kilometry. Tyle, że władze miejskie, mocne poparciem mieszkańców Krakowa, którzy nie lubią szpecenia miasta, szybko wyprowadziły ową szpetotę z tak lubianego przez nich miejsca.

Z tego samego powodu, sprzeciwu wobec szpecenia Krakowskiego Przedmieścia, jestem za wyprowadzeniem krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego i nie stawiania tam obelisku, czy jakiej innej estetycznej „okropy”. Pomijając już inne argumenty, Warszawa nie ma zbyt wielu architektonicznie atrakcyjnych okolic; nie paskudźmy estetycznie tych nielicznych, które się ostały!

Problem jest szerszy oczywiście, gdyż przed zalewem architektonicznej tandety – narzucanej nam przez „nowych krzyżaków” – trzeba bronić nie tylko miast ubogich w piękną architekturę, ale także i tych architektonicznie bogatych. Niektóre same się obronią (przykład Krakowa jest tu wymowny), ale warto powiedzieć nasze estetyczne non possumus...
 

OPINIE

Dodaj swoją opinię
Autor:
Tytuł:
Treść:


kod z obrazka:

Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010