i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-05-06 09:22:12
Jeszcze nie wiadomo, czy ta zaprogramowana inteligencja wyjdzie nam na dobre, czy nie ustanowi jakiegoś nowego „porządku dziobania”. Zapewne trzeba się będzie rozstać z mitem, że technologie informacyjne promują indywidualizm. Jeśli już, to tylko programatorów. Dla większości będzie to nadbudowa nad „taśmą elektroniczną” i formy kontroli nad pracą umysłową. Czyli Deja vu. Trzeba będzie pracować w odpowiednim algorytmie; jeśli ktoś ma zachciankę robić coś innego przy komputerze to system od razu to ujawni. Komputer wymaga dyscypliny, żeby można było zarządzać „przepływami pracy”. Jeśli ktoś tego nie rozumie, to zachowuje się jak dezerter porzucający taśmę przemysłową. Różnice między jedną taśmą a drugą nie wydają się jakościowe, najważniejsza jest taka, że przy jednej operuje się narzędziami mechanicznymi, przy drugiej zaś symbolami, co wymaga bardziej skomplikowanych czynności (choć dla tych, którzy to potrafią, to już rutyna), ale narzędzia ma się przy sobie – w pierwszym przypadku w licznych kieszonkach uniformu, w drugim na twardym dysku lub w sieci.
Algorytm jest zatem drogą do opanowania chaosu, ale płaci się za to wysoką cenę: zmniejsza się zakres decyzyjności i odpowiedzialności człowieka. Ludzie w swej masie stają się postdecyzyjni, ale to im nie będzie przeszkadzać. Obiektywnie następować będzie algorytmizacja intelektu, ale ludzie będą przekonani, że jest to intelektualizacja algorytmów.
Spróbujcie coś załatwić w biurze, w którym nie działają komputery: usłyszycie nieodmienne odpowiedzi: nic nie możemy zrobić, komputery odmówiły posłuszeństwa. Wszyscy czują się zwolnieni z odpowiedzialności. Bo algorytm komputerowy jest niedostępny, a ludzie nie czują się na siłach, aby uruchomić swój własny, albo już tego nie potrafią.
Przyszłość jeszcze bardziej to skomplikuje. Technika przestanie być już narzędziem: stanie się częścią systemu (dyspozytywu) technoludzkiego, który ma wartość tylko jako całość, każdy z podsystemów w pojedynkę będzie bezwartościowy. Nie będzie wtedy sensu mówić, że urządzenie cyfrowe jest narzędziem człowieka; człowiek sam stanie się poniekąd narzędziem narzędzia. Wtedy pożegnajmy się już z mrzonkami o rozwoju zrównoważonym. Pojecie self-sustainability straci sens, nic nie będzie samoodnawialne, wszystko musi być odnawialne w sposób sztuczny, bo coraz bardziej sztuczne będzie środowisko naszego życia. W następnym pokoleniu człowiek będzie się musiał bardziej adaptować do środowiska sztucznego niż naturalnego. A ta adaptacja będzie wymagać od niego coraz więcej technologicznych ekstensji weń wbudowywanych, zaś to co w nim intelektualne będzie coraz bardziej przechodzić do globalnych sieci cyfrowych. Ten złożony system będzie skazany na ciągłą transformację, bez niej on nie przeżyje. Zaaplikowanie rozwoju zrównoważonego wymagałoby „zatrzymania algorytmów”, ale nie ma takiej energii, która by to czyniła możliwym.
Znowu historia zatoczy koło: zerwiemy z dualizmem technika–kultura/sztuka i wrócimy do techne (τεχηε), która dla Greków była wszystkim: rzemiosłem, techniką, sztuką, umiejętnością. Oni nie znali osobnego pojęcia sztuki: ars to słowo łacińskie. Artysta może być programistą, a programista artystą. Twórczość typu „sztuka dla sztuki” zostanie zastąpiona przez inną: „technologia dla technologii”.
Nadzieje: Jak zachować szansę wydeptywania własnych ścieżek?
Narzucanie algorytmizacji w imię governance nie będzie bezkonfliktowe. Przyszłość będzie ciągłym zmaganiem się. Ludzie się będą przed nią bronić. Kultura wytwarzać będzie jakieś antyciała. Pomocny w tym będzie naturalny „software”, który ewoluował przez wieki - język, który mimo utajonych struktur uniwersalnych chronić będzie przed algorytmizacją, a w każdym razie w istotny sposób ją opóźniać. Im większa będzie różnorodność języków tym większe możliwości obrony. Niestety ta różnorodność mimo prób jej ratowania sukcesywnie się zmniejsza. Dominacja angielszczyzny, która dla potrzeb informatyki jest coraz bardziej algorytmizowana, te możliwości obrony osłabia.
Choć dla wielu zabrzmi to jak herezja, to moim zdaniem pozytywną rolę odgrywać będą hakerzy. Dzisiejszy hakeryzm ma bowiem misję ideologiczną: dać człowiekowi sieciowemu tyle samo narzędzi kontroli nad e-biznesem i e-government, ile te siły mają środków kontroli nad człowiekiem. Hakerzy i cały ruch copy left łamiący kody źródłowe programów chronią kulturę i wiedzę przed zamrożeniem w zastanym kształcie. Jeśli jako gatunek jesteśmy w sensie kulturowym tym, kim jesteśmy, to między innymi dzięki temu, że nie zamrażano kodów kulturowych. Istotną rolę odgrywać będzie free software, dzięki któremu ludzie epoki cyfrowej będą sami znać sztukę programowania; bez niej bowiem nie ma mowy o własnej ekspresji, tak jak ludzie potrafiący czytać, a nie umiejący pisać nie byli zdolni do własnej ekspresji na piśmie.
Bardzo wiele zależeć będzie od tego, jakiej kultury będą potrzebować młode generacje; ilu pojawi się nowych Linusów Thorvadsów, którzy rzucać będą wyzwanie „Gate(s)keeperom” – producentom algorytmu dla wszystkich, na ile uda im się zrównoważyć imperium Microsoftu i innych mogułów i tycoonów społeczeństwa informacyjnego. Trzeba się liczyć z tym, że wróci pokusa uspołeczniania własności, tym razem intelektualnej. Będzie sobie torować drogę myślenie typu: skoro nie powiódł się komunizm budowany na tym padole, to może jeszcze raz spróbować go stworzyć, tym razem już w wersji dotcom(munism) z oprogramowaniem Leninuxa jako kolektywnym algorytmem.






