i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-05-06 09:22:12
Przewiduję jednak, że za kilkanaście lat tacy „żywi pośrednicy” będą coraz mniej potrzebni, zastąpieni zostaną przez „cyfrowych pośredników” – agentów, którzy nam będą służyć, ale będą się przy tym nas uczyć, co znaczy, że będą wiedzieć o nas coraz więcej wiedzieć, będą doskonale zorientowani w naszych potrzebach, profilach intelektualnych i osobowościowych. I będą nam dostarczać algorytmów.
Twórcy takich agentów to elita społeczeństwa przyszłości. Algorytmy społeczne, które wytwarzają, to największa wartość chroniona prawami własności intelektualnej. Właściciele intelektualni będą jej strzec jak oka w głowie. Kto dysponuje taką własnością ma w swym ręku poważną władzę symboliczną. Przy takiej koncentracji władzy “przedstawień zbiorowych” całe społeczności mogą utracić możliwość samoportretowania się przez własną kulturę i być skazane na spożywanie obcej strawy intelektualnej, w której nie odnajdą własnych problemów i dylematów. Esencja komunikacji międzyludzkiej: słowa i inne symbole niosące znaczenia, stają się obszarem kontrolowanym przez dysponentów algotytmów - “właścicieli intelektualnych”.
Skutki algorytmizacji kultury powoli będą się ujawniać, tak jak ujawniały się przy poprzednich wynalazkach. Upowszechnienie się druku spowodowało zmiany w algorytmach języka; w edukacji zapanował model dyskursu zaczerpnięty z książek. Zmiany syntaksu zmusiły nas do mówienia na wzór składni pisanej. Nastąpiła standaryzacja języka, zaczęliśmy mówić jednolitymi narodowymi językami, co pogłębiły media masowe. Linearność lektury, „transport myśli”, wiersz za wierszem, akapit za akapitem narzuciły linearność myślenia i działania.
W epoce komunikacji cyfrowej nastąpi maksymalne uproszczenie kodu komunikacyjnego, czyli jego dalsza algorytmizacja. Językoznawczy zwracają uwagę, że w mowie i piśmie ubywa zdań podrzędnie złożonych, ludzie przestają ich używać, media to naśladują, ponieważ chcą być rozumiane. Podmiotowość będzie rozproszona przez cybernetyczne łącza, granice własnego ja będą definiowane coraz rzadziej przez cielesność a coraz bardziej przez pakiety informatyczne. Przebywanie online rzutuje na to, kim będziemy po odejściu od komputera.
Wraz z wymieraniem pokolenia „b.c.” (before computer) i wzrastaniem pokoleń „dygitalnych” ubywać będzie ludzi odpornych na algorytmy. Będzie to społeczeństwo wiedzy praktycznej, ale nie społeczeństwo mądre, społeczeństwo szumu i chaosu informacyjnego a nie uładzonej wiedzy. Będzie to produkcja „wąskich znaczeń”.
Programowanie
To jest przyczyna, dla której będzie rosnąć potrzeba programowania człowieka przez technologie (nie tylko, bo także psychofarmakologie i najróżniejsze metody psychologiczne).
Ludzie byli programowani lub się sami programowali zawsze, choć problem ten był ukryty pod innymi terminami: wychowanie, socjalizacja, akulturacja, religia, propaganda. Każda epoka programowała po swojemu i zgodnie ze swoim Zetgeistem.
W przyszłości takie długie formowanie ludzi będzie nie do przyjęcia: trzeba będzie ludzi programować i przeprogramowywać szybko, albo dawać im narzędzia do samooprogramowania, bo takie jest wyzwanie dromokracji - ery szybkości i gwałtownych zmian wymagających adaptacji do różnych ról, szybkiego wytwarzania empatii. Nie można pozwolić na to, żeby człowiek był jednorazowo zaprogramowany przez swą kulturę, bo jest po prostu nieelastyczny. Programowanie ma podsuwać wartości, które leczą z “dżihadu”, chronią przed etnocentryzmami i nietolerancją, są przydatne w procesie adaptacji do rynku i społeczeństwa otwartego? W takim programowaniu będzie się widzieć walory terapeutyczne, ma ono uczyć otwartości, życia bez blokad; rozbudzać potrzebę osiągnięć, patrzenia w przyszłość bez nieustannego nurzania się w swą przeszłość, co mnie do obecnego momentu przywiodło. Chodzi o to, żeby takie przeprogramowanie szybko zadziałało dla potrzeb rynku, reklamy, żeby mogło wpłynąć na konsumenta (kreowanie nowych potrzeb), wyborcę, menadżera, załogę (kultura firmy), nauczyć ich algorytmów.






