i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-05-06 09:22:12
W następnym pokoleniu człowiek będzie miał do czynienia z inną naturą informacji, oderwaną od przestrzeni i kontekstu. Człowiek analogowy czerpał informacje „z natury”, rejestrowane przez zmysły i przetwarzane intelektualnie. Poruszając się w przestrzeni zasysaliśmy te informacje z otoczenia: znaków drogowych, map, pytając ludzi zgodnie z zasadą „koniec języka za przewodnika”. We wszechobecnym systemie GPS, ambiente intelligence, informacje, jakie będą do ludzi docierać przez „wtyczkę do świata”, jaką jest komórka, inteligentna odzież, czy implanty chipowe, płynąć będą do nas z anonimowych baz danych nie wiadomo gdzie ulokowanych, nie związanych z daną przestrzenią i nie wiadomo przez kogo zarządzanych. I te bazy będą nam oferować algorytmy działania: za chwilę znajdziesz się obok restauracji chińskiej, która zaoferuje ci to i to, a kawałek dalej zapraszamy do salonu gier. W przestrzeniach wymiany takich jak dworzec kolejowy czy lotnisko (bo nadal z tych środków transportu będziemy korzystać, nie wystarczy nam bowiem sam telecommuting), algorytm dalszego postępowania w nieoswojonej przestrzeni będzie nam podany w podobny sposób. Nie będziemy szukać analogowych źródeł informacji, np. współpodróżnych. Stracą na znaczeniu ludzie - liderzy (rozsiewcy informacji), bo jej źródło będzie poza nimi. Staniemy się bardziej „celibatarni”; rozwój technologii od dawna w takim kierunku zmierza. Gdy się ma świadomość nikłej władzy nad środowiskiem, wtedy potrzeba nam wspólnoty, W miarę jak ludzie czują się coraz bardziej empowered, mają poczucie władzy nad przyrodą i innymi ludźmi, ci inni wydają się mniej potrzebni.
Taka informacja ulega autonomizacji i alienacji i będzie to proces tym szybszy, im szybsza będzie bioelektroniczna hybrydyzacja człowieka, czyniąca go człowiekiem symbiotycznym, ale zadowolonym z oferty, jaką dają antropotechnologie.
Człowiek nie będzie potrzebował kontroli, bo będzie miał własne algorytmy działania. Przestanie być wiarygodnym źródłem informacji dla systemów gromadzących dane o nim (żeby go jeszcze bardziej zalgorytmizować), bo coraz bardziej zawierza się technice. Ten brak zaufania przekładać się będzie na praktykę angażowania komputerów tam, gdzie się chce uzyskać najbardziej wiarygodne dane (np. tele- i biometria), albo gdy się chce skontrolować wydajność pracownika, jego uczciwość, zaangażowanie itp. Wtedy informacje czerpać się będzie ze zobiektywizowanych i niezależnych od ich twórców systemów. Będzie to pogłębiać erozję zaufania między ludźmi, co oznacza także atrofię kapitału społecznego. Im więcej algorytmów sobie przyswoimy, tym bardziej będziemy wydajni, ergo, tym większy będzie nasz kapitał ludzki.
Co z tego wynika? Ano to, że coraz bardziej inteligentne narzędzia wymagać będą od coraz większej liczby ludzi coraz mniej użycia własnej inteligencji.
Jestem daleki od stwierdzenia, że staniemy się hybrydami bioelektronicznymi z kodami kreskowymi w nas wdrukowanymi (to byłby pełny tryumf algorytmu). Ale nie ulega wątpliwości, że imperatywem cywilizacyjnym stanie się scjentyfikacja przetrwania widoczna w tym, co nazywam numeryzacją człowieka przez PIN-y. A to są przecież algorytmy w czystej postaci. Locus of control przesuwać się będzie wyraźnie na zewnątrz nas, do poza indywidualnych ośrodków sterowania. Sztuczna inteligencja ułatwi nam codzienność, ale to będzie dalsza produkcja algorytmów. Jaki będzie nasz udział w zarządzaniu inteligentnym domem? Boję się, że im bardziej dom będzie inteligentny, tym mniej inteligentni będą domownicy.
Zdaniem skrajnych pesymistów rozwój cywilizacji informatycznej jest wyścigiem między programistami, którzy produkują coraz łatwiejsze programy użytkowe dla idiotów, a światem produkującym coraz lepszych gatunkowo idiotów. Można zatem powiedzieć, że era informatyczna tym się różni od kamienia łupanego, że wtedy człowiek nie używał inteligentnych narzędzi zatem sam musiał być mądrzejszy. Mówi się dzisiaj o barbarzyńcach, że mieli wiedzę przedrefleksyjną, ale? dygitariat (który wklepuje w klawiaturę tryliony bitów codziennie) to zapewne będą już ludzie z wiedzą postrefleksyjną. Wiedza refleksyjna już była - jej szczytem było Odrodzenie i Oświecenie; Barbarzyńcy i dzicy to były społeczeństwa wiedzy - żeby przetrwać musieli się nauczyć całego dorobku swej kultury. Czy w przyszłości będzie można mówić o społeczeństwie wiedzy w epoce on-of-push button-friendly technologies and idiotencamera. Społeczeństwo wiedzy trzeba więc widzieć w kontekście historycznym: coraz mniej wiedzy przyswojonej przez jednostkę w relacji do ogólnej wiedzy; wiedza członka społeczeństwa nowoczesnego i ponowoczesnego to wiedza zmaterializowana w wiedzy innych ludzi: w narzędziach, książkach, inteligentnych narzędziach.






