Kategorie
Mecenas
Mecenasem serwisu jest Wyższa Szkoła Informatyki
i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Partnerzy



Społeczeństwo
Na Wschód
TAGI: Kuchnia intelektualna, Społeczeństwo,
Dodano: 2009-07-10 09:59:37
Iwan mówi, że był z żoną w odwiedzinach u córki. „Córa po studiach – dodaje dumnie – Mieszka we Lwowie i nawet nieźle się jej żyje”. Po rozmowie namiętnie wzbogaconej żywą gestykulacją słyszę, że mieszkali jakiś czas tutaj. Ale praca się skończyła, a żyć z czegoś trzeba było, więc wyjechali na wschód kraju. Pracował w kopalni, żeby w końcu osiąść na skrawku ziemi i razem z małżonką uprawiać role. „Wystarcza żeby przeżyć. Czasem córka coś pomoże. Byleby do przodu”. Rozmowa się urywa. Iwan chwyta delikatnie dłoń żony, po czym kieruje wzrok za szybę wodząc za uciekającym krajobrazem. Zastyga w tej pozie nic więcej nie dodając. Miarowy stukot kół po szynach działa jak nuty kołysanki. Pomyśleć, że dla wielu kompozytorów ten dźwięk podziałał jak natchnienie. Dał początek nowemu tempu. Sennemu tempu. Głowa powoli opada na klatkę piersiową, a sen niespodziewanie ujmuje w ramiona.

Po kilku godzinach jednostajnej drogi w towarzystwie melancholijnego pejzażu za oknem, wnętrze pociągu zaczyna ożywać. Początkowo wszyscy niespokojnie „przywiązani” są do swoich miejsc, kurczowo trzymają się bagaży. Wyczekują. Obserwują. Bacznie przyglądają się pasażerowi z przeciwka. Zastanawiają się z kim to przyjdzie tyle czasu siedzieć, no i spać? Pół biedy jak to swój. Zawsze można się dogadać i jest jak się porozumieć. Ale z obcym, to co innego. Nie dość, że nie zna „chrześcijańskiej mowy”, to jeszcze nie wiadomo co to za jeden. Swój porządny na pewno. Ale obcy?
Jednak z upływem każdej sekundy lody topnieją. Powoli, z większymi lub mniejszymi oporami zawiązuje się „pasażerskie porozumienie”. Człowiek się rozluźnia, posyłając w kierunku współpasażera szczery uśmiech, tudzież spokojne mrugnięcie oka lub po prostu nieśmiało zagaduje. O dziwo, pomimo tego, że ja prawię w swoim, a on w swoim języku, rozmowa jakoś się kręci. „Wie pan co? – zagaduje Dziedzic – opowiem panu ciekawą historyjkę. Byłem kiedyś w Niemczech z kolegami. I był z nami Francuz. Tak jakoś wyszło, że musiałem z nim godzinę siedzieć sam. Ja ni w ząb francuskiego, a on polskiego. No cisza zupełna. Wie Pan, trochę głupio tak nic nie gadać. Więc zacząłem z nim na migi. Trochę słów, ale większość gestami. No i nie zgadnie Pan co? – spojrzał na mnie bacznie zza okularów i zaczął wyliczać na palcach – Dowiedziałem się, że ma żonę. Ile ma dzieci. Gdzie pracuje i mieszka. Co robi. Czym się interesuje. Wszystko, czego chciałem, to się dowiedziałem. On zresztą o mnie też. Potem jak koledzy wrócili, a jeden po francusku mówił nieźle, sprawdziliśmy czy dobre informacje sobie przekazaliśmy. Wszystko trafione!” – kończy, entuzjastycznie zacierając dłonie.

Z każdą chwilą robi się coraz gwarniej. Wszyscy wkoło, z nielicznymi wyjątkami Polacy. Krosno, Opole i pomniejsze miasteczka. Każdy jedzie na Krym.
Jeden narzeka, że za gorąco i duszno. Drugi namiętnie deklamuje poważnym głosem o przyjaźni polsko – ukraińskiej, zaś trzeci z uwagą studiuje mapy.
Każdy ma lub intensywnie szuka jakiegoś absorbującego go zajęcia, któremu oddaje się z wielkim namaszczeniem. Odległość i długość drogi do przebycia sprawiają, że każda, najbłahsza nawet czynność rozwlekana jest niemiłosiernie w czasie.
Jeśli ktoś poczuje głód, to rozdarcie opakowania snickersa poprzedzone jest długim prostowaniem papierka, zaginaniem krawędzi, naprężaniem opakowania, wyginaniem sklejonych miejsc, aż w końcu chirurgicznym i powolnym rozdarciem dostaje się do czekolady. Aż współczuje się batonikowi za jego katorgi. Tak jest z każdą czynnością. A wszystko dla zgubienia kilku chwil.

W pociągu panuje niepisana reguła, która pozwala poznać kto podróżuje pierwszy raz. Ukraińcy automatycznie rozścielają sienniki i kupują pościel u „prowadnicy”, co cieszy ją niezmiernie. Szczelnie zamknięta w plastikowej reklamówce z logiem kolei pościel, pachnie krochmalem, a przywodzi na myśl szpitalne prycze. Szybko rozłożona na „łóżku”, wskazuje obytego w pociągowym życiu włóczykija. Kto nie dokona zakupu (a czynią to cudzoziemcy, nie mogący przebrnąć przez odstręczającą barierę wyglądu posłania) nie może liczyć na przychylność zawiadowcy.
Mechanizm działa w dwie strony. Prowadnica w kontakcie z takim delikwentem jest oschła i niemiła. Spogląda spod oka, a nawet złośliwie zamyka WC na klucz, nie dopuszczając długimi godzinami do orzeźwiającej wody. Sprawę posłania wyjaśnia Ukrainiec, który mówi, że pieniądze z pościeli idą do kieszeni „szefa wagonu”.

Pociąg zatrzymuje się co kilka godzin na dłuższe postoje. W takich miejscach kwitnie „dworcowy biznes”. Dziesiątki kobiet ze swoimi kramikami oferuje słodycze, zimną coca – cole, papierosy i regionalne potrawy. Niektóre biegają pośpiesznie po peronie, zaczepiając wychodzących z przedziałów strudzonych podróżą ludzi. Inne zaś, te stojące wyżej w hierarchii, „peronowe matrony”, pewnie i zamaszyście mieszają chochlami w garnkach. Rzadko ktoś coś zakupi, ale zdaje się to być nieistotne.

 1  2  3  4 


OPINIE
anika - Pierwsze wrażenie
2009-07-10 14:56:36
We Lwowie byłam pół roku temu – co prawda tylko na kilka dni i nie miałam okazji podróżować ukraińską koleją, ale samo miasto przez ten krótki okres pobytu wywołało we mnie skrajne emocje.
ena86 - W drodze do mistrzostwa
2009-07-11 12:14:30
Michale wprowadzasz nas w świat podróży, w świat ludzi i zjawisk z pasją niemalże podobną do Mistrza Kapuścińskiego pokazując zaczątek nowego „Imperium”.
mika - zazdroszczę wyjazdu
2009-07-27 20:00:15
Jestem ze Lwowa. Opisana przez autora podróż jest podobna do kilku moich. Ile oddałabym żeby jechać w tym pociągu na Krym...chociaż podróż bardzo męcząca, ale warto to przeżyć.
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2010