i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2009-05-05 07:49:25
Była niedziela, spacerowałem po dzielnicy mijając wielkie bloki mieszkalne i niewielkie piętrowe prowincjonalne domki zszedłem nad rzekę Moskwę, która przez miasto wije się zakolami dodając mu urody. Najbliższa hotelu stacja metra nazywa się Tulska. Do centrum zaledwie kilka, ale rzadko rozmieszczonych, stacji. W metrze ludzie szarzy, smutni, milczący, zmęczeni. Taki sam tłum jaki widziałem w wagonach metra przed ćwierćwieczem. Na placu Czerwonym taka sama kolejka do trumny Lenina, choć może nieco krótsza i takie same pary nowożeńców przed grobem nieznanego żołnierza, zaś w Gumie szyldy Chrystiana Diora, Boss’a, Armaniego. I ten sam zmieszany z różnych perfum zapach jak w Galerie Lafayette w Paryżu. A tuż obok nowa świątynia konsumpcji, wpuszczony w ziemię mall.
Jak już opuścisz plac Czerwony i okolice, warto przejść się Arbatem pieszą ulicą, ludną, ożywioną, kolorową. Jest to miejsce pracy artystów, którzy malują na poczekaniu portrety przechodniów i pokazują swoje obrazy, ulicznych grajków, oficjalnych żebraków kwestujących w imieniu cerkwi, a także tych pracujących na czarno.
Muzyka w przestrzeni publicznej Moskwy jest zupełnie inna od tej, którą słyszymy na warszawskich ulicach czy w paryskim metrze. Jest to muzyka przez duże M. W kuluarach metra wysłuchałem fragmentów koncertu skrzypcowego a-moll Feliksa Mendelsohna w wykonaniu skrzypaczki z towarzyszeniem mini orkiestry moskiewskich filharmoników, a na Arbacie utwory skrzypcowe Jahannesa Brahmsa i Piotra Czajkowskiego w interpretacji prześlicznej wiolonczelistki.






