i Zarządzania z siedzibą
w Rzeszowie
Dodano: 2010-05-11 09:07:24

„Polska ma prawo do marzeń” powiedział kandydat na prezydenta RP Jarosław Kaczyński. Dość to osobliwa retoryka. Antropomorfizacja Polski jest zabiegiem o charakterze perswazyjnym, bo przecież Polska nie może marzyć. Mogą natomiast marzyć Polacy, o własnym domu, o podróżach do dalekich krajów, o dobrym małżeństwie, pięknej miłości i o tym żeby Jarosław Kaczyński nie został prezydentem, choć są tacy co właśnie o tej prezydenturze marzą.
Ostatnie tygodnie pokazują, że Polacy to zbiorowość osobliwa, osobliwy jest więc także dyskurs publiczny i publiczne zachowania. Okazuje się, że śmierć uczyniła z prezydenta Lecha Kaczyńskiego wielkiego męża stanu, który pozostaje poza wszelka krytyką, bo „o zmarłych wolno mówić tylko dobrze albo wcale”. Zasada ta jest oczywiście szczytem hipokryzji, a jej stosowanie dopuszczalne jeszcze w stosunku do zwykłych obywateli, jest bardzo szkodliwe w życiu publicznym. Polityk musi być oceniany za życia jak i po śmierci pozytywnie lub negatywnie, jako polityk, a nie jako człowiek.
PiS chociaż, co zrozumiałe, od tego się odżegnuje, to w pełni wykorzystuje politycznie smoleńską katastrofę. Tak sądzi ok. dwóch trzecich badanych obywateli. Rację oczywiście mają także krytykując te zachowania Władysław Bartoszewski i Kazimierz Kutz. Stosowana jest tutaj dwojaka technika. Symbolicznie przypomina się zmarłego Prezydenta składając w miesiąc po katastrofie wieńce i paląc znicze przed prezydenckim pałacem, pomijając pozostałe ofiary. Instrumentalnie zaś robiony jest medialny szum wokół wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Na katastrofę tę złożyło się wiele przyczyn, które są dość oczywiste, ale które znajdują się poza racjonalną analizą komisji do badania wypadków lotniczych. Pewnie się w końcu dowiemy, że był to błąd pilota niedostatecznie, jak ostatnio doniosła prasa, wyszkolonego. Ale dlaczego pilot ten błąd popełnił nie dowiemy się nigdy, choć chyba nie tak trudno się domyślić.
Sztabowcy PiS, owi spin doktorzy, działają z dużą zręcznością ukrywając Kandydata, który, jak zjawa, występuje w cyberprzestrzeni w roli mister Hyde’a. Trudno uwierzyć w tę cudowną przemianę człowieka, który zwraca się do braci Rosjan, a jeszcze parę miesięcy temu występował przeciwko przyjazdowi Władimira Putina do Polski. Być może Kandydat doznał iluminacji i zaczyna uprawiać politykę miłości, w stosunku do sąsiadów, porzucając na drodze do prezydentury, cały bagaż nacjonalizmu i ksenofobii oraz sztafaż IV rzeczpospolitej. Nie można wykluczyć, że w kampanii wyborczej dobre słowo usłyszy nawet generał Wojciech Jaruzelski, a ludzie z PO będą stali tam gdzie My, a nie tam gdzie stało ZOMO. Pomarzyć można. Ale można też przypuszczać, że mamy do czynienia z bajką o czerwonym kapturku, gdzie wilk przemienił się na chwilę w babcię, aby potem znowu pokazać swoje wilcze oblicze.
Prasa ostatnio doniosła, że na wzgórzu Wawelskim zebrało się kilkaset osób, głównie członków stowarzyszeń katolickich i narodowościowych. Przyszli na demonstrację, w czasie której domagali się, by parlament i episkopat ogłosił Jezusa Chrystusa Królem Polski. Marsz przyciągnął ponad 500 osób z całego kraju. W kolumnie znalazły się transparenty z nazwami miast, mi.n. Lublin, Warszawa i Toruń. "Zdaniem wyznawców idei Jezusa króla Polski, gdyby przed wojną przyznano mu oficjalnie ten tytuł, Polska nie ucierpiałaby w wojnie. - Niestety krajem rządzili masoni i nie zgodzili się na koronację. Dlatego wybuchła wojna - tłumaczą". Tego rodzaju wyraz fanatycznego katolicyzmu nie byłby możliwy w żadnym innym europejskim kraju.
Polacy to osobliwa zbiorowość. Prowadzone od wielu lat badania wskazują na wysoki odsetek osób wykazujących postawy autorytarne i akceptujący odejście od zasad demokracji. W krajach demokratycznych nie jest możliwe, żeby na czele państwa stanęło dwóch braci, z których jeden był prezydentem, a drugi premierem, nie jest też możliwe dziedziczenie najwyższego stanowiska w państwie, z czym możemy mieć niedługo do czynienia. Może się bowiem zdarzyć, że Jarosław Kaczyński na miejsce Lecha zostanie wybrany prezydentem. Formalnie demokratycznym procedurom stanie się zadość, ale w istocie będzie to pogwałceniem ducha demokracji. Warto może przypomnieć komentarz Bronisława Komorowskiego, który po zwycięstwie Lecha Kaczyńskiego w 2005 roku powiedział: „szkoda Polski”. Gdyby wygrał Jarosław trzeba by było powiedzieć „szkoda po dwakroć”.
Jednocześnie nie można odebrać tragicznie zmarłym w katastrofie






